Korsyka i Sardynia (fr + it) | pełny plan podróży (do pobrania)

Wariata nie zatrzymasz.

Jeśli wpadł Wam do głowy pomysł na trzytygodniowy pobyt pod słońcem południowej Francji i Włoch, to może Wam się przydać ten post. Znajdziecie w nim trzytygodniowy plan podroży i kilka wskazówek. Jeśli macie inne spostrzeżenia śmiało napiszcie je w komentarzu, wspólnie zrobimy update.

Jak zawsze starujemy z Krakowa i kończymy w Krakowie.

Założenia | 3 tygodnie, 3 różne miejsca, 3 przeprawy promowe.

Do zorganizowania mamy 24 dni, z czego 4 przeznaczamy na podróż. Oczywiście jedziemy samochodem, oczywiście tylko w dwójkę, po to, że by po prostu przez 3 tygodnie być wolnymi. Będziemy zwiedzać, odpoczywać i pracować.

Plan jest prosty:

  • 1 tydzień na Korsyce
  • 2 tydzień północna Sardynia
  • 2 tydzień południowa Sardynia
  • 3 przeprawy promowe

Jak to zrobić, żeby plan miał ręce i nogi? Poniżej podaję Wam wynik moich dwumiesięcznych przemyśleń i poszukiwań, w których uwzględniłam moją wiedzę i doświadczenia z włoskich dróg. Na tej bazie zbudowałam plan, który ma być niezbyt wyczerpujący fizycznie, dający radość z podróży, pozwalający zwiedzić miejsca, które się mija po drodze.

Dzień 1 & 2 | czwartek & piątek | Kraków - Padwa - Livorno - Bastia

Można się ścigać z czasem, ale według mnie kompletnie nie ma to sensu, dlatego po porównaniu cen i oszacowaniu czasu potrzebnego na dotarcie do Livorno, gdzie wsiądziemy na prom, doszłam do wniosku, że wyjazd z domu w piątek po to, żeby o 14:00 w sobotę wypływać z Livorno nie jest opcją, na którą mam ochotę.

Trasa lądowa z Krakowa do Livorno to 1 379 km, a nasze maksimum to 1 100km i nie zamierzamy się z tym maksimum ścigać. Już raz próbowaliśmy i więcej nie chcemy. 1 100km to maksimum jakie człowiek jest w stanie przejechać chcąc obudzić się na drugi dzień w stanie dobrym na tyle, żeby kontynuować podróż i po 2h jazdy nie mieć kryzysu. Google Maps powie Wam oczywiście, że to tylko około 13h w trasie, więc wielu pomyśli „co mi tam, dam radę”, ale należy do tego dołożyć przynajmniej 3h na postoje, tankowanie, odpoczynek, korki na autostradzie w okolicy Wenecji, potencjalnie zaostrzone kontrole drogowe i tym podobne.

Poza tym nigdy nie udało się nam bez kłótni dojechać dalej, więc już nie mam ochoty na tę wersję podróży.

1 100 km na dzień to nocleg w Trydencie lub Padwie i od kiedy wypraktykowaliśmy te miejsca, zawsze w nich zatrzymujemy się na postój. Kolejny dzień, gdziekolwiek masz dojechać, to już kompletnie inny komfort jazdy, bo najgorsze masz za sobą.

1 | czwartek | Kraków - Padwa

Wyjazd o godzinie 7:00 powinien być Twoim celem. Pozwoli Ci to na ominięcie korków na A4 w okolicy Krakowa i Katowic. Jeśli zatankowałeś do pełna w Krakowie i masz spalanie benzyny na trasie na poziomie 6,4 l/100 km i do tego zatankujesz do pełna w Gorzyczkach, to bez większego problemu przejedziesz całe Czechy i całkiem kawałek Austrii.

Rada - nie kupuj winiety w Polsce i nie na BP w Gorzyczkach. Na pierwszej stacji w Czechach dostaniesz taką samą winietę za około 50pln mniej (luty 2017). Niestety nie jest to już stacja Shell, którą wszyscy pamiętamy, a jakaś inna marka. Nie można również od tego roku płacić w euro, a jedynie w koronie, jednak można płacić kartą.

W dniu 1 dojeżdżamy do Padwy na nocleg w sprawdzonym już hotelu Volta. Kameralnie położony, malutki, jak drugi dom i tak też tam się można poczuć. Śniadanie serwowane raczej na słodko, choć jeśli nie jecie owoców, słodkich bułeczek itp., to znajdziecie też jajka na twardo i lokalne wędliny.

