SkiWelt Wilder Kaiser Brixental (at) | Alpy, które zapierają dech.

Deska i Alpy nauczą pokory każdego cwaniaka.

Tak sobie ostatnio myślałam, walcząc sama ze swoimi słabościami, że snowboard to dobre narzędzie do nauki zaufania, a uczeń jest tylko jeden. Ty.

Dopóki nie zaufasz desce, dopóty będzie ona z Tobą walczyć i sprowadzać Cię do parteru. Będzie Tobą poniewierać, sprowadzać z trasy, testować Twoje ścięgna i więzadła, a na śniegu zostawiać będziesz krwawe plamy.

Deska to dobry nauczyciel pokory. Mówi Ci, że to jednak nie Ty tutaj rządzisz. Ty jedziesz, ty nią kierujesz, ale bez niej i jej zgody nie pojedziesz, więc musisz zacząć jej słuchać i ją czuć. Jak w życiu i jak w związku. Musi być balans, żeby było dobrze.

Dokładnie to samo robią z Tobą Alpy… Tyle wokół nich legend i opowieści, że w dniu, w którym widzisz je pierwszy raz w życiu, gdy stajesz na szczycie i chcesz zjechać w dół, masz przed sobą strach i myśl (zapewne cudzą) „nie nauczyłem się jeździć w niższych górach, a przyjechałem w Alpy… Głupi ja…”

Nic bardziej mylnego.

Dzisiaj kilka słów o SkiWelt Weider Kaiser Brixental, jednym z największych regionów narciarskich na świecie, przeznaczonym dosłownie dla każdego. Nie wierzysz?

 

Czytaj dalej, a sprawdź w linku poniżej.

 

Summer panorama of the Wilder Kaiser Brixental lift operator : Tyrolean mountain panorama : Panoram

Summer panorama of the Wilder Kaiser Brixental lift operator, Tyrolean mountain panorama, Panorama mountains Wilder Kaiser, Holiday region Wilder Kaiser - Brixental, Itter, Kelchsau,

SKIWELT SCHEFFAU - full professional experience.

Zaczynamy w Scheffau. Mamy do wyboru dwa wyciągi gondolowe, które zabierają nas na sam szczyt. W kilkanaście minut znajdujemy się na szczycie Brandstadl, na wysokości 1650 m.n.p.m. Dopiero tutaj widać, jak wielki jest wybór tras i jak wspaniale ten region jest przygotowany dla wszystkich tych, którzy bez śniegu nie umieją wytrzymać. Gdziekolwiek dookoła się rozejrzyjcie zobaczycie zbiegające się w kilku punktach trasy o różnych stopniach trudności. Niektórzy mogą zacząć od trasy czarnej, ale my zaczynamy od kubka grzanego wina na słonecznym tarasie. Nie ma lepszego początku dnia, tym bardziej, gdy wita nas wspaniała pogoda.

Po pół godzinie mamy poczucie zmarnowanego czasu, więc zaczynamy dzień na stoku. Zapinam deskę i zjeżdżam trasą 64, później wyjeżdżam na szczyt Eiberg. Na tym odcinku można spędzić sporo czasu, ale jeśli ktoś się szybko nudzi wystarczy pojechać dalej, trasą 6 lub 2a. W słoneczny dzień trasa 6 robi się mokra i ciężka, ale jeśli ktoś lubi walczyć z muldami, to tutaj będzie miał szansę się wyżyć. Można zjechać do Brixen im Thale, ale osobiście nie zjechałabym nią o 14:00, bo powrót do Scheffau wymaga trochę czasu, jeśli nie ma się w planie powrotu do Scheffau SkiBusem.

Zawracamy na szczyt o 16:00. Zjeżdżamy z Eiberg trasą 65a, 67, wjeżdżamy wyciągiem 64 na Brandstadl i trasą 61 i 62 zjeżdżamy na parking. Bardzo przyjemna trasa.

