overbooking

Overbooking

31 lipca 2017. Pierwszy dzień po wolnym.

Pierwszy dzień pracy po urlopie. Dla wielu stres, dla mnie chyba po raz pierwszy w życiu dzień jak co dzień. Normalna sytuacja. Zwykły dzień, tak samo normalny jak wczorajszy.

Przeciągnęłam pobudkę do 8:00, Paweł za to od 5:30 w drodze do Warszawy. Jego praca nie oszczędza już od pierwszego dnia po urlopie. Jest stale w drodze, jak nie ze mną, to do stolicy, a często i dalej.

Tak więc siadam do komputera. Kawa po prawej, woda po lewej. Mam wszystko czego potrzebuję, żeby o 9:00 rano rozpocząć fazę mojej ośmiogodzinnej produktywności. Wyciągam czerwony kalendarz, otwieram na 31 lipca 2017, a tam nie ma nic. Pusto jest tam tak samo, jak i było tydzień temu, ale wiem, że za chwilę to zapełnię. Ale jest różnica - w przeciwieństwie do poprzedniego roku czuję spokój. I wiem, że cokolwiek się wydarzy dzisiaj, też będę spokojna.

A zaczyna się dziać niemalże od razu.

Oto i jest on. Wielmożny problem rangi międzynarodowej.

Overbooking zrobiony przeze mnie... Rzecz niepojęta i niewidziana co najmniej od lutego 2015. Przecież ja takich rzeczy nie robię... Dokładność moja zazwyczaj rozbija się jedynie o pomyłki odnośnie transferów z lotniska do hotelu (raz na rok) i może błędu w fakturze. Overbooking zrobiony przeze mnie to tylko dowód na mój stan przed urlopem; stan totalnego przemęczenia.

Jedzie do mnie 5 gości klasy VVIP, a nie mam dla nich tego, co im potwierdziłam. Rok temu zapadłabym się pod ziemię ze wstydu, gryzła paznokcie do krwi szukając rozwiązania, nie spałabym dwa dni i pewnie śniłby mi się szef, choć ostatnim na co mogę narzekać jest mój szef. Przez dwa dni chodziłabym do tyłu licząc na to, że cudem znajdę rozwiązanie i do niego nie dopłacę.

Ale nic z tego się nie dzieje, nie stresuję się za bardzo, choć wszystkich dookoła informuję, że jest problem i to duży. Ryzykuję, że co najmniej dwóch ważnych partnerów handlowych się obrazi nie rozumiejąc sytuacji i stawiając na swoim. Ale nic z takich rzeczy się nie dzieje.

Siedzę po swojej stronie komputera i nawiązuję kontakt ze wszystkimi. Proszę o wybaczenie i przepraszam za problem, równocześnie dziękując za zrozumienie, elastyczność i w dodatku za pomoc. Podaję rozwiązania, opcje i zapewniam, że cokolwiek złego zrobiliśmy postaramy się zapewnić gościom pełen komfort podczas reszty ich pobytu. Używam prostych słów, które wszyscy rozumiemy. Nie kombinuję po raz pierwszy od dawna, nie biorę tego do siebie, ale na siebie, dziękuję wszystkim osobom, z którymi pracuję za to, że są i że rozumieją. 

Nadal mam w środku spokój.

Dobrze, że ich mam i dziękuję za nich codziennie.

I tak sobie myślę pod koniec dnia, że bywało i tak, że gdy system zrobił mi overbooking na Boże Narodzenie 2016 to z problemem byłam przez 3 dni sama, mając z drugiej strony gościa, który okazał się pracownikiem tej samej branży, więc i najgorszym możliwym gościem.

Teraz nic takiego nie ma miejsca, bo mam z drugiej strony ludzi, którym ufam i którym zależy na tym, żeby rozwiązać problem już teraz. Którzy angażują się tak samo jak ja i dają z siebie wszystko, choć oni są tam na Zanzibarze, a ja jestem tu, w Europie. Ale jesteśmy zespołem i to się liczy.

I cieszę się, że ich mam. I wdzięczna jestem za każdy trud, za każdy wysiłek, za każdą ich walkę, którą stoczyli sami z sobą i z gościem, który ma przecież prawo być niezadowolony, bo ja popełniłam ewidentny błąd. I dziękuję im za każdą dozę profesjonalizmu jaką wlali w ten dzień pracy, za każdy stres, jaki wzięli na siebie odciążając mnie.

Dziękuję za każde zrozumienie, choć pewnie zaklęli na mnie pod nosem dzisiaj nie raz, choć wierzcie mi, nie wiem jak mogłam zrobić coś takiego. U nas po prostu takie rzeczy się nie zdarzają. Nie ma o tym mowy. U mnie takich kwestii nie ma z zasady.

Słowa "pielęgnuj wdzięczność" nie są takie byle jakie, jak mogą się wydawać.

I powiem Wam jedno, nawiązując do postu o spokoju - przerobiłam podczas wyjazdu wiele nurtujących mnie tematów, gryzłam się bardzo, ale nigdy, przenigdy nie zwątpiłam w to, że mam szczęście w życiu będąc tu, gdzie jestem.

Nigdy nie zwątpiłam w ludzi, którzy mnie otaczają wtedy, gdy pracuję. Zrozumiałam, że należy im zaufać i puścić wolno, nawet jeśli przejmują Twoje obowiązki, gdy Ty jesteś perfekcjonistą. Nawet jeśli będziesz musiał poprawiać ich błędy, do których mają prawo, bo nie wykonują przecież Twoich obowiązków na co dzień; robią jakiś czas to co Ty po to, żebyś mógł odpocząć.

Pielęgnuję wdzięczność za to, że ich mam, bo każdy z nich jest wyjątkowy. Mogą się kłócić między sobą, możemy i my kłócić się między sobą mając do pokonania dystans 8 500 km,  żeby porozmawiać twarzą w twarz, ale na końcu zawsze liczy się to, że jako całość gramy i to dość dobrze, w jednej orkiestrze. 

I tylko brakuje mi tego, żeby ich spotkać raz na jakiś czas, bo 8 500 km to spora odległość.

Dziękuję Wam, że jesteście Preetam & Julie & Lucas & reszta mojego wspaniałego zespołu.