Kalifornia

Kalifornia (usa) | wielki plan podróży (do pobrania)

Dużo słów i marzenie, do którego należało dojrzeć.

Przyszedł czas, aby wszystkie moje pliki, kartki, zapiski i słowa zostawione w chmurze zebrać i zapisać w jednym miejscu dla tych, którzy kiedyś kupią bilet lotniczy, zapakują się w dwie walizki i przez niemal miesiąc nie będzie ich w domu.

Dzisiaj spisuję Kalifornię, którą miałam odwiedzić dwa lata temu, ale nie wyszło, dzięki czemu wyszły 3 tygodnie w Hiszpanii. Później nie było ochoty na Stany, za to była ochota na Korsykę i Sardynię. 

Wiem jedno - tak miało być. Dwa razy miało się nie udać tylko po to, żebym teraz mogła z tej amerykańskiej podróży cieszyć się jak dziecko, które w sklepie ze słodyczami znalazło największy lizak na świecie i dostało go na własność.

Wiem, że wielu z Was podróżuje więcej niż ja. Widzicie więcej niż ja. Eksplorujecie nieznane, od Tajlandii przez Australię, Nową Zelandię i Amerykę Łacińską. Może moje kierunki Was nie ekscytują, bo widzicie więcej, ale nie żałuję.

Jestem stworzeniem lądowym, głównie samochodowym, a do tej pory basen Morza Śródziemnego dawał mi wszystko, czego potrzebowałam.

Teraz wychodzę dalej i cieszę się tym niezmiernie, oddaję Wam więc to, co mnie będzie cieszyć już za chwilę. Niech się przyda wszystkim tym, którzy również planują podróż za wielką wodę, a nie wiedzą jak się zabrać za temat Kalifornia.

Plan o tytule "Kalifornia".

Jedziemy do przyjaciół, co nie jest bez znaczenia. Dzięki temu oszczędzimy sporo w jednym z najdroższych turystycznie miast, ale zyskamy również wiedzę osób, które w San Francisco mieszkają. Że jest to duża wiedza jestem tego pewna. Już na etapie planowania bardzo nam pomogli.

Plan jest bardzo prosty, ale na tyle rozbudowany, żeby nacieszyć się tak San Francisco, jak i wszystkim innym, co oferuje Kalifornia. A jest co oglądać.

Jak zawsze mamy podział tygodniowy, bo tak jest najprościej planować.

Tydzień 1 spędzamy w San Francisco, tydzień 2 i 3 w trasie, pół tygodnia 4 w San Francisco i w okolicach. Później wracamy do domu.

Wynajmujemy samochód na okres 17 dni, przez 16 dni jesteśmy w trasie.

Tydzień 1 | San Francisco i San Francisco Bay

San Francisco City Pass | to się opłaca.

San Francisco to jedno z droższych miast na świecie, tak do życia, jak i do zwiedzania, ale w tym paragrafie nie odnoszę się do kwestii mieszkaniowych, a do zwiedzania.

Odnośnie zakwaterowania jak zawsze polecam Booking.com, głównie ze względu na bezpieczeństwo i udzielaną pomoc. Nigdy mnie nie zawiedli.

Ten tydzień to czas na zwiedzanie, a możliwość poznania tego miasta niezmiernie mnie kręci. Poznajemy je na dwa sposoby: na wyczucie i po trasie. Na wyczucie, bo lubimy zgubić się w uliczkach. Po trasie, bo kupiliśmy San Francisco City Pass.

City Pass to jest to, co lubimy najbardziej.

Za 160 euro za 2 osoby ($178) mamy trzydniowy transport w cenie, mamy 4 atrakcje turystyczne do zobaczenia (czyli tyle, ile zniesiemy bez bólu) i gwarantowany brak pośpiechu.

Jeśli chodzi o atrakcje to karta w tej wersji nie daje nam wyboru, ale z pewnością pozwala zobaczyć to, czemu warto poświęcić czas. Zapewne wybralibyśmy się do tych miejsc i tak.

Zobaczymy:

California Academy of Sciences - standardowa cena $39,95 za osobę dorosłą

Aquarium of the Bay - $26,95

Odbędziemy rejs po zatoce San Francisco – Blue & Gold Fleet Bay Cruise Adventure - $33,00

Oraz mamy do wyboru

Exploratorium  - $29,95 lub San Francisco Museum of Modern Art – SFMOMA - $25

Co z tych dwóch wybierzemy? Jeszcze nie wiem, choć stawiam na to, że będzie to SFMOMA. Wydarzenia lipca wydają się interesujące, choć do sztuki nowoczesnej podchodzimy z dystansem.

Gdy już zobaczymy wszystko to, co San Francisco City Pass oferuje, pójdziemy w swoją stronę. Przydatne linki znajdziecie poniżej.

San Francisco City Pass - odległości pomiędzy atrakcjami

Pierwszy tydzień to:

- wizyty w miejscach, które oferuje City Pass

- zwiedzanie Santa Cruz i Sillicon Valley z naszymi przyjaciółmi

- obchody 4 lipca, bardzo lokalnie, bardzo prywatnie.

W sobotę tygodnia pierwszego odbieramy samochód. W niedzielę pakujemy rzeczy i  wyjeżdżamy.

Początkowo za $750 zarezerwowaliśmy auto klasy średniej (Ford Focus), niemniej jednak później (zaznajomiwszy się z topografią terenu i temperaturami), pomyśleliśmy, że chyba czulibyśmy się bezpieczniej w SUVie.