Na co zwrócić uwagę? Czerwone trasy w Scheffau są strome, nawet bardzo. Jeśli nie macie wprawy w jeździe „na krechę” pojedźcie niebieską trasą. Są one na tyle strome, że snowboardzista nie ma problemu z wybiciem przed bardziej płaskim odcinku. Jazda sprawia frajdę. Czerwone są z gatunku tych czerwonych, na których nie widać dokąd się jedzie, czyli to po czym przejedziesz zobaczysz zza wzniesienia dopiero wtedy, gdy już na nim będziesz. Ja się takich jeszcze boję. 60 czerwona dla mnie jest wyzwaniem.

Minus? Jest tłoczno, ale taki urok dobrych miejsc.

SKIWELT SOLL - jazda w dzień i w nocy.

Söll  to miejsce, które jest dosłownie i-de-al-ne. Idealne. Na szczyt Hochsoll (1 150 m.n.p.m.) wywozi nas gondola, tam przesiadamy się do kolejnej gondoli, żeby wjechać na szczyt Hohe Salve (1 829 m.n.p.m.). Widok wow!

Rada – na szczycie uważajcie, którą trasą jedziecie. Główny zjazd rozpoczyna się stokiem czerwonym, który nie jest specjalnie ciężki, ale niepostrzeżenie przechodzi w czarny, gdy czerwony skręca w prawo i kończy się tam, gdzie czarny.

Generalnie z zasady czarny to w ogóle nie jest dobry pomysł. Zjazd trasą 22/30/40 jest w porządku, zjazd 23 dla większości osób stanowi nie tyle wyzwanie, co duży problem. Późniejsze niebieski 30/40 i czerwony 31 i 41 sprawiają frajdę, a o to chodzi.

Moja ulubiona trasa to 45 i 43. Powrót  40a do Söll jest miłym pożegnaniem z tym miejscem.

Zamiast zjeżdżać do Söll możecie zjechać do Itter trasą 30, wrócić gondolą 30 i stamtąd wrócić do Söll. Ponoć końcówka trasy 30 jest zbyt płaska jak na trasę czerwoną (nie wiem, nie byłam), ale spróbować każdy może.

W Söll spędziliśmy 2 dni, głównie dlatego, że mogliśmy się tutaj obydwoje wyszaleć i każde z nas, z różnym sprzętem i doświadczeniem, mogło poćwiczyć to na czym nam zależało.

A co jeśli nie uda się pogoda, lub traficie na mgłę, która tutaj jest gęsta jak mleko? Nie ma problemu, możecie przeczekać ten czas w restauracji - nam wyszło to na dobre.

O 14:00 trafiliśmy na muzykę na żywo i przed półtorej godziny bawiliśmy się świetnie. Jeśli ktoś mnie zapyta dlaczego na narty jeździmy do Austrii, to będzie to zdecydowanie jeden z powodów. Zabawa jest po prostu świetna! Gdy pogoda się poprawia, nie czuje się zmarnowanego czasu i można wrócić na stok w 5 minut.

Jeśli lubicie nocną jazdę w Söll znajdziecie też oświetlony tor, czyli właśnie wspomniane trasy 45, 43 i 40a. Jest tutaj również oświetlony tor saneczkowy. Dzieciaki mają frajdę na całego, ale ja jeszcze nie dorosłam do jazdy na sankach w takich prędkościach, jakie oni osiągają… Odpuszczę sobie jeszcze na jakiś czas.

Minusów nie zauważam.

SKIWELT ELLMAU - nie ma słów. WOW!

Ellmau skradło moje serce. Jest to zdecydowanie mój ulubiony kawałek SkiWelt i to dzięki Ellmau pomyślałam po raz pierwszy, że mogłabym do SkiWelt wrócić za rok.

Co skradło moje serce? Nieziemska panorama na całe Alpy i możliwość zjedzenia śniadania w ich towarzystwie. Dosłownie.  Jeśli pojedziecie do SkiWelt nie myślcie standardowo. Na podstawie mapy można odnieść wrażenie, że nie ma sensu tu przyjeżdżać, natomiast na miejscu zmienia się zdanie.

