Calle Laurel Logrono Camino

Calle Laurel & Logroño (es) | jest tu wszystko czym jest La Rioja.

Niewiele jest miejsc, za którymi tęsknię tak, jak za tym.

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam miejsca, które mają klimat. Jeśli do tego łączą one w sobie możliwość zjedzenia czegoś wyśmienitego, napicia się wspaniałego wina w iście światowej, ale i swobodnej atmosferze, która pozwala na wymianę myśli, tym bardziej to miejsce zapada mi w pamięć. Mam takie miejsce w Logroño i zapewne nie jest ono tylko moim miejscem.

Na dzisiaj zaplanowałam nam wyprawę na Calle Laurel (link), miejsce tak sensualne, że aż ciarki przechodzą po ciele, zwłaszcza po kilku kieliszkach wina. Tak tętniące życiem, że chce się wracać choćby za chwilę. Jest to jedno z tych miejsce w Hiszpanii, do których mogłabym się teleportować choćby natychmiast.

Co zrobić, żeby tutaj się znaleźć? Czego szukać?

Może zacznę od tego, że o Logroño niewielu wie, chyba, że ktoś szuka czegoś specyficznego i powody do odwiedzenia tego miasta znalazł przy okazji.

Taki ktoś na przykład jeździ po świecie w poszukiwania wina (Logroño jest na trasie Ruta del Vino), albo idzie szlakiem Camino, chcąc dojść do Santiago De Compostela trasą francuską. Nie da się jej (a raczej ich, bo francuskich tras Camino jest 5, ale łączą się one w jedną przed granicą z Hiszpanią) przejść nie zahaczając o Logroño, które jest punktem postojowym na trasie.

 

Logroño karmi i poi pielgrzymów, daje im nocleg, a rankiem wygania ich w dalszą drogę. Kto jednak myśli, że pielgrzymi po dojściu do Logroño idą jedynie spać są w błędzie. Oni właśnie, oraz oczywiście inni przyjezdni, spotykają się na Calle Laurel. Ściągają buty, zrzucają plecaki, ubierają inne buty (choć niektórzy wyglądają jakby dopiero co zeszli ze szlaku) i zatapiają się w tym miejscu.

Możesz mieć milion uprzedzeń, ale tutaj nikogo to nie obchodzi.

Calle Laurel to miejsce, które łączy ludzi tak różnych, że zaczynamy się zastanawiać, czy jakiekolwiek różnice mają znaczenie i czy w ogóle istnieją. I łączy ich w porze, która pozwala im pozbyć się wszelkich uprzedzeń, która pozwala się poznać. Nie można rzecz jasna pominąć faktu, że na Camino niejednokrotnie zaczynają się wieloletnie znajomości. Tym bardziej Calle Laurel pozwala wszystkim, którzy tu doszli, na nawiązanie szczególnego rodzaju więzi.

Miejsce to, tak samo jak wiele miejsc w Hiszpanii, ożywa dwa razy dziennie – rano i wieczorem. I to właśnie wieczór jest porą, która jest magiczna.

Przechodząc tędy o godzinie 17:00 można się zdziwić, że o tej porze w mieście jest jeszcze pusto i tylko niektóre knajpki są otwarte. Niewiele też osób przemyka ulicami. Pojawcie się tutaj za to o 19:00 i wpadniecie w zachwyt.

Do rzeczy więc. Jakim miejscem jest Calle Laurel?

Czego możesz się spodziewać? Samych pozytywnych wspomnień.

To miejsce, które wychwala cały region, bo daje przybyszom to, co La Rioja ma najlepsze. To miejsce, które żyje. To ulica, na której znajdziecie same restauracje, tapas bary i bary z winem oraz innymi alkoholami, ale wino zdecydowanie przeważa.

Jeśli nie chcecie do żadnego z nich nie musicie wchodzić, nie ma takiej potrzeby, bowiem niemal każda restauracja ma otwarte okno. Mniejsze lub większe, ale zawsze. Tu nie chodzi o zamknięcie się w konkretnym barze. Tutaj chodzi o to, co dzieje się na ulicy.

Stojąc przy oknie wystarczy wskazać palcem na co macie ochotę, wybrać swój tapas, poprosić o kieliszek wina i gotowe. Możecie się raczyć smaczną przekąską bez konieczności wchodzenia do wewnątrz. Wypiliście? Wystarczy odstawić kieliszek i możecie pójść dalej.