Jeśli wyjedziecie z Krakowa o godzinie 7:00 to zupełnie się nie spiesząc dojedziecie na miejsce przed godziną 20:00. Zdążycie się jeszcze nacieszyć ogrodem, na który można spoglądać z hotelowego balkonu.

Kilometry – 1 089 km

2 | piątek | Padwa - Livorno - Bastia

Co Wam daje wyjazd w czwartek, a nie w piątek i nocleg w Padwie? A to właśnie, że nie musicie się spieszyć na prom w Livorno, który wypływa w sobotę o 14:00 i później nie ma już żadnego. Żeby się na niego dostać musicie być w porcie gotowi do odprawy o 12:00 - 12:30.

Oczywiście trasa prowadzi autostradą. W tym poście pisałam, że autostrady się opłacają i jest to moja subiektywna opinia, ale wynikająca z doświadczenia - szkoda po prostu czasu. Nie wpadajcie na pomysł jechania trasą szybkiego ruchu, która biegnie równolegle do autostrady -  przy limicie czasu to więcej niż kiepski pomysł.

Przestrzegam o tym, bo tylko ten kto kilkukrotnie przejechał się włoską autostradą wie, że szczególnie w czasie około-weekendowym, zdarzają się korki przy zjeździe z autostrady do bardziej uczęszczanych miast. A po drodze mamy Bolonię, Florencję i zjazd do Livorno, który jest również zjazdem na Pizę (Autostradale Pisa/Livorno). Te trzy punkty trasy mogą zabrać Wam 2 godziny z Waszego misternie utkanego planu.

GoogleMaps oblicza tę trasę na 2h40’ do 3h20’.

Kilometry: 291

Padwa rankiem & prom o 14:00? Da się zrobić.

Zamiast porannej gonitwy do Livorno po przyjeździe w piątek rano do Emilii-Romani, proponuję wyjście z hotelu w piątek rano około godziny 7:00, wybranie się na wczesną kawę (kawiarnie w Padwie są otwierane bardzo wcześnie - w końcu to Włochy!!!) i spokojny wyjazd około 07:30 - 08:00 w kierunku Livorno.

 

 

W przełożeniu na praktykę oznacza to, że około 10:40 będziecie gdzieś w okolicy Sesto Fiorentino, na A1 Autostrada del Sole. Kto słucha na co dzień radia RAI ten wie, że ta nazwa pojawia się zawsze w ogłoszeniach viabilità, czyli "warunki drogowe". Sesto Fiorentino to po prostu wąskie gardło, gdzie często się stoi, głównie w piątki. I niby co z tego? A to z tego, że o 10:40 jeszcze powinno być spokojnie. Sjesta we Włoszech zaczyna się około 12:00 - 13:00 (zależnie od firmy), więc omijamy wzmożony ruch. I o to nam chodzi.

Ostatnie 100 km i już mamy pierwszy prom.

Z Sesto Fiorentino do Livorno zostaje tylko około 100 km, czyli jesteście w Livorno na nabrzeżu około godziny 12:15. Jako, że prom wypływa o 14:00, a powinniście być gotowi do odprawy 90 minut przed odpływem, macie jeszcze jakiś zapas czasu na choćby kawę. I o to chodzi, żeby przyjechać nie zmęczonym, nie zestresowanym i spokojnie wypłynąć.

Adres portu -

Nie, wcale nie żartuję podając Wam adres. Znalezienie portu to nie jest prosta sprawa, bo Google Maps nam w tym nie pomaga i z tego co wiem, na miejscu też nie jest prościej, o ile nie znacie włoskiego.

Jeśli tylko klikniecie w link powyżej dowiecie się z opisu mapy, z którego nabrzeża odpływa który prom. Nasz pierwszy prom na trasie to Moby, będziemy więc szukać tej lokalizacji (link do Google Maps). Lepsza taka, niż żadna ;).

 

Więc płyniemy | 1 przeprawa promowa | Livorno - Bastia

W Bastii powinniśmy być o 18:15, czyli na promie spędzimy 4h 15'. Poprawka - o ile prom się nie spóźni i wypłyniemy o czasie powinniśmy być o 18:15.

Zdarza się, że promy pływają tak jak lata Ryanair, czyli przypływają 20 minut przed planowanym terminem odpływu. Trzeba to wziąć na barki i znieść, jeśli się zdarzy. Włocha/Francuza/Hiszpana nie przyspieszysz w niczym.

