Grasse (fr) | najpiękniej pachnące miasto Prowansji.

Grasse, to sam zapach. Snuje się uliczkami i odurza.

Są takie miejsca, które wyróżniają się czymś specyficznym. Swoją historią, tradycją. Zabieram Was dzisiaj do miasteczka o nazwie Grasse, które jest samym zapachem. Nie, nie żartuję.

Grasse to zapach zamknięty w butelce, woreczku, mydełku. Jest wszędzie. Panuje nad miastem od stuleci.

Przywiozłam stamtąd coś dla siebie. Ten zapach jest ze mną od września 2015 i ilekroć go używam cofam się do tego dnia i wspominam sobie to popołudnie. Ten przywieziony do domu zapach to moje Lazurowe Wybrzeże, 30ml czegoś, czego nie ma w moim kraju. 30 ml czegoś, co dawkuję sobie jak największy skarb, jak najdroższy w mieście narkotyk. To wspomnienie wlecze się za mną niewidzialną smugą ilekroć uznam, że warto ten zapach ze sobą zabrać wychodząc w miasto.

Wybrany spośród wielu, ale jedyny, który od razu był mój i który wywołał na mojej twarzy „ten” wyraz twarzy i  niekontrolowaną radość.

W magicznym Grasse, każdy zapach ma swój początek.

Wszyscy macie odrobinę tego miejsca w domu, nawet o tym nie wiedząc.

Jeśli oglądaliście „Pachnidło” i robiliście to dość uważnie, to wiecie, że w którejś części filmu pojawia się to słowo. Jeśli nie znacie tego filmu, to zerknijcie poniżej. Dustin Hoffmann opisuje to miejsce tak, że aż ciarki przechodzą po plecach. I nie kłamie. Ta opowieść jest prawdziwa… Sama wznoszę właśnie toast za Grasse…

 

Rome of sents. The promised land of perfume…

 

Perfume The Story Of A Murder 2006 Swesub DVDrip Royskatt

Uploaded by SuperReneandersen on 2016-04-17.

 

Grasse Was nie zaprasza smakami, nie zaprasza Was folklorem, ani żadnym typowym produktem regionalnym. Zaprasza Was najpiękniejszą tradycją z możliwych, za pomocą zmysłu, który w podróży czasem wykorzystujemy, ale nie w ten sposób. Zaprasza Was zapachem innym niż zapach owoców morza i słonej wody, bo zaprasza Was zapachem kwiatów, owoców, drzewa sandałowego i możliwych połączeń tych wspomnianych.

Nie miesza się tam wina, tworzy się za to kupaż najlepiej wyselekcjonowanych olejków eterycznych, za które płacicie w strefie bezcłowej 30% mniej niż w typowym sklepie, a i tak płacicie dużo. To tutaj powstają olejki, na podstawie których największe marki i najbardziej znane nazwiska budują swoje perfumy. Wszyscy macie w domu odrobinę Grasse, choć o tym nie wiecie.

Lazurowe Wybrzeże schowane przed tłumem w alpejskich wzgórzach.

Grasse to miasteczko położone 40 minut drogi od Cannes. Wspinasz się do góry wśród zielonych wzgórz Lazurowego Wybrzeża, by na szczycie móc spojrzeć na nie tak odległe Morze Śródziemne.

Jest czymś innym niż Nicea. Jest spokojne, nie tak zatłoczone, choć rzecz jasne jego sława również przyciąga turystów swoistym urokiem miasteczka śródziemnomorskiego. Nie wybija się niczym ponad to co oferuje i w czym jest dobre. Proponuje po prostu miliony kompozycji.

Oddaje Ci ten świat we władanie, wciąga Cię i na pewnym etapie znajomości odbiera Ci zmysł powonienia. Nawet świeże ziarna kawy nie do końca pomagają, gdy zapachy się mieszają i czynią Cię pijanym nie od wina, a od aromatów. Dusi dusznymi zapachami i lekkim jak puch jaśminem. Kusi piżmem i stawia na nogi drzewem sandałowym i miętą. Obezwładnia Cię niemal tak jak wino.

