Sevilla (es) | miasto, które żyje nocą. Wstęp do Andaluzji.

Nie masz tu po drodze, ale przyjedź. Będziesz chciał wrócić.

Sewilla to taki kawałek świata, który trzeba zobaczyć, choć nie jest do niego po drodze. Wkrótce dostaniemy połączenie Ryanair z Krakowa, ale wiecie co Wam powiem? Nic nie zastąpi samochodu.

Sewilla  wita Cię zamykającym płuca upałem. Gorącym powietrzem, które odbija się od kamienia, którym jest wyłożona i które uderza Cię w twarz gdy tylko wyjdziesz z klimatyzowanego hotelu. Masz wrażenie, że płuca Cię pieką. Przyzwyczajasz się dopiero po chwili, choć trudno to przyzwyczajenie nazwać komfortem.

Wchodzisz pomiędzy uliczki i wcale nie jest lepiej, choć każdy kawałek nieba, jaki mógłby prześwitywać nad Twoją głową jest przesłonięty płótnem, które może i powstrzymuje palące promienie słońca, ale powietrza nie chłodzi. Powietrze jest zraszane mgiełką wody, którą rozpylają restauracje, ale te punkty są jak oazy. Nie ma ich wiele i nie możesz w nich zostać na stałe. Musisz iść dalej.

Jeśli tylko masz wpływ na godzinę przyjazdu do Sewilli, przyjedź popołudniu i odczekaj do 19:00. Sewilla jest tak piękna, że polecam zacząć zwiedzanie wtedy, gdy ona sama nie jest wyzwaniem, gdy nie stawia barier. A jak długo jest rozgrzana słońcem tak długo męczy.

Gdy zaczyna Cię kręcić błądzenie w labiryncie...

Sewilla ma jedną z piękniejszych starówek jakie widziałam w Hiszpanii. Początkowo wydaje się, że jej nie ma, cała Sewilla to labirynt uliczek tak splątanych, że nawet place się w niej chowają, wręcz z nimi zlewają. I po części tak jest. I ma to swój urok.

Sevilla | city that lives at night

Uploaded by WorkinTraveller Com on 2017-06-28.

 

W Sewilli można się zaplątać i jeśli tylko macie czas, jeśli tylko nigdzie się nie speszycie, to tak właśnie proponuję wam zacząć - od zgubienia się. Sami zobaczycie, że jednak nie jest to tak skomplikowana plątanina. Możliwe, że  wtedy poczujecie lekkie rozczarowanie, bo po kilku godzinach spacerowania po omacku zaczyna się to lubić. Skręcasz w prawo widzisz coś, w lewo, widzisz coś innego, a gdy zaczynasz kojarzyć punkty A, B i wszystkie pozostałe, zaczynasz tęsknić za niespodziankami.

Pierwszego wieczoru nie planuj nic. Idź przed siebie i znajdź miejsce, które Ci odpowiada.

Nie planujcie na pierwszy wieczór niczego więcej ponad kolację, wino wypite w narożnym barze, spacer od lodziarni do lodziarni otwartych tutaj do późnych godzin nocnych, godzinny odpoczynek na jednym z wielu placy, które żyją, aż do godzin porannych.

Z całą pewnością trzeba tutaj zjeść, bo tutaj zaczyna się Andaluzja, więc i andaluzyjska kuchnia. Ktoś Ci powiedział, że kuchnia hiszpańska jest wszędzie taka sama? A to nieprawda. Jest podobna, tak samo jak polskie dania o tej samej nazwie są do siebie podobne, choć zawsze czymś się od siebie różnią w zależności od regionu. Tak samo jest i tutaj, kuchnia zawsze jest nieco inna niż kilkaset kilometrów na północ, jedno się tylko nie zmienia - kuchnia hiszpańska jest bardzo prosta.

I tak na przykład taka typowa hiszpańska sałatka to kilka plastrów pomidora, sałata, cebula i tuńczyk, wszystko skropione sosem, który nie zabija smaku warzyw. Mięso jest również nad wyraz proste. Taki na przykład kurczak, wygląda jak jedno z moich nieudanych dań, a smakuje wspaniale. Podane w plasterkach ziemniaka lub z frytkami, z bułką i winem smakuje świetnie. Kto to danie jadł wie, że nie kłamię. To jest po prostu dobre, choć daleko mu do gwiazdek Michelin.