Co przede wszystkim? Ellmau ma najpiękniej położoną restaurację, jaką miałam możliwość w życiu odwiedzić. Dwie ściany są całkowicie przeszklone, dzięki czemu mamy widok na Wilder Kaiser, Kitzbuheler Horn, Skigebiet Kitzbuhel i Grossglockner. Jest też ogromy taras ze stołami, pufami, można się nawet wyłożyć twarzą do słońca i pozostać w tej pozycji. Prawda jest taka, że po śniadaniu nie ma się ochoty wstawać od stołu…

Słońce przesuwające się po wzgórzach w przedpołudniowym słońcu to widok zapierający dech w piersiach. Jeśli do tego uda Wam się pogoda i nie będzie gęstych chmur zobaczycie coś wspaniałego właśnie z tego miejsca.

Co tu można zjeść? Wszystko czego potrzebuje człowiek, który przebywa na stoku. Od ciepłej zupy (bulion wołowy Austriacy mają nieziemski, nawet o 10:00 rano) przez mięso, makarony, pół kurczaka i słodkie (i tłuste, bo tutaj słodkie prawie zawsze jest tłuste, poza apfelstrudel i tiramisu... Ups skleroza - tiramisu to mascarpone ).

A jeśli będziecie mieli ochotę na sadzone jajko, którego nie ma w karcie, to będzie i sadzone jajko. Wystarczy poprosić i jest. Nic nie jest na austriackich stokach problemem. Nie ma porównania z tym co można zjeść na naszych. Tutaj ciężko być patriotą...

Ceny? Normalne, jeśli tylko jesteście przyzwyczajeni do jadania na mieście w takim tam Krakowie. Nie odczuwam różnicy w porównaniu do polskich, nawet w kwestii grzanego wina. Średniej jakości i w ilości 150-200ml w Kasinie kosztuje 20pln (nie wiem za co... chyba za nowy wyciąg, który i tak jest o 10pln droższy niż w sezonie 2015/2016 - ROI rzecz jasna musi być na odpowiednim poziomie), gdy naprawdę potężne grzane wino kosztuje w Austrii 4,90 eur lub mniej. Nie ma porównania i generalnie nie ma o czym mówić.

SKIWELT ELLMAU - jest po czym pojeździć.

Trasy? Ulubiona to 80 niebieska na dół, choć 80a czerwona też jest fajna. Nie można jej niczego zarzucić. Może niebieska zwróciła moją uwagę dlatego, że w ciągu 2 ostatnich dni (obydwa spędzone w Ellmau), jeździło mi się już bardzo dobrze i nawet muldy sprawiały mi frajdę.

Polecam też 98, 98a (dobra czerwona, idealna do ćwiczenia prędkości), 97, 97a, 97b, 99, 96b.

Omijajcie natomiast 88, jeśli tylko nie znosicie orczyków. Dzięki tej trasie poznaliśmy uroki maszerowania zamkniętą trasą (60) do Scheffau i powrotu górą. Przy zeszłorocznym malowaniu mieszkania w pojedynkę tak się nie namęczyłam. Przygoda nieziemska, choć szkoda czasu, jeśli można gdzieś indziej po prostu poszaleć.

A ile się naprzeklinałam na tego mojego narciarza... Do końca życia zapamięta, jak siarczyście potrafię kląć równocześnie płacząc, tak jak ja zapamiętam jego wyraz twarzy, gdy w narciarskich butach spaceruje po trasie bez śniegu (wiem, to podłe). Cóż... Ja mam deskę, on ma narty i ja na 1,5km wyciąg orczykowy nigdy więcej nie wejdę popychana słodkim "musisz w końcu się przełamać". Jak jesteś taki cwany to wepnij się w deskę i jedź do góry. Droga wolna. 

Kilka dość istotnych porad dla tych, którzy jeszcze tam nie byli.

Jeśli temperatura sięga 5 stopni omijajcie w godzinach popołudniowych stoki od strony Brixen im Thale. Pogoda potrafi być piękna, słońce może grzać tak, jak każdy w górach lubi, ale trasy czerwone są nieprzejezdne. Są otwarte, ale nawet wprawieni narciarze przegrywają z mokrym, ciężkim śniegiem i szorują tyłkiem po śniegu, spłaszczając muldy. Zupełnie bez sensu, jeśli siły są potrzebne na powrót do Scheffau lub Söll. Rankiem powinno być w porządku, chyba, że nie ma słońca – wtedy nie powinno być problemu nawet po południu.