Pomimo podjęcia późnej decyzji o zmianie wypożyczalni udało się nam zarezerwować Toyotę RAV-4 (lub auto podobnego standardu) w cenie $833. Uważam to za uczciwy interes.

Do dokonania rezerwacji polecam stronę CarRentals.com.

Strona należy do grupy Expedia, a marki należące do tej firmy rezerwacyjnej są mi dobrze znane z pracy, choć w Polsce są na marginesie. Jak zawsze polecam zapoznanie się z ofertą i dokładne przeczytanie warunków wynajmu.

Anulowanie jest bezpłatne w każdym terminie (może się różnić w zależności od wypożyczalni), karta kredytowa nie jest wymagana w momencie dokonywania rezerwacji. Wszystkich formalności dokonujecie na miejscu przy odbiorze.

Transport publiczny w San Francisco

Podstawowy transport w regionie San Francisco dzieli się systemy na MUNI i BART.

System MUNI to system miejski, czyli za jego pomocą można poruszać się w samym San Francisco i nigdzie indziej. Mapę możecie pobrać tutaj.

Na stronie główniej znajdziecie wszystkie inne informacje. Tutaj też możecie zaplanować swoją podróż z punktu a, do punktu b.

Kupując San Francisco City Pass macie dostęp do całego systemu transportowego MUNI od momentu aktywowania karty, czyli od momentu wejścia do pierwszej atrakcji turystycznej. Wydrukowane potwierdzenie zakupu City Pass należy zamienić na książeczkę z biletami.

San Francisco City Pass nie zapewnia transportu w innych (regionalnych) środkach transportu, które służą do przewozu osób mieszkających w miejscowościach sąsiadujących do pracy w San Francisco. Takim systemem jest właśnie BART, z którego będziemy korzystać.

Dokładne informacje o BART znajdziecie w tym linku. 

Należy pamiętać, że system BART działa na zasadzie kart przedpłaconych nie za dzień lub przejazd, ale za przejechane mile.

Bilet działa tak samo jak w Paryżu lub w Neapolu. Bilet wkładacie do kasownika przy bramce, przechodzi przez system i wychodzi z drugiej strony. Należy go odebrać i ponownie włożyć go do kasownika przy wyjściu ze stacji. W ten sposób zostaje naliczona opłata za przejazd.

Szczegóły znajdziecie tutaj, ale jeśli jest to dla Was niejasne, udajcie się do biura obsługi.

Listę innych systemów o podobnym samym przeznaczeniu jak BART, możecie znaleźć w tym linku. Należy dostosować linię do miejsca swojego zamieszkania.


Na temat przeprawy przez Golden Gate nie będę się rozpisywać. Odsyłam do polskojęzycznej strony Interameryka.com, która jest kopalnią wiedzy na temat USA.

Już na stronie głównej znajdziecie informacje o przejazdach przez mosty w Kalifornii, w tym przez Golden Gate.

Szybko Wam tylko powiem, że przejazd rowerem lub przejście pieszo są darmowe. My wybieramy się na drugą stronę właśnie w ten sposób.

Tydzień 2 | Parki Narodowe Kalifornii

Zaczyna się szaleństwo.

Nie doświadczałam jeszcze takiej ekscytacji. Tą obecną mogę porównać tylko do tej przed wylotem na Zanzibar, gdzie wszystko było nowe.

Do mojej ukochanej Italii jeżdżę jak do domu, spokojnie. Kalifornię z kolei przeżywam w zupełnie nowy dla mnie sposób. Istnieje obawa, że będę ją długo trawić, a dzielić będę się tylko kilkoma zdjęciami na Instagramie. Ale tak też lubię...

Drugi tydzień to dużo chodzenia i wszystko to, co wiąże się ze słowem trekking.

Wszystkie przemierzone trasy zobaczycie na Endomondo, zapraszam więc wszystkich chętnych do dopisania się do moich znajomych i wyszukania wybranej trasy w moim kalendarzu. Stamtąd każdą trasę będziecie mogli pobrać na swój telefon i później z niej korzystać.

Wprowadzenie do tygodnia 2 | kilka słów o parkach narodowych.

Naiwnym byłoby zakładanie, że USA to tylko wielkie miasta znane nam z seriali. Jasne, są one kuszące, ale to co Stany mają najlepszego, to parki narodowe. Na nich się w dużej mierze skupiamy w tej podróży. Są one naszymi punktami kluczowymi i poświęcamy im dużo czasu.

Stany Zjednoczone Ameryki, jak mówi sama nazwa, są zjednoczone. W tym przypadku oznacza to, że parki narodowe są we władaniu rządu i zarządzanie nimi jest scentralizowane, tak samo jak podstawowa, skupiona wokół nich turystyka (głównie campingi).

Może to wyglądać dziwnie, może się nie podobać, ale to działa. Wszystkie informacje o parkach narodowych, miejscach wartych odwiedzenia, miejscach na nocleg (wszelkiego rodzaju, od namiotu zaczynając, a kończąc na luksusowych apartamentach), jest skupiona wokół strony Recreation.gov.

Na stronie znajdziecie wszystko, a nawet jeśli nie znajdziecie to i tak powinniście na niej rozpocząć swoje poszukiwania.

Niektóre z lasów (nie mówię o parkach - park a "forest" to co innego) mają swoje własne, oficjalne aplikacje. W sklepie Google wystarczy wybrać las, do którego się wybieramy i ściągnąć odpowiednią aplikację na telefon (każdy las osobno).