Muszę się przyznać, że dopiero po roku od zwiedzenia Hiszpanii zaczynam tę kuchnię doceniać i ją wspominać. Jeszcze do niej nie tęsknię, ale powoli zaczynam myśleć o niej bardziej pozytywnie niż jakiś czas temu.

A gdzie jeść? Nie wskażę Wam idealnego miejsca, bo wszystkie są podobne, wszystkie serwują podobne dania, w niewielu miejscach się rozczarujecie. Po prostu wejdźcie w miasto i znajdźcie miejsce, które sprawi, że poczujecie się dobrze.

Hiszpania winem stoi. Czuję się tu jak w raju, a n pewno lepiej niż w domu.

Co do wina – pamiętacie post o Logroño, czyli o winie i tapas? Rioja to wino, które piłam najczęściej w Andaluzji. Może tak po prostu wychodziło, ale Rioja w Andaluzji rządzi. Rioję dostaniecie wszędzie i jeśli do tej pory piliście tylko włoskie wina, to wizyta w Hiszpanii jest idealną wymówką do przeprowadzenia na sobie wielu degustacji z udziałem tego trunku w jego hiszpańskiej odmianie. Nie rozczarujecie się.

A więc, nie macie ochoty na typową kolację, ale chodzi za Wami wino? Wejdźcie w najmniejsze zakamarki miasta, a na pewno znajdziecie kilka miejsc, w których są serwowane tapas, wino i piwo; również do późnych godzin nocnych. Upał tutaj panujący wymusza inny tryb życia. Ten tryb życia uwielbiam i przez ten tryb życia zaczęłam myśleć o emigracji oraz uczyć się włoskiego i hiszpańskiego. Mam tylko problem z wyborem finalnej lokalizacji…

Zjedliście? Wypiliście? W takim razie proponuję po prostu nocny spacer. Sewilla przykryta płótnem nocą jest po prostu wspaniała. I może nawet jest nieco pobrudzona, bo wszędzie leżą serwetki po tapas, ale taka właśnie Sewilla ma być, a serwetki po tapas rzucone na ziemię lub podłogę to wyraz szacunku w stosunku do kucharza i jego kuchni. Tapas bar z czystą podłogą to zły znak, tam się nie wchodzi.

Lody o 2 w nocy? Nie ma problemu. La Abuela działa chyba aż do rana.

Parasol nocą też wygląda wspaniale, choć za dnia też ma swój, ale inny urok. Przechodziliśmy obok niego wielokrotnie i za każdym razem po prostu odbierał nam mowę.

Drugiego dnia wybierz się do Alcazaru. Poczujesz orient z dawnych lat.

Drugi dzień z całą pewnością poświećcie na Real Alcazar, o którym już pisałam wcześniej. To miejsce jest tak piękne, że zajmie Wam pół dnia. O nim teraz tyle, wszystko pozostałe jest już spisane we wspomnianym poście.

O ile będziecie mieli siły na zwiedzanie innych miejsc w tym dniu proponuję wybrać jedno miejsce, np. katedrę, nie więcej, chyba, że nie przyjeżdżacie w sezonie i upał Was nie będzie męczył. Nie wchodziliśmy do katedry, ale to co widać z zewnątrz naprawdę zachęca do wejścia do środka.

Jesteśmy winiarzami (wiecie to z moich włoskich postów) i przyznam bez wstydu, że po Alcazarze wino pasuje idealnie. Za dnia też można je znaleźć dosłownie wszędzie. Pasja do wina idealnie łączy się z Sewillą.

Zaplątanie się w miasto z kieliszkiem wina to najlepszy sposób na zwiedzanie. Można tak iść niby bez celu, od jednego kieliszka do kolejnego pół dnia. Nie wiem jak to działa, ale w tym upale te procenty w ogóle nie są wyczuwalne. To jest niesamowite... Jeśli pierwszego wieczoru pójdziecie się zgubić w Sewilli tak jak sugerowałam, to drugiego dnia właśnie, zupełnie o tym nie wiedząc, skończycie przechadzkę przynajmniej w jednym miejscu, które minęliście poprzedniego wieczoru.