Scheffau i Ellmausprawdźcie terminy niemieckich i austriackich ferii, jeśli zależy Wam, na względnym spokoju na stoku. Scheffau i Ellmau to ukochane miejsce do nauki jazdy dla dzieci i jest ich naprawdę sporo. Oznacza to tylko tyle, że w każdej chwili tor Waszej jazdy może przeciąć dzieciak lat 4, który na nartach czuje się lepiej niż niejeden dorosły. Ten dzieciak zazwyczaj nie widzi strachu przed prędkością i zakłada, że jeśli jest mały, to każdy mu ustąpi… Może i ustąpi, o ile go zauważy… We mnie dwóch wjechało. Ale przeprosili ;).

Jeśli chcecie nauczyć dziecko jeździć na nartach w całym regionie znajdziecie szkółki narciarskie. Do tej pory pamiętam uśmiechniętą twarz instruktora, który jechał z nami w gondoli w Ellmau. Miał ze sobą 4-letnią dziewczynkę z Istambułu, z którą rozmawiał łamanym angielskim. Coś rozumiała, pewnie niewiele, ale wierzę, że on sam swoim nastawieniem i podejściem potrafił sprawić, że rozumiała to, co do niej mówił. Uśmiech nie znikał mu z twarzy i to się liczy. Ktoś kto ma taką radość na twarzy idąc do pracy z obcym dzieciakiem musi świadczyć za wszystkich.

Na austriackich stokach wiele takich przykładów. Gdybym tylko miała dziecko, to nie miałabym obawy, żeby zostawić je z taką osobą na stoku na cały dzień.

Ceny możecie sprawdzić tutaj. Karnety możecie zakupić jedynie w kasie.

Normal tariff : SkiWelt ski area : ski resorts Tyrol : Normal tariffs : Tariffs and Reservation : Li

Normal tariff, SkiWelt ski area, ski resorts Tyrol, Noraml tariffs, Tariffs and Reservation, Lift prices, Winter tariffs, Ski prices, ski-holidays in the Austrian Alps, Brixen, Ellmau, Going, Scheffau

Stoki możecie podejrzeć tutaj (kamery).

Webcams : Live Webcams : Webcam´s of skiresorts : Video of skiresorts : Skiresorts video : Webcams f

Webcams, Live Webcams, Webcam´s of skiresorts, Video of skiresorts, Skiresorts video, Webcams from ski resorts, SkiWelt, Soll, Westendorf, Brixen im Thale, Please click on a picture to see it

Alpy to fanaberia, bo u nas też można... Czyżby?

Kilka razy w życiu usłyszałam (pomimo mojego skromnego doświadczenia na desce), że Alpy to tylko fanaberia, że nie ma konieczności jeździć tak daleko, że nasze góry mają to samo, bla, bla, bla… Wiecie co na ten temat myślę? Że jeśli ktoś nigdy nie był w Alpach, to nie powinien się na ten temat wypowiadać.

W tamtym roku przeliczyłam z ciekawości ile kosztowałoby nas wyjeżdżenie takiej samej ilości kilometrów w Polsce i wiecie to? Wyszło drożej. Jeśli zakładamy, że 4h karnet w Polsce kosztuje 65pln i w tym czasie jestem w stanie wyjeździć może 10km  (z racji na krótkie stoki a wyciągi powolne, wręcz usypiające), to czy faktycznie Alpy wychodzą tak drogo? Dodajmy do tego wielokrotne dojazdy z mojego miasta, czasem jakiś nocleg, umówmy się, że co najmniej średnią infrastrukturę i jedzenie na stoku, to czy wyjdzie taniej? Nie wydaje mi się.

Jeśli jesteście gotowi na prawdziwe doznania i szybką naukę w dobrych warunkach, to polecam SkiWelt z całego serca.

Możliwe, że w przyszłym roku skończymy jednak po drugiej stronie, w Tyrolu włoskim. Po coś w końcu się tego języka uczę 2 razy w tygodniu i słucham włoskiej paplaniny 8-9h na dzień codziennie, czyż nie? Myślicie, że zdałam wtorkowy egzamin? Sama nie wiem...