Ponadto na stronie wszystko jest świetnie zorganizowane. Pojawiają się na niej aktualne alerty pogodowe oraz informacje o warunkach drogowych (sporo dróg jest zamkniętych w okresie zimowym). Są tutaj również informacje dotyczące bezpieczeństwa (gdyby mieszczuch zapomniał, że w lasach można spotkać niedźwiedzia).

Zanim zaczniecie planować po prostu poszperajcie. Zawsze warto wiedzieć więcej, niż mniej.

Parki narodowe | bilety wstępu.

Bilety do poszczególnych parków są płatne osobno i początkowo całkiem przeoczyłam stronę, na której niektóre z nich można nabyć online.

Do strony Your Pass Now odprowadzają linki na stronie National Park Services (NPS). Kupiłam tutaj wejściówki do Yosemite National Park i do Sequoia National Park.

Bilety można również nabyć będąc już na miejscu oraz o ile się nie mylę w punktach obsługi turystycznej w niektórych miasteczkach. Tutaj można od razu zadać pytania i odebrać mapę.

Ceny wejściówek do parków są prawie zawsze w takich samych cenach i zawsze są to ceny w rozróżnieniu ma motocykl, samochód, camper itp.

Podstawowa cena to $35 za samochód, przy czym wejściówka jest ważna przez 7 dni od daty wskazanej w potwierdzeniu zakupu. Tym samym możemy dowolnie wjeżdżać do parku i go opuszczać.

Yosemite National Park – $35, 7 dni

Sequoia & Kings Canyon National Parks, Hume Lake District of Sequoia National Forest/Giant Sequoia National Monument – 1 wspólna wejściówka – $35, 7 dni

Death Valley - $30, 7 dni

Mojave National Preserve – wstęp jest darmowy!!!

Grand Canyon - $35, 7 dni


Tak jak wszędzie (np. w Neapolu wyjazd na Wezuwiusza), można zakupić wejściówkę do parku w firmie turystycznej, która oferuje również usługi komplementarne. Takie usługi to np. przelot helikopterem nad kanionem, lunch, prywatne zwiedzanie itp. Kto co lubi. Mnie helikoptery zbytnio nie kręcą.

Z takiej oferty korzystamy w Grand Canyon West. Ale o tym później.

W internecie znajdziecie wiele innych opcji, wystarczy wyszukać po haśle: grand canyon tickets.

Ponieważ prawo popytu w USA działa doskonale, w bezpośrednim sąsiedztwie danej atrakcji turystycznej możecie znaleźć cokolwiek chcecie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto Wam to coś zapewni.

Dzień 8 | niedziela | San Francisco - Sonora

Jeszcze na trzy tygodnie przed wyjazdem plan był nieco inny ponieważ zakładaliśmy, że będzie to dzień spędzony w San Francisco. Zdecydowaliśmy jednak, że skoro samochód odbieramy z wypożyczalni już w sobotę, to nie ma sensu, aby po prostu stał. Wyruszamy w drogę już w niedzielę.

Trasa dnia to 189 km i prowadzi z Pleasant Hill do miasteczka Sonora. Dzięki temu nie będziemy musieli wstawać wcześnie rano w poniedziałek, spędzać ponad dwóch godzin w samochodzie, zostawiać bagażu po drodze i wychodzić w góry dopiero w połowie dnia.

Pomimo, że trasa z Sonory do Yosemite Village to ponad godzina w samochodzie i jak jest to ogromna oszczędność czasu i przede wszystkim dnia. Pozwoli nam to być przy wejściu na szlak około godziny 8:00-9:00.

Dzień 9 i 10 | poniedziałek, wtorek | Yosemite National Park

 

Trasa łączna dnia 9 i 10 (wraz z dojazdami na noclegi) to 195 km, 2h 40’.

Mamy w perspektywie Yosemite National Park i 2 dni trekkingu.

Dnia 9 planujemy wyjechać z Sonory wcześnie, porzucić część bagażu w Groveland (o ile hotel nam pozwoli) i dojechać do Yosemite Village. Stamtąd, z parkingu o nazwie Yosemite Falls Day-use Parking, wybieramy się na trekking na szczyt El Capitan podziwiać widoki.

Trasa to 20,5 km. Niestety do parkingu trzeba wrócić tą samą trasą, chyba, że ktoś ma stosowny ekwipunek i może z tej ogromnej skały sobie skoczyć. Innym rozwiązaniem jest pójście szlakiem dalej.

Wracamy na nocleg do Groveland, śpimy w Priest Station Cafe & Cabins.

Dnia 10 pakujemy się wcześnie rano i opuszczamy hotel. Wracamy do Yosemite Village i wybieramy się na całodniowy trekking na Glacier Point i do Vernal Falls (24km).

Na miejsce odpoczynku wybraliśmy Midpines. Śpimy w Yosemite Bug Rustic Mountain Resort. Ile to miejsce ma z resortu to się okaże na miejscu.

Idziemy spać, nabieramy sił na kolejny dzień, bo następnego dnia z samego rana jedziemy już do Sequoia National Park.

Noclegi w Yosemite Village...

Jeśli bardzo zależy Wam na tym, aby nocować w samym Yosemite Park, musicie przygotować się na prawdziwe polowanie na miejsce noclegowe, bo Yosemite to punkt, do którego ściągają wszyscy.

Już na 8 tygodni przed daną datą nie ma możliwości dokonania rezerwacji na campingu (a tych w Yosemite Village jest sporo). Rezerwacje online są otwarte na 90 dni przed daną datą, a nam na 9 tygodni przed datą przyjazdu się nie udało.

