KitzSki – Kitzbühel & Kirchberg (at) | jak ugryźć Tyrol?

W Tyrolu prawdziwie odpoczywam i o niczym nie myślę.

Nadszedł ten czas. Siedzę sobie rankiem nad kubkiem kawy, za oknem biało, czysto i słońce świeci tak mocno, że odbijając się od śniegu razi w oczy.

Odpoczywam w tym rejonie świata jak nigdzie indziej. Kocham Tyrol, ten austriacki, bo włoskiego jeszcze nie znam, ale liczę, że się to zmieni.

Pewnie wielu z Was już szusowało po austriackich stokach i to o czym tu napiszę dzisiaj nie będzie dla Was nowością. Wiedząc jednak, że wiele osób dopiero się przymierza do przygody z deskami przypiętymi do butów, liczę na wyrozumiałość i nowicjuszom dedykuję ten post.

Zapraszam Was więc do Kitzbühel i w jego okolice. Opowiadam Wam dzisiaj jak to jest na tych stokach, podczas, gdy sama zbieram wrażenia z innego regionu narciarskiego, ze SkiWelt Weider Brixenthal. O tym miejscu jeszcze nic nie powiem, ale do Kitzbühel szczerze zapraszam.

Kitzbühel & Kirchberg posiadają świetną bazę noclegową.

Przyjeżdżamy za na miejsce, zabieramy klucze do apartamentu z umówionego miejsca i jedziemy "do siebie". Na miejsce spoczynku wybraliśmy Kirchberg in Tirol i okazuje się, że jak dla nas jest idealne. Zarezerwowaliśmy w pełni wyposażony apartament z ogrzewaniem podłogowym, systemem bezpieczny dom i wszystkim co jest potrzebne, by odpocząć. I to wszystko w dobrej cenie.

Gdzie szukaliśmy? Apartament znaleźliśmy na jednym z portali internetowych, ale jeśli chcecie ominąć pośredników możecie zarezerwować bezpośrednio na stronie Apartment Managers. Firma zajmuje się pośrednictwem w wynajmie lokalnych apartamentów, jest prowadzona przez przemiłego Australijczyka (tak, nie pomyliłam się), którego obecność w tym miejscu na początku dziwi.

Jest niezwykle pomocny, elastyczny i wie dużo o regionie. Serdecznie polecam. To właśnie dzięki jego poradzie zdecydowaliśmy, że jednak zostaniemy w Kitzbühel i będziemy na okolicznych stokach.

Jeśli dopiero rozpoczynasz przygodę z nartami, to jest to miejsce dla Ciebie.

Tyrol austriacki jest świetnie zorganizowany i mówię to na podstawie kilku już pobytów w tym wspaniałym regionie. Zaznaczam, że wypowiadam się z punktu widzenia nowicjusza.

Z konieczności musiałam uczyć się jeździć w Austrii i to w wieku 28 lat (późno!!!). Na tyrolskich stokach potłukłam kolana, kość ogonową i inne części ciała, ale wiem, że lepszych warunków na naukę nigdzie nie ma. Stoki są szerokie, o zróżnicowanym stopniu trudności, a trasy są dobrze oznaczone.

Snowboard był dla mnie wyzwaniem, ale też próbą sprawdzenia się i zrealizowania swojego największego marzenia. Byłoby mi wstyd nie pójść za ciosem i nie powalczyć z sobą i swoimi lękami, gdy nadarzyła się okazja i warunki. W pewnym wieku nie podejmowanie prób zrobienia tego o czym się marzy to już nie tylko głupota, ale i tchórzostwo. Ani na jedno, ani na drugie się nie godzę.

Wszystko jest w głowie. Wystarczy tylko znaleźć dobre miejsce na realizację swojego planu, a Kitzbühel takim jest.

Żeby pójść do przodu, czasem trzeba się zrobić kilka kroków wstecz.

Do narciarstwa nigdy mnie nie ciągnęło i to się nie zmieni. Mam zbyt dużą wyobraźnię, a i wizja połamanych nóg nigdy nie pozwoli mi się wpiąć w dwie deski. Widzieliście kiedyś połamanego snowboardzistę?