Albo, jeśli chcecie porozmawiać z osobami, które zeszły z trasy na nocleg, możecie wejść do takiego baru i stanąć przy barze. W Hiszpanii bardzo często przy barze się stoi, tak jak we Włoszech, nie ma wysokich stołków barowych. Nie zdziwcie się, jeśli w takim miejscu na podłodze zobaczycie ogromną ilość zużytych serwetek lub nawet pestek z oliwek. To tradycja, którą można porównać do siorbania w  krajach azjatyckich. To oznaka, że po prostu smakowało. Zobaczycie to w każdym hiszpańskim mieście i miejscowości. To też oznaka, że w tym miejscu po prostu dobrze karmią.

Tyle rzeczy do kochania i do wspominania.

Wiecie co w Calle Laurel pokochałam najbardziej? To, że nie ma tutaj barier.  Wszyscy przychodzą tutaj odpocząć, najeść się i porozmawiać. Często kończą w dosłownie szampańskich humorach, bo wino tutaj serwują wspaniałe. To wspaniałe miejsce przed wizytą w Briones.

Nie ma żadnych blokad między ludźmi, ani kulturowych, ani wiekowych. Do dziś pamiętam, gdy w jednym z barów ITMan ściągnął wzrokiem młodą Włoszkę. Tak po prostu. Czasem mnie to drażni, ale powoli się przyzwyczajam. On tak ma. Chwilę później brązowookie i ciemnowłose dziewczę stało przy nas, opowiadało, że jest z Turynu, że idzie Camino, ale, że chyba nie da rady dojść do końca, ale że generalnie i tak nie ma to znaczenia, bo i tak jest z siebie dumne, bo wcześniej niczego takie nie robiła...

 Nikt w tej sytuacji nie czuł się tutaj źle, a przecież nie znaliśmy się kompletnie. 

Opowiedzieliśmy jej o naszej wyprawie, naszych przygodach, jakie zdarzyły się po drodze (tak, okradli nas w Gironie, drugi raz w tym roku, ale tylko z gotówki, portfel z wszystkimi dokumentami znaleźliśmy w koszu na śmieci - patrz, mieliśmy dowód rejestracyjny) i o naszych planach (naprawiania klimatyzacji w hiszpańskim serwisie, żeby móc dojechać do Andaluzji żywi).

Chyba tylko nasze potworne zmęczenie sprawiło, że nie zostaliśmy dłużej. Pewnie spędzilibyśmy ze sobą cały wieczór, zupełnie przypadkiem poznając jeszcze wielu, wielu innych, którzy idą przez wiele dni, w jednym kierunku, ale z różnych powodów.

Co najlepszego dała mi Calle Laurel?

Niesamowite wino. Po prostu niesamowite. Wiem, że mam na tym punkcie swoistego rodzaju skrzywienie, ale takie mam hobby. Możecie malować, szkicować, biegać. Ja piję wino i się go uczę, tak samo jak uczę się języków obcych.

Tutaj nauczyłam się smaku wina hiszpańskiego, wina z regionu La Rioja. Do tej pory z racji na umiłowanie Włoch wina włoskie przeważały w moim domu. Od momentu nazwanego "La Rioja" przeważają wina hiszpańskie, czasem pojawiają się portugalskie. Wszystkie wina "słoneczne", południowe, wygrywają w rankingu smaku i  aromatu, a wina tego regionu plasują się wysoko w rankingu popularności.

 

W tym miejscu nie można zapomnieć, że Logroño jest stolicą regionu i głównym jego miastem. La Rioja to Logroño. Jest winem. Możecie tutaj wypić niezliczone jego ilości, po kieliszku w każdym barze. Tak czy owak nocy Wam zabraknie, by odwiedzić je wszystkie.

Zostawiam Was tutaj samych...

Tak... To prawda. Więcej nie napiszę. Pisanie czegokolwiek więcej o tym miejscu to odbieranie Wam przyjemności z bycia w tym miejscu, jeszcze zanim do niego przybędziecie.

Tutaj trzeba być. Tutaj trzeba łyknąć wina i pozwolić sobie na lekki rausz. Macie pojęcie jak wtedy smakują tapas? Jak zapachy zlewają się w jedno i jak atmosfera wydaje się zaczarowana? Jakim prawem miałabym Wam to odebrać zbyt dużą ilością słów? Ja tu tylko opowiadam, szkicuję, zachęcam. Resztę weźcie sobie sami. Wierzcie mi lub nie, będziecie chcieli wrócić szybciej, niż Wam się wydaje.

Osobiście idę na Camino za 2 lata i wpadnę do Logroño na wino. I na tapas. Bo ¨Camino se hace por (e)tapas".

A teraz idę odrabiać zadanie z hiszpańskiego... Nic nie zrobiłam przez cały tydzień.