Beher (es) | jamón ibérico & wino. Wszystko mam tutaj.

Niestety, najpierw należy się kilka razy rozczarować.

Znasz te popołudnia, gdy wychodzisz w miasto, zatapiasz się w nim, ale nie znajdujesz tego czego szukasz? Mniejsza z tym, jeśli chodzi o jakąś atrakcję turystyczną, coś co ma ściągnąć Twoją uwagę. Gorzej, gdy szukasz dania, które będzie najlepszym wspomnieniem dnia, a tu nic...

Muszę się Wam przyznać, że miałam do Walencji duży żal za to, że od strony kulinarnej jest tak niesamowicie niezróżnicowana i nieelastyczna, a wręcz nudna i rozczarowująca. Liczyłam na to, że po kilkunastu dniach zmęczenia kuchnią hiszpańską (poza pewnymi wyjątkami) miasto położone tak blisko Katalonii da mi coś więcej. Liczyłam na jakiś zachwyt, euforię, bezdech nad talerzem czegoś dobrego… A  tu nic.

Przez dwa dni jedliśmy w jednej i tej samej restauracji, gdzie drugiego dnia potraktowano nas jak byle jakich turystów, choć nas rozpoznano. Na talerz nałożono nam byle jaką paellę z dwoma zaledwie krewetkami, po czym, po stanowczym stwierdzeniu, że nie będziemy tego jeść, podano nam inne danie. Podejście innych restauratorów? Nie lepsze. W restauracji pusto, ale nie dostaniesz tego o co prosisz, więc wychodzisz i nikogo nie obchodzi to, że nawet tych 50 euro w kasie nie zostawisz… No cóż. Niektórym powodzi się zbyt dobrze by zadbać o klienta.

Niespodzianki się zdarzają.

I spacerujesz dalej z myślą, że już wszystko się skończyło, że jutro wracasz i nic więcej nie zobaczysz, ani nie posmakujesz. Że nie ma tu więcej żadnych wspaniałości i że w ogóle to jakieś nieporozumienie, bo Walencja w Twojej wyobraźni była czymś, co dorównywało we wszystkim, w tym również w jedzeniu, jakości Ciudad de las Artes y las Ciencias. Tego oczekiwałeś, prawda?

I wtedy właśnie, gdy całkowicie odpuszczasz trafiasz na miejsce, które kompletnie każe Ci zmienić sposób rozumowania. Każe Ci przestać myśleć o jakichś tam paellach, mięsach, cudach niewidach. Co tam... Przestajesz, bo przypadkowo spoglądasz w lewo, słyszysz gwar, pytasz siebie o co chodzi i czujesz, że to jest to! Tego właśnie szukałeś! Życia, gwaru, atmosfery i czegoś zaskakującego swoją prostotą, czyli czegoś ujmującego! Całe Twoje rozczarowanie mija i czujesz na przedramionach przebiegający Cię dreszcz. Źrenice się rozszerzają, nozdrza zwąchują znane Ci zapachy, a na ścianach zauważasz równo ułożone butelki…

Wchodzimy? No jak nie jak tak! Przecież tego szukaliśmy od popołudnia.

Nie szukaj więcej, bo już znalazłeś!

Miejsce, które u mnie wywołuje takie emocje to restauracja Beher, wg mnie najbardziej klimatyczne miejsce w Walencji, które żyje jakby w innej sferze. W swojej własnej.

Utrzymuje się z kilku składników, nie proponuje nie wiadomo jakich dań. Baaah… Wcale nie proponuje dań! Jaki więc ma cel?

Drodzy Państwo – Beher serwuje najlepszą na świecie hiszpańską szynkę dojrzewającą na najlepszej pod słońcem, chrupiącej, drapiącej, wręcz raniącej podniebienie świeżej bagietce wypieczonej z mąki, jakiej w naszym kraju nie ma co najmniej od 1995 roku. Do tego proponuje wino z idealnie wprost skomponowanej karty win, do czego serwuje boskie oliwki z pestką i inne przegryzki. Jeśli wiecie czym są smaki południa to zrozumiecie to miejsce. I je pokochacie.