Grasse chełpi się swoją historią i doświadczeniem, czemu się wcale nie dziwię, bo to prawdziwa kolebka sztuki tworzenia, budowania i kreowania zapachu. Słowa „tworzenie” i „kreowanie” nie są tu tożsame. Jedno oznacza rzemiosło, drugie komponowanie. Jedno z drugim się spotyka, bo żadne nie istnieje bez drugiego, ale to nie synonimy. Podobnie myślę o winie, jak myślę o tworzeniu zapachu. To sztuka. Trzeba dużo umieć i wiedzieć, żeby ani jednego, ani drugiego nie zepsuć.

W miasteczku swoje siedziby główne mają najbardziej znane firmy w branży i to tutaj zaopatrują się wielcy świata mody. Tutaj wszystko się zaczyna.

Mając 3 dni na Lazurowe Wybrzeże ciężko znaleźć nie wydeptaną ścieżkę, dlatego szybciutko oprowadzam Was tą najprostszą, którą możecie zorganizować ad hoc, niczego wcześniej nie planując.

Będąc w Grasse na pewno odwiedź Muzeum Fragonard. Dla mnie ta wizyta, to jak cofnięcie się kilka lat wstecz...

Zaczynamy tam, gdzie nie musimy płacić za pierwsze wrażenie, w muzeum Fragonard. To najprostszy sposób na przynajmniej powierzchowne zapoznanie się z tematem. 

Nie wiemy niczego o tworzeniu perfum od podstaw, choć przyznaję, przez ponad rok pracowałam właśnie w tym biznesie. Tak, to też robiłam.

Nie bez kozery ten blog ma taką, a nie inną nazwę. To swoista gra słów. Powiązanie mojej miłości do podróży i ilości rzeczy, które w życiu musiałam robić, by być tu gdzie jestem, choć jeszcze sporo przede mną. Temat rzeka i CV na 5 stron A4. To taka podróż przez różne sposoby na życie, które nigdy nie mówi Ci zawczasu co będziesz robić, dla kogo i jak bardzo będzie to różne od tego, co będziesz robić 6 lat później.

A jednak… Przez pewien czas uczyłam w czyimś imieniu tego, jak tworzy się zapach, z czego się on składa, jak wpływa na emocje i odczuwanie otoczenia i jakie w ogóle ma znaczenie… O tym można opowiadać godzinami, jeśli tylko się wczujesz, pokochasz to i jeśli tylko ktoś Ci za to płaci na tyle dobrze, że możesz z tego żyć.

W moim przypadku nie płacono proporcjonalnie w stosunku do ilości czasu koniecznego, by tym żyć, więc podróż w świecie zapachów dobiegła końca. Ale sporo z niej zostało. Nie ma w życiu ani jednej lekcji, która jest nieprzydatna.

Lata doświadczeń zebrane w jednym miejscu.

Cofnijcie powyższy fragment Pachnidła o 30 sekund, gdy Dustin Hoffmann opowiada o aparaturze, którą stworzył, żeby destylować olejki. Pokazuje rury, przewody, kotły, które kojarzą nam się z nielegalną bimbrownią. Taką aparaturę możemy zobaczyć w muzeum Fragonard, które możemy zwiedzić za darmo.

Nie trudno je znaleźć. Jeśli tylko będziecie jechać samochodem będziecie musieli zostawić go na parkingu podziemnym w centrum miasteczka. Gdy z niego wyjdziecie na powierzchnię od razu zobaczycie żółty budynek z nazwą firmy. Za dwie minuty będziecie na miejscu.

W kilku salach zobaczycie eksponaty, które wykorzystywano do produkcji perfum 100 i więcej lat temu. Niektóre wyglądają kosmicznie, kompletnie nie wydają się być tym, czym są.

Zobaczycie też kolekcję opakowań. Szkoda, że teraz już się takich nie robi. To jak cofnięcie się w czasie.