Deska to całkiem inna historia. Pamiętam, że jeszcze w szkole podstawowej mówiłam sobie, że będę na niej jeździć. Wiele lat później nastał czas, gdy usłyszałam „musisz się w końcu nauczyć jeździć, bo bez Ciebie nie pojadę na narty, a pojechać muszę”. Tak więc stało się, choć błędy nowicjusza uczyniły proces nauki niezwykle bolesnym.

W myśl zasady, "co Cię nie powali, to Cię wzmocni" wstawałam i jechałam dalej. A deska uczy, że trzeba wstać tyle razy, ile upadniesz. Alpy uczą natomiast, że jak nie wstaniesz to nie wrócisz do domu, bo do 16:30 - 17:00 musisz zejść ze stoku.

Pierwsze próby podjęłam w 2012 roku, ale nauka tak naprawdę rozpoczęła się właśnie w Kitzbühel, w 2016. Nowa miękka deska, kilka lekcji z instruktorem w polskich Tatrach i reset podejścia do strachu okazały się najlepszy sposobem na to, żeby naprawdę zacząć się tym cieszyć. Każdemu polecam taki krok wstecz. Później jest już tylko lepiej.

6 miejscowości, które łączą góry i świetne wyciągi.

KitzSki, czyli Kitzbühel | Kirchberg ski area jest rozległym regionem przygotowanym dla gości z różnorakimi wymaganiami. Znajdziecie tutaj hotele 5*, ale i typowe 3*. Znajdziecie też hostele, prywatne apartamenty z pełnym wyposażeniem, bursy. Całkiem sporo tutaj miejsc na typowe kolonie i na typowe obozy narciarskie dla dzieciaków.

Najwięcej jednak jest tutaj gości podróżujących prywatnie - Austriaków, Niemców, jak i  Słowaków, Czechów i Polaków.

Kitzbühel | Kirchberg ski area obejmuje 6 miasteczek. Są to Mittersil, Jochberg, Aurach, Kitzbühel, Kirchberg i Aschau. Z każdego z tych miejsc możecie wyciągnąć się gondolą do góry. Każde z nich posiada też bazę parkingową, gastronomiczną, a wszystkie są połączone siecią ski-busów. Jeśli macie karnet na wyciąg to komunikacja jest darmowa.

 

Listę wyciągów możecie znaleźć w linku poniżej.

 

An overview of the best KitzSki slopes

KitzSki offers every skier a variety of fantastic ski runs and we would now like to show you our best five. Beginning with the Streif - the world's most famous downhill run. The Brunn and Pengelstein ski runs offer many choices - there is something for everyone.

Karnety możecie kupić tutaj.

 

More for your money: attractive KitzSki prices

Skiresort.info - the world's largest test portal for ski resorts - has named our Kitzbühel | Kirchberg ski resort as the World's Best Ski Resort in 2013, 2014, 2015 and again in 2016. What's more, we

Marzy się Wam nocna jazda? Może być trudno, ale są wyjątki.

To co odróżnia nasze stoki od austriackich, i zazwyczaj nie ma na to reguły, to to, że niewiele z nich jest otwartych po zmroku. Godzina 16:00 – 17:00 to maksimum na co można liczyć poza kilkoma wyznaczonymi trasami.

Ma to swój sens – nasze stoki nie są takie długie, więc postawienie oświetlenia na dystansie 1 kilometra nie stanowi problemu. Stoki w Tyrolu to minimum 2 kilometry na wysokich górach, z wieloma trasami. Tym bardziej ciężko wymagać, żeby całość była oświetlona. W każdym regionie można znaleźć jednak jedną trasę (lub kilka), która pracuje do 22:00.

To chyba optymalne rozwiązanie, większość z nas woli jednak jeździć za dnia, a wieczorem pić grzane wino. W Alpach jeden zjazd robi naszym nogom tyle, co 10 na naszych stokach. Nie da się tego przełożyć na nasze warunki. Po prostu jest inaczej.

W regionie KitzSki oświetloną trasę znajdziecie w Kirchberg na stoku Gaisberg (Sportberg).

Z mapą tras i dobrym planem można się tutaj wyszaleć.