 

Beher jest miejscem, w którym szynkę traktuje się jak klejnoty koronne. Kroi się ją z namaszczeniem na ultra cienkie plasterki, z takim samym namaszczeniem układa się ją na rozkrojonej bagietce i podaje gościowi jak coś najwspanialszego pod słońcem. I tak jest! To jest coś najwspanialszego pod słońcem! To danie jest tak proste, że aż obezwładniające. Nie ma tutaj ani oliwy, ani masła, żadnych dodatków, tylko ta niesamowicie świeża bagietka i dopracowana, odpowiednio nasycona smakiem szynka.  

 

Beher, miejsce dla każego.

Śmiejecie się ze mnie? Co mi tam. To miejsce jest magiczne. Ściąga ludzi wszelakich, tak różnych, że człowiek przestaje myśleć o różnicach między nami, które ostatnio tak bardzo się podkreśla.

Siedzą sobie na przykład takie starsze panie. Ale takie bardzo starsze. Piją sobie wino, przegryzają swoje bagietki, zagryzają serem. Wino się skończyło więc zamawiają kolejne. I siedzą tak sobie, ufryzowane, upudrowane, takie weekendowe i takie żywe od środka. To nie są babcie. To są panie, które żyją swoim życiem na emeryturze.

 

 

Nie lubicie starszych pań? Nie ma problemu. Jest tutaj też rodzina wielokulturowa, prawdziwy mix. Oczy skośne, proste, migdałowe, skóra różnorakich odcieni, włosy proste i pokręcone. Wszystkim jest tutaj dobrze.

Nie lubicie rodzin i mieszanki kultur? W porządku. Znajdą się też znajomi z pracy i przyjaciele. Kelner właśnie wyniósł im na tacy około 12 bagietek i 3 butelki wina. Siedzą sobie przy stolikach, piją, jedzą, rozmawiają. Żyją.

Tak, to miejsce ewidentnie żyje i nie ma ochoty przestać. Jest tak prostym pomysłem, że każdy w nim czuje się po prostu idealnie. Każdy tu pasuje i dobrze się bawi ciesząc się prostymi smakami i prostymi przyjemnościami.

Proste rzeczy cieszą (mnie) najbardziej.

Obsługa jest wprost fantastyczna. Nie da się tego określić inaczej. Po pierwsze, wszyscy mówią po angielsku, więc jesteś w stanie się porozumieć, nawet jeśli jesteś tutaj pierwszy raz. Po drugie, są obsługą pierwszej jakości. Szukają Cię wzrokiem, wiedzą, kiedy czegoś potrzebujesz i widać, że dobrze się im tutaj pracuje, że jest to ich żywioł i sprawia im frajdę to, że wino, które Ci polecono Ci smakuje. I naprawdę się cieszą, że Ty się cieszysz.

To miejsce sprawiło, że po raz pierwszy stwierdziłam, że kolejnym razem, gdy będę w Hiszpanii, nie będę szukać żadnych restauracji, bo nie ma to najmniejszego sensu. Znajdę kilka takich miejsc jak Beher i przeżyję dzięki nim kilka dni, a później Wam o nich opowiem. Bo też jaki jest cel w wielokrotnym testowaniu czegoś, co prawdopodobnie Was rozczaruje, skoro są takie miejsca jak Beher?

 

beher-valencia-workintraveller-14

 

Dziwicie się, że tak wzdycham do tak prostych rzeczy? Uwierzcie mi, że gdyby nie to wzdychanie to ciężko byłoby mi dotrwać do kolejnej podróży. Może się starzeję i to ze mnie wychodzi, ale się z tym godzę bez żadnych kompromisów. Jeśli życie ma być tak nudne jak kosztowanie tak prostych i fantastycznych rzeczy i tak nudne jak cieszenie się chwilą, a później prostym wspomnieniem, to mogę się starzeć, nie ma problemu.

Jak dotrzeć?

ADRES:

Plaça de l'Ajuntament, 16,
46002 València,
Valencia, Hiszpania
 

godziny otwarcia:

codziennie: 08:30 - 23:30