Dali & Figueres | perfekcyjna symbioza

Bez pustych przebiegów.

Możecie sobie wyobrazić wyprawę do jakiegokolwiek miasta bez odwiedzenia jakiegoś znanego malarza, rzeźbiarza, artysty lub po prostu kogoś, kto w danym mieście był lub nadal jest ważny? Ja nie.

Zanim się gdzieś pojawię sprawdzam, czy w danym miejscu mogę zobaczyć obrazy, które namalowali Pablo Picasso, Van Gogh lub Turner. Oglądałam ich w Krakowie, Londynie, Oslo, Wiedniu, Antibes, a dla Gombrowicza uciekłam z Lazurowego Wybrzeża do Vence. Nigdy jednak nie zaplanowaliśmy jakiejś trasy tylko po to, żeby odwiedzić miasto znane z dorobku tylko z jednego człowieka. Do czasu, bo w tym roku będąc w Hiszpanii po prostu nie dało się ominąć Figueres. Po prostu było po drodze do domu, więc żal z ominięcia go byłby ogromny.

Tym sposobem pojechaliśmy obejrzeć dorobek największego wariata, najbardziej odjechanego gościa i jednocześnie jednego z moich ulubionych artystów czyli Salvadora Dali. Gdyby nie on, nigdy nie pojawilibyśmy się w tym mieście. Kto nie wierzy, że miało tego nie być, niech zaglądnie tutaj

 

 

Figueres to dla wielu przystanek przed przekroczeniem granicy (o ile ktoś pokusił się na takie wariactwo jak wybranie się własnym samochodem z Polski na objazd Hiszpanii…. Fakt, że nie spotkaliśmy w całej Hiszpanii ani jednego samochodu na polskich numerach rejestracyjnych oznacza, że nie jesteśmy normalni...) lub jest miejscem docelowym dla turystów odwiedzających Barcelonę. Ewentualnie można tutaj przyjechać prosto z Girony, jak kto woli. Możliwości jest kilka.

Dali jak Pan, a miasto jak poddani, którzy czerpią z jego dobroci i dorobku.

Figueres z Salvadora Dali żyje i skłamie ten, kto powie inaczej. Na dorobku artysty zbudowano wielki biznes jakim jest muzeum Salvadora Dali. Ściąga ono do miasta całe tłumy odwiedzających, a zyskują na tym okoliczne firmy, włączając w to restauracje, hotele i sklepy z pamiątkami.

Muzeum Salvadora Dali (a dokładni Dali Theatre-Museum) to wspaniałe miejsce, bo czuć tutaj ewidentnie, że Dali nie był człowiekiem jednego pomysłu. Bah… Jednego pomysłu… On nie miał jednego pomysłu tylko miliony! Jeszcze w czasach, gdy nie słyszeliśmy o 3D on już przy tym majstrował! I nie potrzebował do tego komputera, wystarczyła mu wyobraźnia, umiejętność obserwacji i cierpliwość. Jak to wyglądało?

 

Można tu stracić poczucie czasu.

”Żyrafa”, „Uśmiechnięty koń” i "Zegary" to tylko namiastka tego, co można tutaj zobaczyć.

 

 

Lubił rzeczy małe i duże. Małe, bo mieszczą się na dłoni, duże, bo je rozklejano na sufitach, a ogromne, bo jego instalacje zajmują całe pokoje. Można ich dotknąć, nikt tu niczego przesadnie nie ochrania szkłem, chyba, że są to szkice i obrazy. Niektóre dzieła po prostu trzeba dotknąć, bo tak zostały wymyślone. Może trochę mi przeszkadza fakt, że w okresie, który nazwałam na swoje potrzeby „złotym” (biżuteria) Dali trochę odleciał w "krzyżową" otchłań (jakoś mi do niego nie pasują złote krucyfiksy), ale suma summarum, to co stworzył za życia jest czymś wspaniałym. W końcu większość takich artystów jak np. Michał Anioł była na garnuszku kościoła...