Z resztą chyba nie po to płyniesz w ciepłe kraje, żeby się stresować jak w zimnych krajach? Po prostu zacznij oddychać i ciesz się tym, że przez jeszcze jedną godzinę nie musisz się nigdzie spieszyć. I tak nic nie zmienisz, chyba, że masz wpływ na prądy morskie. 

Myślę/czuję, że ja na tym etapie podróży już mogłabym już zacząć odpoczywać.

 

Bastia | według planu od tego momentu powinnam już odpoczywać na prawdę.

Tak, to prawda - tego dnia miało nie być, ale jest. To znaczy miał być, ale miał wyglądać zupełnie inaczej. Tego fragmentu posta nawet nie mam w brudnopisie.

Bastia miała być dla nas tylko miejscem przesiadki, a teraz jest całym prawie dniem, o którym w międzyczasie naczytałam się jak szalona. Naczytałam się, że warto tu spędzić dzień, nawet cały. Nie wiem co tu będę oglądać, bo mam nieziemską wprost sklerozę do takich rzeczy, ale wystarczy mi jedno - wspomnienie tego, że przynajmniej 3 osoby rozpływały się nad tym, jak piękne jest to miasto.

Pierwsze 24h bez stresu wyobrażam sobie właśnie tutaj. Z widokiem na morze.

Wpływamy do portu (dajcie mi bogowie to szczęście) o 18:15. Zatrzymujemy się w odległości 2,5km od niego. W miejscu tak dalekim, żeby się odciąć od zgiełku wieczoru i tak bliskim, żeby rankiem zjeść śniadanie na mieście.

Wybrałam nam Chambres d'Hotes Castagnetu, miejsce, które (tak sobie to wyobrażam) od rana powinno mi pozwolić wziąć głęboki oddech. Po tym roku nie potrzebuję do tego 3* lub 4*. Potrzebuję powietrza i czuję, że tutaj je znajdę. 

 

 

Rano zwiedzamy Bastę. Nie mamy wobec niej żadnych planów poza kawą, lodami, obiadem i spacerem do późnych godzin popołudniowych.

Plusem bycia rankiem tam, gdzie się zaczyna odpoczynek jest to, że cały dzień zostaje dla nas. Nie ma już promów, przepraw, liczenia czasu i kilometrów. Zameldowanie w kolejnym hotelu mamy do północy i mam zamiar z tej doby wyciągnąć tyle, ile się da.

7 dni z widokiem na morze, w upalnym słońcu, ale i w podmuchach wiatru.

Na miejsce stałego pobytu wybraliśmy San-Nicolau (45km od Bastii) na wschodnim wybrzeżu Korsyki. Czytałam, że to miejsce, które nie jest tak upalne jak druga część wyspy (to przez góry), powinniśmy więc być zadowoleni.

W tym miejscu zostajemy 7 dni i na ten pobyt wybraliśmy hotel Résidence Valledoro. Jak na francuską ziemię bardzo dobry standard za dobre pieniądze. Nic więcej nie potrzebuję.

Nie mam o Korsyce żadnego wyobrażenia, choć powoli zaczyna mi się malować jako w miarę spokojna wyspa, na której mogę się poczuć co najmniej tak, jak poczułam się w Antibes. Nota bene to właśnie w tym mieście zrozumiałam, że Francja też może być śródziemnomorska i że też może mieć taki nadmorski, upalny klimat. W wydaniu korsykańskim wyobrażam sobie

Taka atmosfera kojarzyła mi się jeszcze tak niedawno tylko z Toskanią i Umbrią i od tej strony Francji jeszcze się uczę, ale powoli zaczynam to czuć. Objawia się to tym, że powoli wracam do powtórki z francuskiego. W jakiś dziwny sposób to właśnie dzięki umiłowaniu klimatu południa przychodzi mi chęć do nauki tamtejszych języków. Istnieje ryzyko, że po powrocie do domu będę szaleć na punkcie francuskiego (do tej pory znienawidzonego).

Nie mamy planów na Korsykę, choć na pewno chcę odwiedzić

Dzień 9 czyli 7 dni później & kolejna sobota | Korsyka - Sardynia.

Rankiem wymeldowujemy się z hotelu i jedziemy na Sardynię, gdzie spędzimy 2 tygodnie.

Po zastanowieniu się doszliśmy do wniosku, że nie ma najmniejszego sensu trzymać się jednego miejsca przez 14 dni, głównie ze względy na koszty dojazdów pomiędzy poszczególnymi miejscami, które chcemy zobaczyć i które musimy odwiedzić. W tym roku nie zabieramy ze sobą dużo bagażu, więc ten pomysł nie jest zły (ostatnia wizyta we Włoszech udowodniła, że zabieranie połowy domu ze sobą kompletnie nie ma sensu, również z racji na ceny; te wg nas są identyczne jak w Polsce, nawet jeśli się płaci kartą w PLN).