Podpowiedź? Nie polegajcie w Sewilli na spacerze wg wskazań GPS. Nie wiem jaki jest powód, ale GPS kompletnie się tutaj nie sprawdza. To wina albo upału, albo wysokich budynków, a może jednego i drugiego. Nasza droga do hotelu skróciła się o połowę, gdy tylko przeszliśmy na zwykły plan miasta zabrany z hotelu.

Gdy dochodzisz do tego momentu w podróżowaniu, gdy przestajesz planować coś więcej, niż nocleg...

Co robić później? A co chcecie? Na co macie ochotę?

Przyznam się szczerze, że teraz, gdy już mam zaplanowane kolejne 3 tygodnie w drodze, tym razem w kierunku Korsyka i Sardynia, kompletnie nie zamierzam niczego planować. Hiszpania 2016 to idealny dowód na to, że można planować tylko to co trzeba, a resztę można po prostu czuć i reagować na to co nam podsuwa dane miejsce i na co pozwala Wam czas. Prosty przykład?

Widzisz np. knajpkę, która Ci się podoba, siadasz i siedzisz sobie tam nawet 3 godziny. Robisz co chcesz, uprawiasz swój własny mindfulness.

Czytasz, patrzysz, podsłuchujesz ludzi, nic nie robisz. Pijesz butelkę wina dłużej niż wypada, pijesz więcej wody niż kiedykolwiek, po to, żeby nikt Cię nie wygonił od stolika (i tak nikt by tego nie zrobił), jest Ci po prostu dobrze jak nigdy i rejestrujesz to, co się dzieje obok Ciebie.

Sewilla Ci na to pozwoli, jeśli tylko wyłączysz tryb „muszę”. Bo tutaj NIC nie musisz. Nawet pod Parasolem możesz siedzieć cały dzień zajadając lody. Czego jak czego, ale lodów w Sewilli nie brak. Są dosłownie wszędzie, ułożone jak dzieła sztuki.

Natomiast, jeśli tylko przyjdzie Wam do głowy odwiedzanie Plaza de España nocą porzućcie ten pomysł. Spacer wzdłuż Canal de Alfonso XIII może i być uspokajający, ale jeśli tylko chcecie wejść do parku o tej porze, po prostu zawróćcie. Nas wygonili strażnicy. Lepiej w tym czasie skorzystać z faktu, że całe miasto żyje i to nad wyraz intensywnie. Jeśli chcesz potańczyć z pewnością bez większego problemu znajdziesz miejsce, w którym będziesz się dobrze bawić. Plaza de España zostaw sobie na kolejny dzień.

Plaza de España. Zachwyt milion, a i czasu nie szkoda.

Na Plaza de España wybraliśmy się trzeciego dnia, mając ograniczony czas (sobota, więc w wybranych godzinach musieliśmy odebrać klucze do apartamentu kilkaset kilometrów od Sewilli). 3 godziny powinny Wam wystarczyć na zwiedzenie całego kompleksu.

Jeśli macie do dyspozycji samochód możecie go bez problemu postawić na parkingu w pobliżu Plaza de España, przed budynkiem Universidad de Sevilla na Av. EL Cid.

Miejsce postojowe, które wskazuję na mapie w ciągu weekendu jest darmowe i od Plaza de España dzieli Was tylko kilka kroków.

Najlepiej przyjść tutaj rano, kiedy nie jest jeszcze aż tak gorąco, choć z zasady to stwierdzenie jest błędne, bo gorąco i tak będzie potwornie. Niemniej jednak warto zacząć od śniadania lub kawy. Żeby się wczuć w klimat Plaza de España proponuję  Cafe Citroen, schowaną w cieniu wysokich drzew okalających całe to miejsce.

Cafe Citroen to typowa hiszpańska kawiarnia. Stoliki, lada, szybko uwijający się kelnerzy, smaczne kanapki, oliwki, do tego ceny nie są przesadzone. Niczego więcej nie potrzeba.