Nikt tych wielkich płócien i fresków za darmo nie malował leżąc miesiącami na rusztowaniu w oczekiwaniu na "Bóg Ci w niebie wynagrodzi". Może ludzie w to wierzą, ale to ułuda, bo za każdym zleceniem szły ogromne pieniądze dla artysty, na które składał się każdy, kto dawał na tacę. Wystarczy się zagłębić w ogromne włoskie katedry i trochę poczytać, by zrozumieć dlaczego w każdej bazylice aż powala i razi w oczy ogrom złoceń i zdobień. Z resztą Hiszpanie wcale nie byli im dłużni, oj nie. Pokażę Wam kilka katedr, które aż duszą przepychem. Może Dali dał się zasugerować... Nie wiem.

Dla zasady pominę zdjęcia tych złotych obiektów. Cała reszta wręcz zachwyca kunsztem, umiłowaniem (jakie piękne słowo) szczegółu i ogromem cierpliwości, jaka z całą pewnością była tutaj potrzebna.

 

Za tym musiała stać kobieta. Gala.

Jak świat wielokrotnie udowadniał, jeśli coś się udało i odniosło sukces, musiała za tym stać kobieta. Nie inaczej było i w tym przypadku.

Gala, lub inaczej Helena Diakonova, to kobieta, która była najpierw kochanką, potem muzą, a na końcu żoną i menadżerką Dalego. Możemy ją oglądać na wielu obrazach, choć na niektórych z twarzy jej nie rozpoznamy. To ona była odpowiedzialna za ogromny dorobek jaki zostawił po sobie Dali, bo oprócz tego, że robiąc za Dalego wszytko sprawiała, że ten ciągle tworzył, doprowadziła też do jego pierwszej wystawy i sprzedawała jego dzieła. Jej chęć zrobienia z Dalego artysty cenionego na całym świecie (oraz chęć zrobienia na tym pieniędzy, ogromnych pieniędzy) doprowadziła do stworzenia ogromnych kolekcji jego dzieł.

 

 

Dali bez Gali nie istniał. O tym jak dokładnie wyglądał ten związek przeczytajcie TUTAJ. To dobry kawałek materiału o tym, jaką rolę kobieta może odgrywać w życiu mężczyzny. Chwilami jest ostro, więc jeśli jesteście pruderyjni pomińcie ten fragment.

Gdyby nie encyklopedia PWN to kto wie jak by się to skończyło.

Nie wspomniałam, że samo muzeum wygląda z zewnątrz jak pomieszanie Hollywoodu z twórczością Walta Disney’a i Pałacem Peña w Sintrze (tak, muszę o tym w końcu napisać). To wszystko należy podlać odpowiednią ilością sarkazmu, prześmiewczości i ironii (zalecam też kieliszek wina przed wejściem do środka – działa, sprawdziłam). Można też dodać odrobinę kreatywności oraz pomyśleć, że w taki sposób z innych ludzi i pomysłów może się śmiać tylko ktoś, kto ma w głowie trochę więcej niż standardowy zjadacz chleba.

 

 

Tak… My zwykli zjadacze chleba znamy Salvadora z kilku obrazów i niczego więcej. Ja, mówiąc dokładnie, znam go z czterotomowej encyklopedii PWN, którą czytałam jako dziecko. Dobrze, oglądałam w niej obrazki, ale przecież czytać już umiałam i gwarantuję, że to robiłam, o ile temat był interesujący (np. wybuch w Czarnobylu). „Zegary” znam nie skądinąd jak z tej wielkiej księgi, która już miała kolorowe obrazki. Każdy tom był (jest, bo pewnie leży gdzieś u mamy na poddaszu) wielki jak cegła i tyle samo ważył, oprawiony był w szare płótno oraz posiadał w sobie bazę dla co najmniej kilkunastu moich marzeń. I to wszystko tylko dlatego, że wszystko co w niej było było tak odległe, że aż nieprawdopodobne. Był tam też Dali, którego nigdy sobie nawet nie zamarzyłam zobaczyć, bo przecież dla dziecka cały świat jest nierealny.

