Włoskie drogi (it) | Jak przetrwać? Praktyczny poradnik.

Przygotowanie merytoryczne

Podobnych postów pokazało się ostatnio kilka, przyznam jednak, że żadnego nie przeczytałam, nie wiem nawet jaki mają układ. Swoją wersję porad i spostrzeżeń w postaci tego posta zaczęłam pisać półtora roku temu i pisałam go powoli, ponieważ nie chciałam podać Wam banałów. Niczego, czego nie jestem pewna, nie wypuszczam w świat. 

 

Cokolwiek powiecie o polskich kierowcach, drogach i kulturze jazdy każda opinia będzie prawdziwa. Istnieje tyle subiektywnych zdań na ten temat, że gdyby je wszystkie chcieć zebrać w jednym miejscu, usystematyzować i zrobić z nich księgę porad, dostalibyśmy listę samo wykluczających się zasad.  

Jak jeżdżą Polacy? Nie do końca mam wyrobione zdanie na ten temat, choć swego czasu z powodów zawodowych zjeździłam Polskę w pojedynkę wzdłuż i wszerz, niemniej jednak po tylu latach łatwiej mi powiedzieć jacy za kółkiem są Włosi, nie Polacy. 

 

3 razy do Włoch wybrałam się własnym środkiem transportu i jedno mogę powiedzieć - Włoch za kółkiem i włoskie podejście do jazdy to zupełnie inna bajka (którą znacznie prościej zidentyfikować i nazwać). Tym samym kończę tego posta i przedstawiam Wam poniżej to, co się urodziło w mojej głowie. Jeśli wybieracie się do Włoch samochodem poświęćcie chwilę na zaznajomienie się z kilkoma kwestiami, które trzeba mieć na uwadze siadając za kierownicą będąc na włoskiej ziemi.

 

Wszystko co znajdziecie poniżej to moje spostrzeżenia, które starałam się opisać tak, żeby były Wam pomocne. Miało być w punktach, wyszło opisowo, ale wydaje mi się, że tak jest lepiej. To czego się nie da opisać wypunktowałam na samym końcu. W Internecie wyszukałam tylko te dane, które są liczbami, więc nie miejcie mi za złe, jeśli coś o czym piszę nie jest zgodne z przepisami prawa drogowego obowiązującego we Włoszech.

Cyfry są prawdziwe, moje spostrzeżenia subiektywne, wypunktowane informacje, to to, co dla mnie było problematyczne (lub dziwne). Nie chciałam w tym tekście kopiować kodeksu drogowego, chciałam Wam opowiedzieć, co typowy Włoch robi na drodze w określonych sytuacjach i jak się nie dać zaskoczyć. Mam nadzieję, że się przyda i że ta praktyczna wiedza zaoszczędzi Wam przynajmniej zdziwienia. 

P.S. Czy ktoś też ma tak, że w drodze używa 2 nawigacji, 2 map i jeszcze Google Maps offline? Jeśli tak, to się zrozumiemy.

A jak autostrada.

Ciężko się zdecydować co powinno się znaleźć jako pierwsze w takim mini poradniku, zacznę więc od tego od czego każdy z nas zaczyna podróż przez Włochy - od autostrady. Tak, zdecydowanie włoskie drogi to w dużej mierze autostrady.

 

Autostrady we Włoszech są świetne, takie moje zdanie, i odpowiadają każdemu do momentu, od którego trasa zaczyna być płatna. Tu pojawia się dylemat, bo patrząc na mapę i długość sieci drogowej może się okazać, że nagle coś Cię zacznie wieść na pokuszenie… Pojawia się mały chochlik, który mówi Ci "za to zaoszczędzone 10 euro będzie 8 espresso, zaoszczędźmy więc, nie jedźmy autostradą"...  

 

 

Taki Twój wybór? Wybacz szczerość, ale nie jest on zbyt rozsądny.

 

Nie kierowco, nie zaoszczędzisz. Autostrady we Włoszech zostały tak pomyślane, aby faktycznie odciążyć mniejsze miasteczka i pozwolić nam szybko znaleźć się w innym miejscu. Masz ochotę z powodu oszczędności z nich zjechać? Nie polecam tego pomysłu. Rozumiem o czym myślisz, ale wierz mi na słowo, że takie myślenie jest mylne.

