Rzeźnia Ribs of Fire Kraków

Rzeźnia (pl) | Ribs on Fire z prawdziwego zdarzenia.

Mam w tym mieście swoje miejsca.

Do mojego miasta podchodzę jak do mojego domu i tak też go traktuję. Wojuję, jeśli ktoś mu robi krzywdę i kocham je za to, jakim jest, choć nie jest idealne, a ja się tutaj nie urodziłam. Ma ono swoje dobre i złe strony i ma ono miejsca, do których regularnie wracam, nawet się nie zastanawiając dlaczego to robię. Wiem, że jeśli czegoś potrzebuję i jeśli ta potrzeba jest nazwana, to tam znajdę to, czego potrzebuję.

Znajdę tam też ludzi, którzy wiedzą, że ja to ja, że przyszłam w takiej, a nie innej sprawie, i że co najważniejsze wiedzą, że tam wrócę. To swoisty związek, pełen zaufania i szacunku, pełen niemego porozumienia i gry gestów, czasem półsłówek i zaczepek, które kończą się uśmiechem, śmiechem, a czasem i drwiną przepełnioną poczuciem, że to przecież i tak na niby. Że i tak kochamy się nad życie i nie potrafimy bez siebie. Że możemy jakiś czas się nie widzieć, ale i tak do siebie wrócimy.

W moim mieście mam takie dwa miejsca i dzisiaj opowiadam Wam o jednym z nich. O drugim w swoim czasie (choć i tak je znacie – dość często o nich wspominam na tym blogu).

Więc jesteśmy w Rzeżni. Produkują tutaj ribs on fire.

Nazwa mówi sama za siebie. Dają tu żeberka z grilla.

Restauracja jest położona na Krakowskim Kazimierzu, w mojej ukochanej dzielnicy Krakowa, która mnie karmi ilekroć nie mam siły na stanie przy kuchni, albo po prostu chcę wyjść do ludzi i podglądać ich znad talerza. Czasem jestem tutaj, gdy mam potrzebę spotkania się z przyjaciółmi, napić się wina z moim facetem nie siedząc przed telewizorem lub upić się ze wspaniałą koleżanką, z którą rozumiem się bez słów, choć przez ponad rok znałyśmy się tylko na Facebooku.

 

rzeznia_ribs_on_fire_krakow_7

Ale w Rzeźni jestem zawsze z innego powodu - gdy tęsknię za smakiem. Bo uwierzcie mi, za tym smakiem się tęskni. A jeśli się nie tęskni za nim na co dzień, to zawsze przyjdzie dzień, w którym czujesz, że czegoś brakuje. Wtedy po dość szybkim namyśle przychodzi na myśl, że to właśnie to żeberko, które nie smakuje jak zwykłe żeberko.

Trochę na temat marketingu w gastronomii, filozofiach i przekazie do klienta.

Nie będę Wam pisać kiedy to miejsce powstało. Dla mnie nie ma to kompletnie żadnego znaczenia. Nie jest dla mnie istotne jaka była filozofia, skąd wziął się pomysł i jaki był scenariusz.

Jeśli pożyliście trochę na tym świecie to wiecie, że taka nadęta paplanina o tym „jak, skąd, po co i na co”, podszyta nutką melancholii i teorii, nie ma najmniejszego znaczenia. Jeśli w danym miejscu nie ma gości, kuchnia działa na pół gwizdka, jedzenie jest przeciętne, a atmosfera co najmniej średnia, to nic nie pomoże. Sami wiecie, gadać można o wszystkim, a dać człowiekowi dokładnie to wszystko, o czym się napisało na ulotce, to co innego i wcale nie jest to łatwe. To trzeba umieć. I Rzeźnia to umie.

 

rzeznia_ribs_on_fire_krakow_8

Napisałam kiedyś, że nie będę pisać o miejscach, których nie polecam. Taki post napiszę tylko jeden (jest już w mojej głowie, o dość znanym miejscu i bardzo znanym nazwisku). Poza tym na tym blogu będzie tylko o tych miejscach, które polecam z pełną odpowiedzialnością za słowa, które puszczam w świat.

Wiem, że na blogu jest jeden post, który muszę skasować, pomimo, że ma dobre statystyki czytelności. W środku jednak czuję, że to nie jego miejsce, choć on sam, w momencie jego pisania, był prawdziwy. Teraz nie jest, bo samo miejsce się zmieniło, a management niestety udaje, że robi coś prawdziwego, robiąc coś przeszczepionego na nasz grunt i odpowiadając „robimy to na sposób taki, a siaki” i pisząc „nie szukaj porównań do tej kuchni, którą znasz”.