Ale nie warto poprzestawać na części bezpłatnej, nie róbcie tego. W końcu w Grasse nie bywa się codziennie.

Możecie też zobaczyć odrobinę współczesności.

Za bilet wstępu wart 5 euro możecie wziąć udział w wycieczce z przewodnikiem. W kilku językach możecie usłyszeć o historii tego miejsca, o tym jak powstało, skąd się biorą składniki do produkcji perfum, jak pozyskiwane są z nich olejki, jak się je łączy, utrwala i miesza.

W jednej z sal zobaczycie działającą taśmę produkcyjną. Produkty tutaj wytwarzane trafiają na pułki sklepu, który możecie zwiedzić pod koniec wycieczki.

W kolejnej zobaczycie potężne kadzie, w których zapachy są przechowywane, gdzie są mieszane wg konkretnej receptury. Możecie zobaczyć jak robi się mydełka, które też możecie zakupić. Naprawdę warto tutaj spędzić trochę czasu choćby po to, żeby zdać sobie sprawę z tego, ile zapachy znaczą w naszym życiu, choć o tym nie wiemy.

Na mnie największe wrażenie zrobiła właśnie jednoosobowa linia produkcyjna mydełek. Nie mogłam się oderwać. Wiedzieliście, że tak się to robi?

Grasse | how perfumed soap is made at Fragonard

Uploaded by WorkinTraveller Com on 2016-11-26.

Największe sklepy z zapachami nie mogłyby pogardzić takim asortymentem.

Pod koniec wizyty możecie na dowolną ilość czasu zatopić się w zapachach zamkniętych w różnych formach. Na dość sporej powierzchni sklepu Fragonard, w kilku salach, możecie wąchać, dotykach, testować. Możecie się w nich nurzać.

Dopiero tutaj człowiek sobie uświadamia, że te same olejki eteryczne są wykorzystywane w ogromnej gamie produktów zapachowych, nie tylko w perfumach, wodach toaletowych, mydłach i pudrach. We Fragonard możecie na przykład zakupić produkty zapachowe do domu, suszone, perfumowane kwiaty i całą gamę innych produktów. Zapachy są wszędzie.

Nie znalazłam tutaj niczego dla siebie, bo zawsze ciężko mi znaleźć „to coś” co przyciągnie moją uwagę, ale jeśli tylko jesteście odrobinę mniej wybredni ode mnie, to z całą pewnością uda Wam się coś wyszukać.

Na tę wizytę potrzebujecie około 2 godzin. A co później?

Później należy udać się na starówkę. Jest jedną z ładniejszych w regionie.

Dokładnie tak odbieram Grasse. Wąskie uliczki, niemal włoskie, ciepły kamień wyłapujący gorące letnie słońce. Drzewa tak jakby mniej śródziemnomorskie, ale zaraz obok nich palmy. Miasteczko wygląda tak, jakby dwa miasta scalić w jedno. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że gdzieniegdzie można się w nim poczuć jak w Weronie, albo Bolzano. Ma podobny urok. Góry pomieszane z upalnym słońcem. Już nie wysokie Alpy, a już południe. Słońce wygrywa z górskim klimatem, przynajmniej we wrześniu.

 

 

Gdy spoglądasz w dół, w stronę morza widzisz śródziemnomorską morę. Zasnuwa widok i wiesz, że Morze Śródziemne jest tam gdzieś dole, ale kształty nie są klarowne. Nie są ostre. Widzisz zamazaną plamę koloru, tak jak wtedy, gdy ze wzgórza Tibidabo w Barcelonie spoglądasz na morze (nie polecam tego miejsca w sezonie).

 

 

Polecam spacer po Grasse w godzinach popołudniowych, w porze siesty, gdy nie ma tłoku. Jest przyjemnie, można przysiąść na kawę w jednej z nielicznych otwartych kawiarni lub schować się przed słońcem w jedenastowiecznym kościele. Będziecie mogli poczuć atmosferę podobną do tej, którą próbuje oddać reżyser "Pachnidła". To doświadczenie warte zachodu.