Aby przeprawić się z Korsyki na Sardynię oczywiście rezerwujemy prom.

Zanim zarezerwujesz okaż odrobinę cierpliwości.

Porada przy dokonywaniu rezerwacji? Przeszukajcie minimum 3 strony wyników wyszukiwania Google. Po pół godziny szukania doszłam do końcowego etapu rezerwacji, prawie podawałam kod CVC na www.aferry.pl (prom MOBY) , gdy jednak przypomniałam sobie, że już miesiąc temu wstępnie sprawdzałam ceny i na pewno były mniejsze niż te 404pln, na które prawie się zgodziłam tym razem. I nie myliłam się.

Sprawdziłam ponownie na www.directferries.pl i dokładnie za tę samą trasę obsługiwaną przez Blue Navy zapłaciłam około 260pln (61 euro).

Porada – nie denerwujcie się. Nawet jeśli zapłaciliście, a bilet nie został wysłany od razu, bądźcie spokojni. Mój dotarł pod wieczór na drugi dzień. Później już tylko trzeba pamiętać, żeby być na czas i żeby mieć 90-120 minut na „boarding”.

2 przeprawa promowa | Bonifacio - St. Teresa Gallura i 7 dni na Costa Paradiso

Wypływamy 15:30, o 16:30 powinniśmy być w Santa Teresa Gallura, co bezpośrednio oznacza, że 40 minut później powinniśmy być na Costa Paraiso, gdzie zostajemy na kolejne 7 dni.

Zapomniałam wspomnieć, że jeśli nie władacie francuskim, to tak jak na Korsyce, tak samo na Sardynii, pozostaje Wam tylko włoski.

Pomijam freeków, którzy z miłości dla danego kraju uczą się języka, ale wszystkim innym doradzam bardzo uczciwie i szczerze dobre rozmówki, przynajmniej włosko-polskie.

Korsyka nie była od zarania dziejów francuska (była "okupem" dla Francuzów ofiarowanym przez papieża, znajdziecie tę historię w internetach bez problemu), w związku z tym angielski nie ma tam racji bytu. Zostaje Wam albo francuski, albo włoski, nie macie wyboru. Albo migowy, ale taki współczesny ;).

7 dni w miejscu, gdzie woda ma kolor nieba. Costa Paradiso.

Pomysł był taki, by wszędzie było blisko, żeby był basen (na wypadek tłumów na plaży, których nie ma tutaj wiele), żeby był to apartament z kuchnią, w której można przygotowywać zakupione rankiem świeże owoce morza. Bardzo na nie liczę, bo uwielbiam świeże ryby i wszystko inne co pływa/pełza w wodzie.

Wybraliśmy Residence Le Baiette, które ma wszystko to czego potrzebujemy. W pobliżu można znaleźć centrum nurkowe (poważnie o tym myślę od kiedy w ostatnim roku w końcu nauczyłam się pływać i nie bać się wody), centrum jest daleko i blisko zarazem, jest zielono i jest widok na morze.

 

 

Z Costa Paradiso można w ciągu 1h 15' dostać się do Sassari, w 1h 40' do Alghero i w 1h 20' do Olbii. 3 wycieczki powinny wystarczyć, nie wliczając w to zwiedzania okolicy.

Dzień 16 czyli 7 dni później & kolejna sobota | Costa Paradiso - Cagliari

Po dwóch tygodniach odpoczynku zawsze zaczyna nas nosić na poważnie. Mając to na uwadze postanowiliśmy postawić na miasto, w którym można zasmakować wieczornego życia bez żadnych ograniczeń. Zupełnie naturalnie padło na Cagliari.

 

 

Co trzeba i można zobaczyć w Cagliari? Jeden, jeśli nie jedyny, sensowny przewodnik po Sardynii dostępny na polskim rynku nakazuje zapoznać się z każdym z siedmiu wzgórz, na których położone jest miasto (jak w Rzymie). 7 wzgórz, 7 dzielnic. Czy pójdziemy za radą przewodnika, żeby raczej szwendać się bez celu i zwiedzać po swojemu? Pewnie tak, choć raczej jestem tego pewna.