Możecie próbować swoich sił tutaj. Jest to strona główna, znajdziecie więc tutaj informację o tym jak wyszukiwać. Tutaj możecie również wyszukać nocleg w dowolnym parku w kraju i dokonać rezerwacji.

Dzień 11 | środa | Kings Canyon & Sequoia National Park

 

Trasa dnia to 260 km + dojazd w wyższe partie gór na trekking  i powrót na nocleg.

Na ten dzień nie mamy planu innego ponad ten, że chcemy zgubić się w lesie i o odpowiedniej godzinie z niego wyjść.

Jeżeli z Midpines wyjedziemy o godzinie 7:00 i nie zbłądzimy nigdzie po drodze, to o 9:35 powinniśmy być na polu namiotowym. To dobra godzina, aby wyjść lub wyjechać w kierunku Kings Canyon (pierwszy wjazd).

W połowie dnia zawracamy na parking i jedziemy do Sequoia National Park (drugi wjazd).

Dzień kończymy na polu namiotowym Sunset Campground w Hume. Dostępność miejsc można sprawdzić w tym linku, tutaj też można dokonać rezerwacji.

Dzień 12 | czwartek | Sequoia National Forest - Olancha

Trasa dnia to 429 km i prawie 6h 25' w samochodzie.

Brzmi to jak brzmi, ale nic tego nie zmieni. W Stanach trzeba się liczyć z:

a) odległościami,

b) ograniczeniami w prędkości,

c) małą liczbą stacji benzynowych.

Dzisiaj wybieramy dłuższą trasę, aby w Seqoia National Forest (trzeci wjazd) zobaczyć The Boole Tree - 6 najwyższe i największe drzewo na świecie.

Aby przedostać się na drugą stronę do Olancha, zamiast objeżdżać łańcuch górski przez Bakersflield, wybieramy Mountain Hwy 99 prowadzącą wzdłuż Kern River, która wpada do Isabella Lake.

Liczymy na to, że uda się nam zatrzymać tutaj na lunch lub późny obiad, rozprostować kości i spokojnie dojechać na nocleg do Olancha. Na miejsce odpoczynku wybraliśmy Olancha RV Park & Motel.

Początkowo zastanawialiśmy się nad wynajęciem tipi, ale finalnie zdecydowaliśmy, że po tygodniu chodzenia przyda nam się porządne łóżko i własna łazienka.  Ten, kto woli spróbować czegoś innego, oczywiście zawsze może wybrać nocleg w indiańskim namiocie przystosowanym do potrzeb cywilizowanego człowieka.

Dzień 13 | piątek | Death Valley - Las Vegas

Trzynastego w piątek trasa wynosi 228 km plus/minus nieplanowane skręty w prawo i w lewo.

Na nocleg w dniu 12 wybraliśmy Olanchę celowo – stąd do wejścia do Death Valley mamy tylko około 30 minut jazdy.

Uzbrojeni w ogromną ilość wody (policja zakazuje wjazdu, gdy kierowcy mają za mało wody), kapelusze, odzież chroniącą ciało przed poparzeniem słonecznym, naładowany zapasowy akumulator do kamery i puste karty pamięci, zamierzamy spędzić tutaj sporo czasu.

W zależności od naszej wytrzymałości zamierzamy trzymać się trasy 190 i zobaczyć tak dużo piachu i skał jak to możliwe. Jeśli nie damy rady (15 czerwca 2018 było tam 43 stopni!!!) to trasą 374 będziemy uciekać do drogi 95. Stąd będziemy kierować się do Las Vegas.

Czytając indywidualne recenzje o Death Valley liczę na to, że będąc w tym kosmosie o temperaturze piekarnika (a lipiec i sierpień to najgorsze miesiące na Death Valley) opony nam się nie stopią, silnik nie przegrzeje, a aparat nie odmówi współpracy. Nasz dawny kompakt Fuji odmawiał współpracy nawet w Chorwacji…

To czego nie odpuszczę w tym miejscu na pewno, o ile pojedziemy drogą 190, to Zabriskie Point. Znacie to miejsce?

Film o tytule Zabriskie Point nakręcił tutaj w 1970 r. Antonioni, a był to jego pierwszy angielskojęzyczny film. Jeśli ktoś nie wie o czym mowa, to zapraszam na FilmWeb.  Film nie każdemu się spodoba, ale Ci kochający kino włoskie lub tworzone przez włoskich reżyserów, z pewnością go docenią.

Na nocleg w Las Vegas (2 noce) wybraliśmy Ellis Island Hotel Super 8 Las Vegas. Stąd mamy 10 minut do samego centrum.

 

 

Jeśli upał Death Valley nie wyśle nas na ostry dyżur i uda nam się po przyjeździe do motelu odpocząć, wieczorem wybierzemy się do centrum, aby sprzeniewierzyć w kasynie trochę odłożonych na ten cel pieniędzy.

Dzień 14 | sobota | Las Vegas - Grand Canyon - Las Vegas

To dzień, który miał być bez planu, ale nie wyszło. Wrócimy bardzo, ale to bardzo zmęczeni, choć zapewne bardzo zadowoleni.

Ja (zdania nie rozpoczyna się od ja) chciałam zwiedzać Los Angeles za dnia, ale on stwierdził, że Las Vegas ma sens tylko wieczorem. Co jest prawdą nie wie żadne z nas.

Z mojej strony nadal istnieje obawa, że upał dnia poprzedniego trzeba będzie porządnie odespać. Z jego strony istniała ochota, aby na kilka godzin wyskoczyć do Grand Canyon West. Jedziemy więc do Arizony.

