Zillertal 3000 – ski & glacier world (at) | Mayrhofner, Finkenberg, Tux

Ledwo wróciliśmy, a zaraz wracamy.

Do Zillertal wrócimy i to szybko, bo choć jesteśmy w domu od 4 tygodni to już 17 lutego podjęliśmy decyzję, po raz pierwszy bez większego zastanowienia, że wracamy dokładnie w długi weekend majowy.

To pierwszy przypadek w moim życiu, ażeby Austria wygrała z Włochami lub Hiszpanią. A jednak... Zillertalowi nie można oprzeć się zimą, nie będziemy więc opierać się i wiosną. Szkoda czasu.

Zresztą wielokrotnie wracając z nart powtarzaliśmy sobie, że Tyrol wiosną to musi być coś. Coś co najmniej tak fascynującego, jak Tyrol zimą. Co stoi na przeszkodzie? Deska jest, narty są, rowery zaraz będą, więc Austria jest idealna, żeby wyciągnąć z tych naszych chęci na aktywny wypoczynek wspólny mianownik.

O planie na Zillertal wiosną jeszcze będzie, bo planu jeszcze nie ma poza tym, że na 6 pełnych dni pobytu połowę spędzimy na lodowcu (zamknięcie sezonu zimowego w 2018 jest 11 maja), a drugą połowę na rowerach. Trasy to ten element, którego jeszcze nie opracowaliśmy.

Póki co, zanim wrócimy, rozkładam na czynniki pierwsze Zillertal zimowy. Dzisiaj Mayrhofner. Na więcej ani czasu, ani miejsca nie ma.

Zillertal jako region narciarski jest podzielony na mniejsze regiony o czym nie wiedziałam, choć oglądałam go wielokrotnie na Google Maps (wyłączyła mi się logika). Na jeden post i na jedno posiedzenie to stanowczo za dużo informacji na raz, więc tym razem idziemy pokolei.

Mayrnhofner. Dzień 1. 

Tux | 28 stycznia 2018

O trasie „do” nie opowiadam, bo ileż razy można. Mogę tylko powtórzyć tym, którzy są tu pierwszy raz, że jeśli na bramkach w Balicach jesteśmy o 7:00 to o 18:30 – 19:00, po przejechaniu 950 km, zawsze stoję już przy kuchni i przygotowuję kolację sącząc wino.

Trzeba się postarać, żeby do tego czasu nie dojechać i za to Tyrol lubię. Będąc wspaniałym miejscem na zimowy odpoczynek jest na tyle blisko, że mogę tam dotrzeć w ciągu dnia.

Nie wiem co zrobię jak przyjdzie mi ochota na narty w Alpach francuskich. Chyba się teleportuję.

Tux | mieszkamy na stoku.

Zupełnie przypadkiem okazuje się, że nasz apartament znajduje się w domu, od którego w odległości 200 metrów przebiega linia kolejki gondolowej na Rastkogel. Nie zauważyłam tego sprawdzając lokalizację (też jakoś niespecjalnie się do tego przyłożyłam; od pewnego czasu wiele rzeczy sprawdzam będąc dopiero w samochodzie).

Przez kolejne kilka dni kolejka ta będzie mi zegarem, bowiem startuje o 8:00 przejazdem technicznym, a już o 8:30 pierwsi amatorzy jazdy po sztruksie siedzą w czteroosobowych gondolach i oglądają „wschód słońca”, który w Tux w styczniu ma miejsce około 8:50.

O tej godzinie słońcu udaje się wejść na tyle wysoko, żeby przebić się ponad szczytami Realspitze (3 039 m), Rosskopf (2 971 m) i Grinbergspitze (2 745 m). Z naszego mieszkania widzę je dopiero około 9:00, niedługo przed wyjściem z domu.

Tux mieści się na wysokości 1 300 m.n.p.m., nasze mieszkanie na wysokości zapewne około 1 600 m.n.p.m. Ciśnie mi się na usta stwierdzenie, że jest to wysokość, na której gotowanie z kieliszkiem wina w ręce jest tak bezpieczne dla mojej głowy, jak picie wody mineralnej w Krakowie ;).