Myślę, że kontynuacja tego wątku będzie bardziej użyteczna niż pisanie o tym, co jest w przewodniku. Poprzestanę więc na tym, co powyżej z tą myślą z tyłu głowy, że na Google Earth widzę sporo plaż w pobliżu Cagliari, które mam wielką ochotę odwiedzić :).

6 dni w mieście wydaje się Wam zbyt dużą ilością czasu? No co też opowiadacie... Przecież z miasta zawsze można uciec... W takiej Lizbonie. albo w Porto nie miałabym z tym problemu. W Cagliari też nie będę mieć i Wy też, wierzcie mi na słowo. Miasta się czuje na odległość, a potem jest już tylko lepiej. Miasto zaczyna się czuć, gdy tylko zniknie rush i myślenie w systemie city-break. Wtedy dopiero zaczyna się fun. 

Dzień 22 | zaczynamy wracać na północ, ale bez pośpiechu.

Przyznam się  Wam, że pomimo, że zdawałam maturę z geografii do tej pory, gyd słyszę "północ - południe" muszę sobie rozrysować w wyobraźni różę wiatrów. Wschód - zachód - północ - południe. Dopiero wtedy wiem, co gdzie jest. Zanim napisałam tytuł tego akapitu rozrysowałam sobie dokładnie to samo.

A więc nadchodzi czas, gdy należy zacząć się żegnać z upałem i wracać do domu, tam gdzie chłodniej.

Szybko nie pójdzie, bo z Cagliari można albo szybko odlecieć do Krakowa, albo długo się wieźć do domu samochodem, co też będziemy robić bo przecież wybraliśmy road trip.

Z promami do Piombino lub Livorno z samego Cagliari jest ciężko. Należy wręcz założyć, że taka możliwość nie istnieje.

Podczas moich poszukiwań przez 24h widziałam prom wypływający z Arbatax do Livorno lub Civitavecchia, ale dość szybko obydwa przestały być dostępne. Na dzień dzisiejszy trasa Arbatax - Piombino w Google Maps wygląda tak (link). Wniosek jest jeden - tak czy siak musimy wrócić do Olbii, innej możliwości normalnie po włosku nie ma.

Wsiadamy na prom do Piombino. Prom do Livorno kosztuje około 250 pln więcej, a sama przeprawa trwa dłużej. Za te same pieniądze wolimy się wyspać w hotelu już na lądzie i wyspani jechać do domu, co też Wam polecam. Co więcej trasa Piombino - Livorno to godzina, nie ma się nad czym zastanawiać. Po spokojnej nocy to kompletnie inny komfort jazdy i bezpieczeństwa.

Zawsze powtarzam - tylko głupi się spieszy. Tym bardziej na północ.

Wracamy do domu. Jak nas znam, to w tym dniu już bardzo chcemy być u siebie.

Podróżowanie w dwójkę w jednym samochodzie ma sens o tyle, o ile w tym samochodzie siedzą dwaj kierowcy, którzy niezależnie od warunków przejadą dany odcinek trasy w podobnym tempie.

Mamy to szczęście, że pod tym kątem dobraliśmy się wręcz idealnie i już wielokrotnie sprawdziliśmy siebie nawzajem na trasie. Jedno jedzie, drugie śpi. Ja zazwyczaj śpię przez 70% czasu (lub więcej), za to udzielam się językowo na miejscu (z gadaniem i słowotokiem nie mam problemu, oj nie - tutaj też się uzupełniamy wyśmienicie).

 

1 450 km, 15h. Na końcu jest dom, moje łóżko i kawa z mojej kawiarki.

Dwa ostatnie dni to dni bez planowanego postoju na odpoczynek. Znając siebie powinniśmy od rana do wieczora przejechać około 1 100 km lub 1 200, jeśli równo podzielimy się trasą. Jeśli  Wy będziecie mieć w samochodzie choćby dwóch kierowców, to macie szansę być w domu w nocy i mieć całą niedzielę dla siebie (na co i ja liczę).

Więcej nie napiszę. To co się wydarzy pomiędzy tym co napisałam to już całkiem inna historia. Teraz trzeba ten plan zrealizować.

Macie jakieś wskazówki? Wszystkie chętnie przyjmę. Dla mnie wyspy to zupełna nowość.

Mówiłam już, że masakrycznie boję się być zależna od takich rzeczy jak samoloty i statki? Samoloty już znoszę, ale statki to coś, do czego mogę się nie przekonać, pomimo, że w ciągu ostatniego roku przyswoiłam pływanie.

Idziesz w nasze ślady? Pobierz plan podróży poniżej i zostaw komenarz poniżej :). Przydało się?