Trasa tego dnia będzie wynosiła około 400 km i zobaczymy dzięki niej Zaporę Hoovera.

Dokładne wytyczne dojazdu do Grand Canyon West można znaleźć w tym linku.

Teren parku Grand Canyon należy do plemienia Hualapai i jest przez nie zarządzany. Bilety wstępu zasilają ich budżet i pozwalają dbać o teren.

W linku powyżej oprócz trasy dojazdu znajdziecie informacje o biletach wstępu na teren parku i kilka opcji zwiedzania do wyboru. Polecam bilet za $82, który daje możliwość wejścia na skywalk, zapewnia transport hop-on hop-off oraz podwozi na wszystkie najważniejsze punkty widokowe. W cenie jest również posiłek.

Kto nie chce korzystać z tej możliwości może zakupić zwykły bilet wstępu.

Co jeszcze może się wydarzyć, a czego nie ma w planie? Na przykład taka Route 66, której odcinek przebiega na południe od Grand Canyon i w tym miejscu ciągnie się na odcinku od Kingman do Seligman.

Niezmiernie rzadko mówię „dość, nie jadę dalej”, ale myśl, że po dniu w piachu miałabym spędzić dodatkowe 364 km w samochodzie napawa mnie strachem (czyli łącznie 764 km – tyle co z Krakowa do Salzburga!).

Co jeśli odpuścimy Route 66?

Nie ma tego złego. Route 66 pojawi się jeszcze w Los Angeles. Więcej na ten temat w linkach poniżej. Tam jest wszystko.

Tydzień 2 | trasa

Tydzień 3 | Miejskie szaleństwo i krótkie trekkingi

Dzień 15 | niedziela | Mojave National Preserve

 

Trasa dnia to 310 km, czyli kilka godzin w samochodzie. W skali całego wyjazdu to niewiele.

W zupełnym spokoju i na luzie idziemy na trekking w Mojave National Preserve. Wstęp jest darmowy.

Recenzje z wypraw do Mojave zachęcają. Brodzenie w piasku na wydmach niezmiernie kusi, równocześnie obiecując koszmarne wyczerpanie, a na końcu trasy warte tego zmęczenia zadowolenie.

Tras jest kilkanaście i możecie je wyszukać na stronie All Trails.com.  Wystarczy wpisać: Mojave National Preserve, a strona sama wam podpowie jakie trasy macie do wyboru.

Co jest jeszcze lepsze, strona ta posiada aplikację działającą offline (pobierz tutaj), co ma sens, ponieważ w większości parków nie za zasięgu telefonii komórkowej (kocham brak zasięgu, naprawdę).

Jak to działa? Proste.

Jak długo macie zasięg i internet, tak długo możecie korzystać z wersji bezpłatnej, bowiem wszystkie dane będą pobierały się na bieżąco.

Jeśli wyjeżdżacie w miejsce bez zasięgu zakupcie abonament (niestety tylko w wersji rocznej lub „life time”), przed wyjściem w trasę wyszukajcie trasę, zapiszcie ją w telefonie i zabierzcie ją tam, dokądkolwiek się wybieracie.

Nie wychodzicie w trasę zbyt często? Nie istotne. Jeśli jeździcie na rowerze lub uprawiacie jakikolwiek inny sport na wolnym powietrzu, aplikacja Wam się przyda.

Według mojej opinii planowanie tras działa dużo lepiej niż w Endomondo, do tego mapa ma warstwy, które podają informacje o terenie. Aplikacja jest naprawdę dopracowana. Możecie sobie wymyślić dowolną wyprawę na komputerze, zapisać ją na swoim koncie, a później korzystać z niej w aplikacji.

Tras możecie też poszukać na Hikes Peak.

Dokąd pójdziemy będąc w Mojave, to się jeszcze ustali. Najważniejsze, że wiemy z czego korzystać. Tak czy siak, gdziekolwiek tego dnia nie zdecydujemy się wyjść, koniec dnia i tak planujemy celebrować w Bradstow.

Na nocleg wybraliśmy Best Western Hotel. Liczę, że w końcu uda się choć na chwilę zanurzyć się w basenie.

Zmęczenie.

Ilekroć spisuję tak długą trasę po to, żeby się nią później z Wami podzielić, czuję, w którym momencie zaczynam się męczyć.

Nie pisaniem, ale trasą, jaką sama od początku do końcu wymyśliłam i spisałam. Wiem dokładnie, którego dnia i w którym miejscu będę czuła zmęczenie nie do pokonania. Wiem której chwili moje ciało zacznie się buntować.

Myślę, że tegoroczny kryzys pojawi się pod koniec drugiego tygodnia lub na początku trzeciego.

Jadąc naszą trasą wokół Hiszpanii zmęczenie poczułam  gdzieś w Walencji (czyli dopiero w połowie ostatniego tygodnia wyprawy). Całkowicie pokryło się to z uczuciem, które pamiętam z przygotowywania trasy. Pisząc trasę wokół Kalifornii zmęczona jestem już teraz, a pierwszego tygodnia i tak w ogóle nie biorę pod uwagę.

Podczas długich podróży zawsze odpoczywam, gdy przebywam w miastach. Miasto zawsze mnie spowalnia i tak sobie myślę, że jest to wpływ moich śródziemnomorskich skrzywień. Tam człowiek po prostu włóczy się bez celu i jakoś tak mimochodem odpoczywa…

Zgadniecie co pomyślałam pisząc ostatnie zdanie?