Nie wiem jak to działa, ale to jedna z pierwszych rzeczy, na które zwróciłam uwagę. Mogłabym się tutaj przeprowadzić razem z moim winnym arsenałem i byłoby mi na co dzień bardzo dobrze.

30 stycznia 2018 – Zillertal 3000 | Mayrhofner Bergbahnen

Przyszło nam do głowy, żeby dzień zacząć w Tux startując niemal spod domu, niemniej jednak zdecydowaliśmy, że zaczniemy w Finkenberg (Finkenberger Almbahn) i będziemy trzymać się szczytów Penken, Rastkogel, Horberg.

Trasa piesza w tym linku (choć po asfalcie, trasy snowboardowej jeszcze nikt nie wytyczył).

Wydaje się, że tych tras jest sporo, a jak jest realnie?

Hmmm… Mój kolega wróciwszy z Zillertal tydzień przed naszym wyjazdem powiedział, że muszę być w Mayrhofner, bo tras jest tam dużo. Moje zdanie? I tak i nie. Zależy kto co lubi.

Z Zillertal 3000 mam ustalone szczególne warunki współpracy, czyli lubię to miejsce i nie lubię jednocześnie. 50/50.

 

 

Nie lubię Mayrhofner, bo...

Nie lubię, bo Zillertal 3000 ma kilka tras czarnych, które w przypadku snowboardzistów na każdym poziomie zaawansowania po prostu odpadają. Walka ze stokiem na desce to żadna przyjemność. Nie jestem na tym etapie życia, na którym człowiek ma frajdę z tego, że przez godzinę się męczy.

Z dużo większą przyjemnością wybieram trasy niebieskie, na których mogę się pokręcić i pobawić, albo po prostu sunąć przed siebie ciesząc się z tego, że nie mam już problemu z pokonaniem płaskiego odcinka długości 5km. Jak i z tego, że w końcu umiem się wybić, żeby nie stanąć w miejscu na wzniesieniu, nie wypinać się i nie podchodzić lub nie kicać.

 

 

Z kolei na czarnym stoku nie mam kompletnie żadnej satysfakcji z tego, że się na nim nie zabiłam.

To znaczy... Mam satysfakcję z tego, że trasa #12, po której przejechałam tyłkiem po stoku, jak również twarzą do i po stoku, oraz bokiem do stoku (generalnie w każdej możliwej pozie, nie mogąc wbić się w lód), jak również koziołkując przez 200 metrów, była dla mnie na tyle łaskawa, że moja deska (a nie byłam do końca wpięta, gdy zaczęła mi uciekać, a zaraz po niej ja), nie skończyła gdzieś w puchatej zaspie, niewidoczna dla moich oczu (muszę kupić wiązanie do nogi).

Tak wiem, to było bardzo długie zdanie...

Mam tę deskę nadal tylko dlatego, że miły młody człowiek (zabrzmiało babcinie, ale na pewno był młodszy ode mnie...) widząc mnie sunącą w dół jak na zjeżdżalni, zwiózł ją do mnie. Sunąc w dół miałam na tyle jasności umysłu, że pchnęłam ją nogą po tym, jak zatrzymała się przede mną, a ta zdołała odwrócić się wiązaniami do dołu oraz zatrzymać na dobre. Bezpiecznie. Zanim jednak ja się zatrzymałam minęło chyba kolejne 100 metrów.

Tak więc deskarze trzymają się swoich kolorów i na tym poprzestańmy.

Mayrhofner | popołudniowa frajda dla lubiących muldy

Tak samo jak do tras niebieskich podchodzę do tras czerwonych, a i nawet do muld, na których kręcę się jak dziecko na tych sprężynowych zabawkach na placu zabaw w parku.