Tylko, że problem jest taki, że "tę" kuchnię znam dość dobrze, więc tak naprawdę, co chcą mi teraz zaserwować? Swoją wersję? Sangrię, która wygląda jak Grzaniec Galicyjski? No nie, nie kupuję tego. Do El Toro nie wracam, chyba, że sami mnie czymś do siebie przekonają i odzyskają moje zaufanie, ale sama tam nie wejdę.

Słowa nic nie znaczą, jeśli praktyka nie pokrywa się z teorią.

Na takie rozczarowanie nigdy nie naraziłaby mnie Rzeźnia. Nigdy. Wiecie jak to działa… Z restauracją jest jak ze związkiem. Jeśli pierwsza randka się uda, to coś się z tego może rozwinąć, ale jeśli na drugiej randce zacznie się za dużo mówić, to powinno się zadać sobie pytanie „O co Ci tak naprawdę chodzi? Czemu uważasz, że musisz mi coś udowadniać? Masz jakiś kompleks? Może bym jednak wolała, żebyś posiedział cicho i pozwolił mi samej zdecydować, czy chcę z Tobą przebywać?”. Rzeźnia to potrafi. Nie narzuca mi się.

Co robi, żeby mnie przyciągnąć?

Kochani… Tak naprawdę niewiele robi. Do dzisiaj nie obserwowałam jej na Facebooku. Poważnie. A bywam tam od 2 lat (ten post piszę 8 października 2016 spoglądając na mecz Polska-Dania po golu na 2:0). Nie musiałam ich obserwować, bo jeśli gdzieś jest dobrze, jeśli zawsze dostajesz to co chcesz, to nikt nie musi w Twoją stronę kierować przekazu marketingowego.

Nie tęsknisz za żadnym przekazem, tylko tęsknisz za miejscem, a będąc na miejscu nie czekasz na to, żeby ktoś dał Ci gratis w postaci piwa za pół ceny. Po takim czasie kierują Tobą inne przesłanki.

Więc co sprawia, że wracasz?

Tęsknisz za jego atmosferą. Za ludźmi, którzy tam są, którzy witają Cię uśmiechem, którzy pamiętają, że przed daniem głównym pijesz Cydr Lubomirski (bywam tam czasem raz na kwartał, a pamiętają i tak). Pamiętają, że karafka wina jest obowiązkowa, oraz, że nie chcesz sosu na żeberkach tylko osobno lub wcale, że na swoją porcję mięsa kładziesz masło czosnkowe i majonez.

Nikt mi nie powie, że takie znaki i gesty nie mają znaczenia oraz, że ich nie lubi. Ja lubię i dlatego wracam. Wpadki? Zdarzają się jak każdemu, ale rozumiecie… Jak się kogoś zna, jeśli się komuś ufa to nie mają one znaczenia, o ile jesteś odpowiednio potraktowany po fakcie.

Zdarzyło mi się zamówić policzki wołowe, które powinny się rozpadać w ustach, ale zamiast tego były twarde jak podeszwa. Po pierwszym gryzie odruchowo na mojej twarzy pokazał się jakiś grymas, który w mgnieniu oka został wyłapany przez kelnerkę, która zapytała co jest nie tak i co chcę w zamian. Mój talerz znikł ze stołu i chwilę później dostałam porcję żeberek, które zaserwowano mi za darmo w ramach przeprosin. I tak powinno być. Tak się robi prawdziwy marketing.

Nikt nie musi mi wysyłać ofert, albo zasypywać Facebooka milionem tych samych zdjęć, żeby do Rzeźni wrócić. Wystarczy, że zawsze wyjdę stamtąd zadowolona, pomimo wpadek. Wrócę i tak.

A więc co się jada w Rzeźni?

Jak mówi nazwa, w Rzeźni jada się mięso.

A na poważnie - są tutaj 2 dania, które są wspaniałe i nigdy nie rozczarowują. Ilekroć je zamawiam, zawsze wychodzę zadowolona.

Na przystawkę zawsze polecam tatar wołowy, który z powodzeniem może zastąpić danie główne. Uwielbiam tatara w każdym wydaniu i jestem wobec niego wymagająca.