Pomyślałam, że dobrze, że jutro, dnia 16, będę w Los Angeles i spędzę tam 4 dni i 3 noce. Na chwilę uda się zadomowić w jednym miejscu. Taki moment zawsze jest mi potrzebny. Nie ważne, że i tak będę zwiedzać. Ważne, że będę wracać do tego samego miejsca na noc.

Na nocleg wybraliśmy Super 8 by Wyndham Los Angeles Alhambra, ale oczywiście chcę anulować, jeśli tylko moje idealne miejsce (obecnie zbyt drogie) okaże się tańsze.

Dzień 16, 17, 18 | poniedziałek, wtorek, środa | Los Angeles

 

Trasę dla tych 3 dni ciężko policzyć, dlatego nie będę jej liczyć w ogóle.  

Nie wiem czy zdecydujemy się na City Pass. W Internecie znajduję tylko jedną opcję, Go Pass Los Angeles, która w najsensowniejszej wersji ma wszystko all inclusive, ale jak dla mnie wydaje się kosmicznie droga. Poza tym nie znoszę all inclusive.

Z drugiej strony, gdyby chcieć zsumować miejsca, które można zobaczyć będąc tylko i wyłącznie w Los Angeles (i mając więcej czasu), można zacząć się zastanawiać, czy jednak nie warto się skusić na jej zakup.

Ważne – nie zawiera ona transportu w żadnej z wersji.

Jeśli jesteście osobami, które oglądają wszystko co może się wydać interesujące, to może się ona okazać użyteczna. Mnie jednak z całej listy dostępnych atrakcji interesują  3, ale za 3 dni „możliwości” nie zapłacę $219…

Czemu nie wybiorę „all you can do for 2 days”? Bo nie lubię biegać.

A tak na poważnie to kompletnie nie interesuje mnie opcja wstawania wcześnie rano i wybiegania do muzeum po to, żeby wejść do niego o 9:00 i wyjść o 12:00 po to, żeby biec co kolejnego, które zostanie zamknięte o 17:00. To jak przyjść do Luwru albo muzeum Picassa o 15:30. Po prostu nie.

Wolne elektrony.

Wybieramy więc bycie wolnymi elektronami i zamierzamy zobaczyć tylko to, co nam odpowiada.

- Eaton Canyon Falls & Mount Wilson Observatory, Whittier Turnbull Canyon Hiking Trail

- Long Beach

- Hollywood (Universal Studios), Hollywood Hills, Beverly Hills, Chinatown & Koreatown wieczorem

Tyle z miejsc noszących etykietę must see w zupełności nam wystarczy, choć Eaton Canyon i inne miejsca poza miastem to miejsca podpowiedziane przez naszego przyjaciela. Miejsce pewne i nie wskazane na żadnej znalezionej mnie liście must visit, co bardzo nas cieszy.


Niestety mam wrażenie, że cała turystyka w centrum szeroko rozumianego Los Angeles jest skomercjalizowana wielokrotnie bardziej, niż w Europie. Zobaczymy na miejscu, czy to wrażenie oparte na szperaniu w internecie okaże się prawdą, czy też nie.

Liczę na to, że Chinatown i Koreatown okażą się takimi, jak te w Londynie. Nastawiam się na smaki, kolory i zapachy.

Jeśli nie podzielacie naszego podejścia i szukacie pomysłu na to, co zobaczyć w Los Angeles w sposób prostszy, proponuję po prostu przeglądnąć to, co oferuje Go Pass Los Angeles. Żadna inna strona w Internecie nie sumuje podstawowych atrakcji turystycznych w tak dokładny sposób.

Transport w Los Angeles

Tutaj mamy niespodziankę i to wielką, bowiem transport dzienny z wykorzystaniem metro jest śmiesznie tani, jak na rangę tego miasta. Koszt 24 godzinnego karnetu jest na poziomie każdego miasta w Europie.

Jak się zabrać do tematu?

W pierwszej kolejności proponuję po prostu przeglądnąć stronę metra. Znajdziecie tutaj dosłownie wszystkie potrzebne informacje.

Koszt transportu dziennego dla dzieci i osoby dorosłej to $7, a dla osoby starszej (od 62 r.ż), to jedynie $2,5. Warto zaznaczyć, że jest to bilet na wszystkie linie w aglomeracji. Przy zakupie tańszych biletów (np. dwugodzinnych) mogą obowiązywać dodatkowe opłaty dla linii Silver Line i Express Buses (bo metro w LA to również autobusy, nie tylko kolej).

Aby nabyć bilet dzienny należy kupić w automacie kartę TAP ($1) i nabić na nią wybrany bilet. Przy wejściu do metra lub autobusu należy kartę przyłożyć do kasownika (tak jak w Oslo).

Należy pamiętać o tym, że posiadacze karty TAP wchodzą do autobusów każdym wejściem, podczas gdy osoby kupujące bilet w autobusie (tylko za odliczoną kwotę) wchodzą drzwiami przednimi.

Zwróćcie uwagę na to, że możliwość wchodzenia wszystkimi drzwiami może być dostępna sezonowo. Daty uruchomienia tej możliwości można sprawdzać tutaj.

Z kolei wszystkie informacje o cenach znajdziecie tutaj. Jeśli macie inne pytania, po prostu przeszukajcie stronę. Jest jedną z prostszych do obsługi, z jakimi miałam do czynienia. Na pewno nikomu nie sprawi problemu.

Dzień 19 | czwartek | Malibu, Santa Barbara

 

3 dni w Los Angeles, w mieście, które będziemy dostosowywać do nas, a nie na odwrót, to sporo czasu. Jak na pierwszą randkę (w dodatku w ciemno), jest to bardzo długie spotkanie.