Plaza de España, duma Andaluzji.

Czym w ogóle jest Plaza de España? To zespół parkowy wybudowany w 1928 na organizowaną w  1929 roku Wystawę Światową. Budynki znajdujące się w Parku Marii Luizy, to pozostałości po tym wydarzeniu. Na łukach Plaza de España możecie obejrzeć herby wszystkich hiszpańskich prowincji i wspaniałą ceramikę, która chyba nie przypadkowo kojarzy się z Portugalią. Na Półwyspie Iberyjskich ceramika zawsze miała się dobrze. A, że wystawa to wystawa, pokazać się trzeba w umiejętny sposób.

W głównym budynku mieści się Museo Arqueonógico (UWAGA! darmowy wstęp, jeśli jesteś obywatelem UE), Instituto Geografico Nacional, Museo Histórico Militar de Sevilla i lokalne urzędy.

Parque de Maria Luisa z kolei to miejsce, w którym można się ukryć przed promieniami słońca. Park można zwiedzać z przewodnikiem w ręku (ścieżki mają swoje nazwy, a i poszczególne miejsca mają swoje znaczenie) lub bez, kompletnie się nie przejmując tym, że stoją tutaj takie a nie inne budynki, pomniki itp. Można się przejechać na rowerze (wycieczek rowerowych jest tutaj mnóstwo), dorożką (dorożki niby podobne do Krakowskich, ale jednak inne), albo spotkać kogoś dziwnego.

Nie, wcale nie żartuję i nawet jeden dziwny przykład mam w pamięci. Wyobraźcie sobie, że kompletnie nam obcy człowiek, Portugalczyk, który biegając w temperaturze 40 stopni i w pełnym słońcu biegnąc klął na cały świat, na upał, na ludzi, a najbardziej na swoją żonę, która śmiała być rodowitą mieszkanką Sewilli, za którą musiał się przenieść w to upalne piekło. Początkowo nie było nam wesoło, bo wydawał się agresywny, zostało jednak po tym miłe wspomnienie. Nie wiem tylko dlaczego stwierdził, przebiegając koło nas trzeci raz, że może zwolnić kroku i z nami pogadać.

Może i droga jest nudna, ale uczy najwięcej. Jak w życiu.

A co później?

Później wsiadasz w samochód i masz przed sobą drogę. Powoli uczysz się, czym jest Andaluzja. Próbujesz ją zrozumieć z miejsca, w którym jesteś, czyli z pozycji pasażera w Twoim własnym samochodzie.

Nie czujesz się jak zrzucony ze spadochronu z wysokości 11 kilometrów weekendowy turysta, tylko jak ktoś kto zauważa czym jest kraj znajdujący się 3 207 km od Twojego domu (o ile pojedziesz po najkrótszej trasie, czyli nie widząc 90% tego co zobaczyliśmy i nie czując tego, czego doświadczyliśmy; 4 020 km, jeśli do Andaluzji dojedziesz wg naszego planu).

Zauważasz zmieniający się co 100 km krajobraz, zaczynasz szukać podobieństw z tym, co już znasz, przyzwyczajasz się po to, żeby zacząć to czuć i rozumieć nie po swojemu, ale tak jak oni, swoi, to rozumieją.

Na końcu trasy, czyli w naszym Alcaucin, zasiadasz w byle jakiej restauracji, zamawiasz miecznika (czemu u nas ta ryba jest tak niepopularna???) lub mięso upieczone specjalnie dla Ciebie na grillu, otwierasz butelkę wina i już wiesz, że w tym kraju musisz znaleźć miejsce dla siebie.

Czujesz też, że musisz nauczyć się języka, żeby nie być jak zwykły turysta, że musisz poznać kulturę, żeby nie być ignorantem i że musisz dostosować swoje pasje do kraju, który mógłby być Twoim, bo może tak będzie.

Każdemu polecam to podejście i ten sposób podróżowania. Jeśli tylko serce się Wam do czegoś wyrywa, róbcie to. Próbujcie świata, bo życie jest jedno.