Tutaj od godzin wczesnopopołudniowych muld nie brakuje i jest to dobre, bo każdy ma to, czego chce. Są tu stoki, które w ogóle są odporne na powstawanie muld, a są takie, które są ich pełne. I to mi się podoba. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Muldy nie przeszkadzają mi tak długo, jak długo nie są na południowym stoku. Na wysokości 1 800 - 2 000 m.n.p.m jeszcze są zabawą i można na nich poćwiczyć skręty. Poniżej i w słoneczny dzień, gdzie zawsze będzie woda i/lub mokry śnieg, przejechanie po takiej muldzie dla większości osób na stoku skończy się w pozycji poziomej. Zero frajdy z jazdy.

Na terenie Zillertal 3000 nie zauważyłam rozmokniętych stoków, ale nie zjeżdżałam też trasami 24 i 25 do Mayrhofner, a i temperatura trzymała się na poziomie -3.

Jeśli ktoś z Was miał przyjemność jeździć w Mayrhofner w takich (rozmokniętych) warunkach, to dajcie proszę znać. Skoryguję ten akapit.

Mayrnhofner | Co omijać? Na co zwrócic uwagę?

Co omijać?

Ze względu na kolory tras radzę omijać 45 i 46 wzdłuż wyciągu Katzenmoos oraz 33 i 34, 56 i 12.

Wszystkie pozostałe trasy są świetne i można po nich jeździć z prawdziwą przyjemnością. W weekend jest lekki tłok, ale weekend rządzi się swoimi prawami. Niemcy i Austriacy też muszą gdzieś jeździć, gdy nie chodzą do pracy wtedy, gdy my próbujemy odpocząć.

Na co zwrócić uwagę?

Na Penken, bo można się tam zgubić, ale jest to wina:

a) map rozdawanych na stacjach, ponieważ nie pokazują dokładnie kierunku nachylenia stoku (nie ma strzałek, co jest dziwne)

b) ma grzbiet, który na mapie wydaje się płaski (a taki nie jest) więc ciężko połapać się w odległościach pomiędzy stacjami górnymi, które prowadzą w różnych kierunkach, a znajdują się bardzo blisko siebie i są na różnych wysokościach.

 

 

Ma to o tyle znaczenie, że jeśli zbliża się godzina 14:00, a o 16:30 jest ostatni przejazd techniczny w tym rejonie, to o 14:00 trzeba już wiedzieć jak wrócić na swój parking. I tu jest problem, bo my, jak i cała masa innych osób, nie miała pojęcia jak z Penken zjechać tak, aby dostać się w odpowiednie miejsce.

Rzecz jasna uważam, że i moi chłopcy zaczęli panikować i kombinować. Zamiast dojechać do stacji Nordhangbahn, wjechać na Penkenjoh i zjechać trasą 48 do Finkenberg (ten link to trasa piesza, ale wystarczy śledzić główny wyciąg prowadzący do stacji początkowej, żeby wiedzieć o czym mówię), wymyślili będąc przy restauracji Kressbrunnalm, że wyjedziemy wyciągami Larchwald lub Knorren na Penken, przedostaniemy się na drugą stronę do tras 25 i 26, przeskoczymy na niebieskie 53 i 52, a później 48 zjedziemy do Mittelstation Finkenberg (tutaj odprowadzam do mapy na SkiOnline.pl).

Nic z tego. Na szczycie, jeśli się panikuje, można zakręcić się wokół własnej osi. Skończyło się na tym, że po zapytaniu o drogę chyba wszystkich możliwych pracowników obsługi technicznej po prostu zjechaliśmy gondolą Penkenbahn do Mayrhofner, a do Finkenbrg dostaliśmy się skibusem.

Mayrhofner | darmowy transport

Jakie wrażenia z przejazdu transportem publicznym?

Świetne, bo tak wygodnym i czystym skibisem jeszcze w życiu nie jechałam. W Zillertal skibusy to autokary takie same, jakie podstawia się na wycieczki objazdowe grup zorganizowanych. Pełen komfort, informacja o przystankach wyświetlana jak w komunikacji miejskiej w Krakowie, wygodne fotele dla każdego. Nikt nie stoi. Żaden sprzęt nie trafia też do luku bagażowego.

Co więcej, i tutaj odniosę się do nielegalnych pobytów AirBnb, których jako hotelarz nigdy nie pochwalę, skibusy są darmowe dla każdej osoby, która jest zameldowana w hotelu lub apartamencie na terenie Zillertal.