Trasa dnia to 161 km. Wystarczająco, aby się nie zmęczyć oraz, aby na nowo przyzwyczaić się do samochodu.

Dzisiaj uciekamy nad morze, do Santa Barbara. Miasto to od dzieciństwa kojarzy mi się z jednym - z serialem Dynastia.

Śmieszne jest to, że o tym samym serialu pomyślałam będąc w listopadzie (2017) w Neapolu i zwiedzając Zamek Królewski, obecnie muzeum Capodimonte. "Dynastia" do tej pory kojarzy mi się głównie z korytarzami o wysokości 4 metrów (jak w Capodimonte), ze stadninami koni oraz właśnie z posiadłością Karringtonów w Santa Barbara.

W drodze zahaczamy o Malibu. Tu mieszkają gwiazdy przemysłu filmowego, ale nie to nas interesuje w tym miejscu, a plaże znane z serialu Bay Watch (choć Bay Watch był kręcony głownie w Santa Monica).

Możliwe jest, że po 3 dniach zwiedzania Los Angeles po prostu wyłożymy się chwilę na piasku, żeby odpocząć. Nie, jeśli to zrobię, zdecydowanie nie będę żałować, że nie zaglądnęłam w każdy zakątek miasta.

Podoba mi się pomysł zwalniania pod koniec tak długiej podróży. Jest mi z tym bardzo po drodze i tak właśnie została zaplanowana końcówka trzeciego tygodnia. Możliwe, że w Santa Barbara pokażemy się tylko po to, żeby tam spać. Możliwe też, że spędzimy wieczór u naszych przyjaciół.

Tak czy inaczej mamy rezerwację w Orange Tree Inn.

Co robić będąc w Santa Barbara?

W odpowiedzi na to pytanie pomoże Wam oficjalna strona miasta, na której znajdziecie wydarzenia miesiąca, warte waszej uwagi.

Jeśli zdecydujemy, że rezygnujemy z Malibu z pewnością nie będziemy się nudzić, bo wydarzeniem, na które z całą pewnością się wybierzemy będzie California Wine Festival. Festival trwa od 19 do 21 lipca, przez całe 3 dni.

Szczegóły w tym linku.

Jeśli nam czas pozwoli (lub lekko zmienimy plany) wybierzemy się do Los Padres National Forest.

Dzień 20, 21, 22 | piątek, sobota, niedziela | Santa Maria

Kalifornia sandboard

 

Trasa dnia 20 to 137 km, 1h 48'.

To trzy dni przeznaczone na pełen relaks. Nie zakładałam ani raz, że ta Kalifornijska wyprawa będzie tylko i wyłącznie przemieszczaniem się z punktu a do punktu b.

Początkowo myślałam o szukaniu noclegu w Pismo Beach, ale całe szczęście istnieje internet, który informuje, że może to być miejsce, w którym słowo „odpoczynek” oznacza pełną ludzi, komercyjną plażę oraz hałas do nocy. Nie.

Dlatego wybieramy znacznie spokojniejszą Santa Maria i nocleg w Best Western Plus Big America, skąd mamy zaledwie 25 min drogi parku Rancho Guadalupe Dunes Preserve.

Park to wydmowe wzgórza ciągnące się na przestrzeni wielu kilometrów. Oczywiście są tutaj i plaże (darmowe), na których zamierzamy się zadomowić. Planujemy poznać plaże od cypla, aż do Oceano (2 mile).

Co z tego wyjdzie, jak zawsze okaże się w tracie, ale ostatnim pomysłem jest sandboard, czyli snowboard na wydmach. Zamierzam ten plan wdrożyć w życie.

Co prawda nasz przyjaciel z San Francisco powiedział nam przynajmniej raz „zabierzcie cieplejsze ubrania, bo może być chłodniej”, niemniej jednak nie chcę wnikać w to co miał na myśli. Bikini zabieram i tak i liczę na to, że będziemy mieć szczęście i nadmorski upał, taki opalający na czarno, z chłodną popołudniową bryzą. Bay Watch dla tych, którzy przyjeżdżają tutaj na chwilę.

Innych planów nie mamy, poza szwędaniem się i szukaniem miejsc, w których można znaleźć wino, bo winnic jest tutaj tak wiele, jak w Logroño i w Haro. Wybrzeże, które nam Europejczykom kojarzy się głównie z klifami i windsurfingiem, to jednak coś więcej. Google doskonale podpowiada dokąd warto się udać.

To będzie piękny czas. Zapewne zdecydujemy się spędzać kilka godzin dziennie na plaży, jedną lub dwie przeznaczymy na obiad, a wieczór i noc będą jednym, długim spacerem z kieliszkiem wina w ręku, już w Santa Maria (o ile nie mają prohibicji).

USA to nie Europa (alkohol).

USA to nie Europa, a tym bardziej nie basen morza śródziemnego, gdzie do późnych godzin nocnych (lub wczesnoporannych – madrugada) można sączyć lub wręcz pić bez umiaru.

W USA prawo kontroluje dostęp do alkoholu i często po godzinie X (gdzie godzina X może różnić się w zależności od miejsca przebywania) może być różna.

Jeśli będąc europejczykami wybieracie się do jakiegoś miasta w USA oraz chcecie nabyć choćby wino, poszukajcie w internecie informacji na ten temat. Lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć.