Zakładam myśląc o Tobie kierowco, że jeśli wybrałeś się samochodem do Włoch, to wcześniej pomyślałeś i po namyśle założyłeś, że:

a) masz na to pieniądze i jesteś przygotowany na różne sytuacje

b) zaplanowałeś, żeby zwiedzić całkiem sporo, pomimo, że Twoje cele są rozsiane na mapie, czyli nie chcesz marnować czasu

c) wiesz, że czas też ma swoją cenę i nie warto go sprzedawać za bezcen, a już tym bardziej za obietnicę widoków i zwiedzania miasteczka z samochodu. Stojąc pomiędzy jednym a drugim autokarem nie zobaczysz nic, a że stać będziesz choć raz przez 20 minut jestem tego pewna. 

 

Jeśli tylko możesz trzymaj się autostrady, bowiem jakiekolwiek odbicie do mniejszego miasteczka tylko po to, żeby przejechać drogą niepłatną pozbawi Cię około 45-90 minut w przeliczeniu na miasteczko. Ruch lokalny bywa, głównie wzdłuż całego wybrzeża ciągnącego się w Ligurii, tak duży, że każde światła oznaczają postój.

Ruch nie jest płynny, chyba, że jedziesz nocą. Jeśli więc np. wymyśliłeś, że pojedziesz z Genui do Sanremo wzdłuż morza po prostu porzuć ten pomysł na samym początku. Nie wystarczy Ci dnia, aby ten pomysł urzeczywistnić.

Ale od reguł istnieją wyjątki.

Na to co wszystko należy wziąć sporą poprawkę - to co wyżej zależy od regionu i odcinków trasy.

 

Wszystko co napisałam powyżej jest świętą prawdą, gdy jesteś na północy Włoch, ale im niżej, tym częściej warto się zastanowić czy jednak nie zjechać na drogi oznaczone SS, czyli np. na SS13 Ferrara – Ravenna. Moim zdaniem warto to zrobić, ale już dla przykładu pomyłką będzie wycieczka z Ravenny wzdłuż wybrzeża do niżej położonych miejscowości (omijajcie Rimini, jeśli nie jest to cel waszej podróży). Tutaj koniecznie trzeba wskoczyć na A14, kierunek Ankona.

Jeśli z kolei jedziecie z Ravenny na zachód, np. w kierunku Arezzo, tutaj z kolei SS71 będzie lepszym rozwiązaniem, ponieważ jedzie się bardzo płynnie, nie ma wielu miejscowości, a mniejsze miasteczka mają obwodnice.

 

Trzeba wiedzieć gdzie można wskoczyć i zeskoczyć z autostrady. Nie masz pewności kiedy to zrobić? Podpowiem Ci, a będąc na miejscu próbujcie sami znaleźć odpowiadające Wam warianty.

 

Możesz założyć, że jeśli droga SS wije się wzdłuż autostrady, to nie ma sensu jechać autostradą, jeśli jednak odsuwa się od niej na kilka kilometrów i wije po wzgórzach, to to co zaoszczędzisz na bramkach po prostu spalisz, bo szybciej będziesz musiał napełnić zbiornik paliwa. Popularne kierunki?

  • Siena – bez problemów można dojechać drogami SS,
  • Florencja od strony Volterry – SS, później w Poggibonsi nie macie wyjścia, odpowiedniej drogi  SS nie ma, a na kluczenie po wsiach szkoda czasu. Florencja sama w sobie wymaga czasu, więc szkoda zwiedzać to co mijacie po drodze,
  • Piza – odcinek E80 od strony Grossetto spokojnie możecie ominąć jadąc SS206. Jeśli jedziesz od strony Volterry to nie ma najmniejszego sensu pozwolić nawigacji wypchnąć się na autostradę w Pontederze - SR68 jest drogą, na której ruch nawet w sezonie nie jest uciążliwy.

Jeśli masz do przejechania więcej niż 300km zdecydowanie i tak polecam autostradę, nieważne czy SS jest dostępna obok.

 

 

Jak dojechać bez mapy? Też można, bez żadnego problemu.