Przy zameldowaniu dodatkowo wydawana jest karta, która uprawnia do darmowych przejazdów w całym regionie, począwszy od Zillertal Arena, aż po Hintertux. Dodatkowo dzięki niej możemy liczyć na rabaty na usługi w wybranych miejscach, np. na basenie, na lodowisku, w serwisach narciarskich itp.

Ode mnie Zillertal ma punktów 10/10. Organizacja w Tyrolu jest jak zawsze świetna. Ciężko znaleźć minusy.

Zillertal 3000 | ulubione trasy.

10, 11, 33, 32, 55, 66, a tak naprawdę to wszystkie (poza czarnymi).

Nie wyjeżdżaliśmy co prawda na Rastkogel, ale zazwyczaj regiony trzymają poziom niezależnie od stoku, tak więc tym samym z czystym sumieniem zapraszam tutaj wszystkich, bo można się wyszaleć. Nie dajcie się prosić, bo opieranie się jest bez sensu. Tutaj trzeba być chociaż raz w życiu.

Oficjalna mapa regionu w linku poniżej.


 

Interaktive Karte Mayrhofen-Hippach

Interaktiver Ortsplan Karte von ♥Mayrhofen-Hippach♥. Erkunde die Region: finde Routen, Unterkünfte, Infrastruktur uvm einfach & schnell


Mayrhofner | tutaj o serwis dba Intersport.

Kilka słów o serwisie mojej deski ?

Jeśli cokolwiek się stanie z waszym sprzętem z całego serca polecam Intersport Mayrhofner - specjaliści zrobią tu z waszej deski lub nart rakietę.

Osobiście radzę, a niczego w Intersport nie dostałam za darmo, abyście nie serwisowali sprzętu w swoim kraju.

Moja deska została odebrana z serwisu (naprawa & ślizg) na 4 dni przed wyjazdem do Zillertal. Zaczęła się rozwarstwiać, ponieważ poziom kultury naszych narciarzy w Polsce ma wiele do życzenia i nie interesuje ich to, że w butach narciarskich chodzą po twoim sprzęcie czy też nie. Po prostu idą i koniec, z wysoko podniesioną głową i wyrazem twarzy, którego wolę nie omawiać... Sarmaci.

Tak samo jak się zachowują i jeżdżą, tak samo chodzą i traktują innych użytkowników stoku i ich sprzęt. Smutne, ale prawdziwe.

Rozwarstwienie skleiłam w Polsce, równocześnie decydując się na serwis ślizgu. Tak jedno, jak i drugie nie wytrzymało kilku godzin na idealnie przygotowanych alpejskich stokach.

Po zjechaniu do Mayrhofner postanowiłam zostawić deskę w serwisie na noc, żeby ją sklejono. Jakież było moje zdziwienie, gdy bardziej zaczęto jęczeć nad stanem ślizgu, niż nad rozwarstwieniem. Całość miała mnie kosztować 22 euro i tyle zapłaciłam (a w Polsce zapłaciłam więcej!).

Deskę odebrał ode mnie Sam, pokiwał głową nad jej stanem, powiedział, że będzie ok, i żebym ją odebrała o 8:00.

 

 

Na drugi dzień Jorne opowiedział mi o tym, co mojej desce zrobił i że teraz jest nie tylko sklejona, ale jest też szybsza niż kiedykolwiek, oraz że mam uważać, bo to nie ta sama deska, którą oddałam poprzedniego wieczoru.

Tak jedno jak i drugie to 100% prawda. Nic się nie odkleiło, a deska śmiga jak szalona. Uczyłam się jej ufać na nowo przez 2 godziny.

Tym samym, nigdy więcej serwisu w kraju. Od teraz po przyjeździe do Austrii w sobotę będę odstawiać sprzęt na noc i odbierać w niedzielę. Price to performance jest nie do porównania. Nie ma o czym mówić. Po prostu chłopaki robią dobrą robotę i tyle.

Koniec komentarza. I koniec posta #1.

TBC.

Przydatne linki poniżej.