Nie znoszę na przykład, gdy włókna się ciągną, bo uważam, że całe mięso powinno się rozpływać w ustach jak żel. I taki też jest tatar w Rzeźni. Nigdy nie jest niewystarczająco posiekany. Podają do niego wspaniałą musztardę, którą ktoś na jednym z blogów nazwał „nieodpowiednią, do tatara, bo ma ziarna” z czym kompletnie się nie zgadzam. Całe danie jest według mnie świetnie skomponowane i niczego bym w nim nie zmieniła. Cebulka, jest delikatna, więc gdy już zepsujecie całą konstrukcję i wszystko razem wymieszacie, będziecie jedli coś wspaniałego. Za tym tatarem się naprawdę tęskni.

Niestety nie mam zdjęć, choć myślałam, że gdzieś są. Cóż, muszę wybrać się tam w ten weekend.

Drugie moje ulubione danie to żeberko, w mojej wersji bez sosu, bo nie przepadam za słodkim mięsem. Mała porcja jest wystarczająca nawet dla faceta, tym bardziej, jeśli zamówicie do niej dodatki.

Mięso zawsze się rozpada, zawsze idealnie odchodzi od kości i zawsze, gdy żołądek woła „dość!” zjada się wszystko do końca. A nawet jeśli nie dacie rady zjeść do końca, to możecie poprosić o zapakowanie tego co zostało i zabrać resztę do domu. Doprawdy nie ma lepszego lunchu niż domowa jajecznica usmażona na mięsie z żeberka, które przyniosło się do domu z Rzeźni poprzedniego dnia.

Co jeszcze warto polecić i zapamiętać?

Chciałabym polecić policzki, bo wierzę, że jeśli są dobrze zrobione to są wyśmienite, ale jeszcze nie jadłam ich w wersji, której oczekiwałam za pierwszym razem. Do tej pory, wchodząc do tego miejsca zawsze było mi szkoda zmarnować smak żeberka (on uzależnia). Czekam na odpowiedni moment by poczuć, że „dzisiaj jest ten dzień, gdy mam ochotę właśnie na policzki”. Taki dzień nastanie, ale to jeszcze nie dzisiaj.

Jako osoba, która nie potrafi obyć się bez wina ani dnia, z czystością sumienia mogę polecić czerwone wino domu, sprzedawane na karafki. Do obiadu jest po prostu super. Z resztą wina butelkowane też są świetne.

Dodatki do obiadu? ITMan mówi, że ziemniak w folii jest wspaniały, tak samo frytki. Ja polecam sałatkę z rukoli, korniszony i sosy. W Rzeźni te dodatki to klasyki – pasują do wszystkiego co wybierzecie.

Co zamówię kolejnym razem? Może oprę się żeberku i zamówię kiełbaski jagnięce, mięso z golonki lub drugi raz podejdę do tematu „policzki”. Kuszą mnie też zupy, choć zawsze, gdy tu jestem szkoda mi miejsca w żołądku za zupę. Oczy chciałyby jeść, ale możliwości fizyczne nie pozwalają.

rzeznia_ribs_on_fire_krakow_9

Jak dojechać?

Tak więc kochani, jeśli nie macie pomysłu na obiad lub jesteście w Krakowie przejazdem wpadnijcie do Rzeźni.

Jeśli jesteście w okolicy Rynku Głównego możecie wpaść na ulicę Dominikańską. Jeśli przyszliście się zgubić w uliczkach Kazimierza, wpadnijcie na Bożego Ciała. Jedna podpowiedź – nie zapomnijcie zarezerwować stolika, jeśli chcecie tu zjeść w weekend, bo może się okazać, że nie ma ani jednego wolnego miejsca. Kolację/obiad na sobotę proponuję rezerwować w czwartek.

Kazimierz

ADRES:

ul. Bożego Ciała 14
31-059 Kraków

+48 12 430 62 96

Godziny otwarcia:

pon.-śr.: 12-22, czw.-pt.: 12-23,
sob.: 12-00, niedz.: 12-22

Email: bozegociala@restauracjarzeznia.pl

www: Restauracja Rzeźnia Bożego Ciała

Śródmieście

ADRES:

ul. Plac Dominikański 2
31-043 Kraków

+48 12 422 56 87

Godziny otwarcia:

pon.-niedz.: 8 - 22

Email: dominikanski@restauracjarzeznia.pl