Zresztą był nierealny dość długo, choć teraz się spełnia (kocham mieć ponad 30 lat i możliwości, jakie ten okres w życiu daje), a pomimo tego nadal wydaje się nierzeczywisty tak bardzo, że nawet jak gdzieś byłam to zanim mogę napisać o tym, to trawię i trawię…  Jakbym dalej marzyła, pomimo, że tam byłam. Z Dalim mam to samo - wyśniłam, wymarzyłam, a jednak jest to nierzeczywiste. Wpadłam w sam środek gniazda os, tam gdzie Dali otacza człowieka dookoła i wcale nie ma ochoty przestać. Cudowne miejsce, takie... obezwładniające, gdy człowiek sobie uzmysłowi, że to wszystko wymyśliła jedna głowa. A te wielkie tomiszcza, jak tak spojrzę z perspektywy czasu, to coś, co faktycznie otwierałam dość często. Mamo – dziękuję. Założę się, że jakimś magicznym sposobem ktoś wyciągnął je dla Ciebie spod lady za czasów Pewex’u i Baltony.

Dość opowieści. Jak to zrobić by tam być?

Ale wróćmy do tematu. Nie będę Wam wiele na temat tego co się znajduje w muzeum opowiadać. Po prostu Wam pokażę, a napiszę to, co trzeba wiedzieć. Nie bójcie się… To co widzicie w galerii to 0,5% zbiorów. Ilość tego co Dali wyprodukował jest nie do sfotografowania. Człowiek-manufaktura.

Konkrety:

  1. Na muzeum potrzebujecie około 2-3h czasu. Więcej nie macie szans tu spędzić, bo i tak tłum Was przepchnie do sklepu z pamiątkami. Patrz niżej.
  2. W środku panuje nieziemski tłok. Niestety, w przeciwieństwie np. do obsługi Alcazaru w Sewilli, tutaj nikt nie patrzy na to, że na godzinę X, może wejść Y osób. Jeśli chcesz wejść na 17:00 to bilet dostaniesz. Takie przynajmniej odnosi się wrażenie.
  3. Bilety online należy kupować na minimum tydzień wcześniej, z prostego powodu – na jutro biletu online nie dostaniesz, nie ma mowy. Na każdą godzinę muzeum sprzedaje online tylko 8 biletów (tak, to prawda - 8 sztuk), jeśli więc znasz datę swojego przyjazdu kup wcześniej, bo tłum, który spotkasz w środku wcześniej stał w kolejce, w której nie chcesz stać
  4. Bilety proponuję kupić online. Zakupu możecie dokonać tutaj - TICKETS . Z zakupionym biletem (chodzi o kod cyfrowy wygenerowany przez system) musicie udać się do kasy, aby odebrać bilet papierowy. Na to potrzebujecie 5 minut lub mniej. W zamian za kod dostaniecie 2 bilety – jeden do muzeum głównego, drugi do muzeum biżuterii Salvadora Dali (tak, jego kobieta też zmusiła do zabawy w złoto i jemu pokrewne).
  5. Podstawowe informacje na temat muzeum znajdziecie na stronie internetowej Fundacji Salvadora Dali.

 

Więcej wiedzieć nie musicie. Po prostu się przygotujcie. A co po Salvadorze? No jak to co? Idziemy jeść! Kliknij poniżej, aby wpaść ze mną na wspaniałe tapas i jeszcze lepsze wino.

Jak dojechać?

ADRES:

Plaça Gala i Salvador Dalí, 5,

17600 Figueres,Hiszpania

Tel.: +34 972 67 75 00

Godziny otwarcia:

Codziennie: 09:00 - 20:00

www: Muzeum Salvadora Dali

Facebook