Jak mieć z tej całej wyprawy największą możliwą frajdę? Trzeba swój czas zaplanować tak, żeby jeździć tyle ile się chce i żeby siedzieć w knajpie popijając glüwein tyle ile się chce. Bo nikt mi nie powie, że siedzenie z twarzą do słońca mając na sobie całe to odzienie nie jest częścią rytuału...

 

Na każdej dolnej stacji kolejki (zazwyczaj przy kasach) możecie znaleźć mapy, które polecam ze sobą mieć i traktować jak mapę drogową. Trzeba wiedzieć dokąd chce się jechać, gdzie chce się zacząć i skończyć dzień, tym bardziej, że czas jest ograniczony.

Jeśli jedziecie samochodem trzeba mieć pewność, że tam gdzie skończycie ostatni zjazd będzie Wasz samochód lub SkiBus, którym podjedziecie na swój parking. A co najważniejsze, trzeba mieć pewność, że nie znajdziecie się w najniższym punkcie doliny o 14:00, gdy potrzebujecie 2 godzin na dojechanie do miejsca, w którym chcecie skończyć jazdę.

Moja ulubiona trasa zaczyna się w Aschau. Polecam tym, którzy jeszcze się uczą.

Parkingi dla samochodów w KitzSki area są bezpłatne. Ten w okolicy Fleckalmbahn (Kirchberg) jest naprawdę spory.

W zależności od stopnia waszego narciarskiego/snowboardowego doświadczenia potrzebujecie około półtorej godziny by dostać się na Steinbergkogel z jednej z dolnych stacji, Hahnenkamm lub Fleckalmbahn.

Jeśli nie czujecie się jeszcze odpowiednio stabilnie na nartach lub desce proponuję Wam moje trasy. Jazda na nich sprawia frajdę tym, którzy jeszcze się uczą i boją się stromych tras i nabierania prędkości.

Fleckalmbahn na górę i jeden raz na dół trasą 25. Później ponownie na górę i 18 na dół do któregokolwiek wyciągu krzesełkowego, który Was wyciągnie na Steinbergkogel. Tutaj macie 2 wyjścia – możecie zjechać do wyciągu D1 lub D7, żeby znaleźć się na Pengelstein, żeby zjechać 30 i 31 na sam dół. Ze Steinbergkogel możecie też zjechać do 16, a później 26. Na rozjeździe możecie zdecydować, gdzie chcecie skończyć zjazd.

Trasa, która jest moją ulubioną to właśnie 30 i 31. Podczas kilku dni pobytu byłam na niej wielokrotnie i to właśnie na niej poczułam, czym jest miękka deska i frajda z jazdy. Jeśli nią pojedziecie pamiętajcie tylko o tym, żeby na końcu porządnie się rozpędzić, bo trzeba się wybić, żeby nie musieć się wypinać i maszerować. Mi się to niestety nigdy nie udało ;).

Zapomniałabym Wam powiedzieć, że na Pengelstein możecie wsiąść w S3 Bahn i przedostać się na drugą stronę doliny.

 

Bergbahn Kitzbühel Skimap

No Description

O czym pamiętać w Kitzbühel i ogólnie w Alpach?

  1. Poproś właściciela pokoju/apartamentu, w którym mieszkasz o potwierdzenie zameldowania. Z nim możesz liczyć na zniżki w regionie.
  2. Sprawdź pogodę przed przyjazdem. Im w Alpach cieplej, tym więcej mgły na średnich wysokościach (około 1500 - 1600 m.n.p.m.).
  3. Ubezpiecz się! Koszty pomocy w Alpach są wysokie. Osobiście polecam ubezpieczenie Podróżnik w Generali. Możesz je kupić nie wychodząc z domu i samodzielnie je skonfigurować. Może i Generali nie jest najtańsze, ale za to wszędzie znane i oferuje świetny serwis (wiem po przygodach w Hiszpanii)
  4. Kup kask!

Pewnie o wielu rzeczach zapomniałam, ale jeśli tylko macie pytania to napiszcie je pod postem, albo wyślijcie mi maila. Pomogę, jeśli tylko będę znała odpowiedź.

Jak dojechać?