Wiem też jedno – w kasynach w Las Vegas alkohol (każdego rodzaju) leje się tak długo, jak chcecie. Za inne stany i miasta nie odpowiadam, potwierdzono mi jednak, że „prohibicja” to słowo, które nadal w tym rozległym kraju jest żywe, podczas gdy słowo „alkohol” jest limitowane.

Jak jest w Santa Maria nie wiem, ale cieszy mnie fakt, że Santa Maria Valley (czyli po prostu winnice) są na trasie dojazdu do plaży. Tym samym pomysł na poranne opalanie i popołudniowe sączenie wina przed powrotem do hotelu wydaje mi się wykonalny.

Innych planów nie ma. Będziemy przenosić śródziemnomorskie nastawienie i przyzwyczajenia na amerykański grunt. Oby się udało i obyśmy nie przywieźli rozczarowania.


Wieczorem dnia 22 wracamy do Pleasant Hill. Aby być na miejscu o 20:00 musimy wyjechać o około 16:00.

Trasa dnia to 410km i 4h 10’. Powoli wracamy do domu, choć mamy jeszcze 2 dni z przyjaciółmi.

Tydzień 3 | trasa

Dzień 23 | poniedziałek | Napa Valley

 

Nie byłabym sobą, gdybym podczas pobytu w Kalifornii nie wypchnęła nas choć na jeden dzień do Napa. Choć na moment.

W przeciwieństwie do pierwotnego planu tej podróży nie mamy aż 3 dni na winnice. Z resztą założenie, że byłoby to możliwe mając jedynie 3 tygodnie było błędne. Dopiero teraz, po 2 miesiącach przygotowywania trasy, wiem jak bardzo obfity mamy plan.

Skoro mamy tak mało czasu zdecydowaliśmy, że w jednej z winnic zrobimy rezerwację na godzinną degustację w Judd's Hill Winery w Napa. Co się stanie później zadecydujemy na miejscu. Uwielbiam gubić się w winnicach i spędzać w nich całe godziny, ot tak.

Jeśli macie ochotę na degustację (w Napa bez rezerwacji się nie obejdzie) polecam stronę Visit Napa Valley oraz DoNapa.com. Ciężko znaleźć lepsze źródła informacji. Z pewnością skorzystam z nich, gdy będę wracać do Kalifornii i będę miała więcej czasu. Marzy mi się 7 dni wśród winnic, ze wschodami i zachodami słońca.

Wieczorem wracamy do Pleasant Hill i oddajemy samochód.

Dzień 24 | wtorek | San Francisco | Alcatraz & food experience

Głównym planem dnia jest wizyta w Alcatraz, którą mamy zaplanowaną na 12:30. O tej godzinie nasz prom odpływa z Pier 33 w stronę miejsca, które sporo pamięta, ale niewiele wyjawia.

Bilety do Alcatraz z Alcatraz Cruises można kupić tutaj.

Ważne - kupujcie z wyprzedzeniem. Nam w ciągu 12h uciekły 4 dni i tylko z tego powodu zwiedzamy Alcatraz w tygodniu 4, a nie w 1. Nie taki był pierwotny plan.

Po powrocie do San Francisco znikamy w mieście, żeby się najeść, bo nie wiem czy macie świadomość, że w San Francisco można doznać kulinarnych rozkoszy. Po to też cały pierwszy tydzień spędzamy w mieście, żeby spróbować dań, o których opowiadali nam nasi przyjaciele. To miasto to mieszanka kultur i wpływów, więc kuchnia też się wymieszała. Nie mogę się doczekać!

Wybaczcie, ale nie będziemy oszczędzać na jedzeniu i nie będzie też postu o tanich miejscach, w których można zjeść, żeby tylko przeżyć w San Francisco. To nie wychodzi nawet, gdy jesteśmy w Krakowie, tym bardziej nie wyjdzie w Kalifornii.

Mamy listę miejsc do odwiedzenia, a podzielimy się nią po powrocie. W celu wykonania niezliczonej listy notatek wiozę z sobą 2 przepiękne zeszyty - jeden na notatki z parków, drugi na notatki kulinarne. Mam nadzieję, że przywiozę je do domu zapełnione.

Tydzień 4 | trasa

Dzień 25 i 26 | środa, czwartek | wracamy do domu

Czy czuję jakiś smutek, gdy myślę o powrocie? Absolutnie nie.

Uwielbiam wracać do domu, głównie dlatego, że już na drugi dzień robię kolejną rezerwację. Wyjazd na snowboard 2019 zarezerwowałam w niedzielę po sobocie, w którą wróciliśmy do domu po ostatniej wizycie w Austrii.

W środę o 07:25 odrywamy się od ziemi i gonimy dzień. 4h 55' lotu dzieli nas od Toronto (Air Canada), tutaj mamy ekspresową przesiadkę na lot do Warszawy (Lufthansa). Po 8h 35' lądujemy i pociągiem wracamy do Krakowa.


Mam nadzieję, że ten post będzie dla Was użyteczny. Osobiście spisywanie planów niezmiernie mi pomaga w organizacji naszych wyjazdów, wszystko porządkuje i podsumowuje. Jak długo koryguję post, tak długo wiem, że coś jest nie tak. W tym przypadku opublikowana zostanie jest 276 wersja (tyle razy wciskałam przycisk zapisz).

Jeżeli macie pytania, zostawcie je proszę pod postem. Postaram się odpowiedzieć, jeśli tylko będę znała odpowiedź.

Polecam się, gdybyście marzyli o planie podróży skrojonym tylko dla Was (tak jak ten jest skrojony dla nas).

Z przyjemnością zaplanuję Waszą podróż od A do Z. Dane kontaktowe znajdziecie w stopce.