Oznaczenia dróg? Proszę bardzo:

  • tablice kierunkowe niebieskie – trasy bezpłatne
  • tablice kierunkowe zielone – trasy płatne (autostrady)
  • pozostałe kolory to oznaczenia dróg lokalnych i bezpłatnych lub oznaczenia kierunkowe

Jeśli to zapamiętasz, to nie będziesz musiał długo się zastanawiać stojąc na skrzyżowaniu i patrząc na znaki. Oznaczeń nie brakuje i jeśli tylko umiesz jeździć „na znaki” możesz zapomnieć mapy. Dojedziesz i tak, bo nikt we Włoszech nie był tak kreatywny jak polscy drogowcy i nie oznaczają odcinków trasy. Jeśli jedziesz do La Spezzi, to jedziesz do La Spezzii i nikt nie każe Ci zgadywać, czy miasteczko o nazwie na literę A jest punktem przelotowym na trasie do La Spezii. Cały czas będziesz kierowany tam, gdzie chcesz jechać, a La Spezia nie zniknie Ci z oczu.

Dużym plusem jest to, że autostrady w samej nazwie mają oznaczenie punktu startowego i punktu końcowego, wiesz więc, że na jednym końcu autostrady Torino-Savona jest Torino, a na drugim Savona. Dojeżdżając tak do jednego jak i drugiego z tych dwóch miast możesz pojechać tylko w prawo albo w lewo, drogi dalej na wprost już nie ma. Dodatkowo nazwy te są ujęte w znakach poziomych, a jeśli odbijasz z jednej autostrady na drugą, to nazwa odcinka na który wjeżdżasz jest namalowana na odpowiednim pasie.

Nazewnictwo to jest stosowane częściej niż A1, A2, a jeśli już ktoś (np. w radiu, w informacjach drogowych) używa oznaczenia A1 to i tak podaje nazwę miasta początkowego i końcowego. Dla nas jest to duże uproszczenie. Takie samo, podwójne nazewnictwo, jest stosowane na mapach.

Dbaj o siebie w trasie. Włoskie drogi wymagają koncentracji i dobrej formy.

Zjazdy z autostrady są bardzo dobrze oznaczone i myślę, że pewność jazdy jest porównywalna do tej, którą się czuje na autostradach austriackich i niemieckich. Ciężko się jest zgubić, za to czasem można stracić samochód. Nie, nie zrozum mnie źle, nikt Ci go nie ukradnie, gdy pędzisz, ale niczym nadzwyczajnym jest to, że samochód jadący po Twojej lewej stronie skręca w prawo, czyli zjeżdża z autostrady, nie zmieniając wcześniej pasa na środkowy. Wyczyn godny nieziemskiej wręcz odwagi zważając na fakt, że mało kto na autostradzie ma na liczniku 120km na godzinę, a do zjazdu jest 100 metrów. Jeśli się z tym spotkasz nie zmieniaj prędkości, Twoja panika sprawi, że prawdopodobnie przynajmniej 2 samochody zaczną tańczyć na środku autostrady, Twój i ten należący do kogoś, kto jedzie za Tobą. Szkoda samochodu. 

 

Co po drodze? Z całą pewnością  należy pić, jeść i odpoczywać. Niezależnie od tego czy wjeżdżacie do Włoch od strony Słowenii, czy Austrii (Villach i Insbruck) wszędzie wita Was jakiś Autogrill, na którym można się posilić i napić kawy. Pierwsza kawa na pierwszej włoskiej stacji Autogrill to dla mnie znak, że już jest bliżej niż dalej. Nie wiem czy to za sprawą ekspresów czy jakiegoś innego rodzaju kawy, ale moja Lavazza parzona w domu, również w ekspresie, tak nie smakuje. Do tego te rozpadające się w rękach croissanty…

 

Nie posiadam mapy postojów, ale chyba nie skłamię, jeśli powiem, że minimum raz na 50-70 km można się gdzieś zatrzymać i chwilę odpocząć. Jeśli nie ma Autogrilla z całą pewnością znajdziecie zwykły plac, zawsze z toaletami (ale za czystość nie ręczę, jeśli to nie jest Autogrill), gdzie można usiąść na drewnianej ławce, bezpiecznie przez chwilę pospacerować i przynajmniej dostać kawę z automatu. A jeśli nie ma placu postojowego to z całą pewnością są stacje benzynowe, z miejscem na odpoczynek nie ma więc problemu. 

 

Ah... jeszcze jedno oznacza, że to już Włochy. Całe tabuny Włochów w każdym miejscu, gdzie znajduje się kawa, niemal w biegu pijający espresso. Stoją przy kontuarze na stacji, zajadają rogala, jednym łykiem wypijają kawę i już ich nie ma. Tak jest wszędzie niezależnie od pory dnia. To takie włoskie :).

 

Włochom się generalnie spieszy. To nic nowego.

Włochom się generalnie śpieszy. Dokąd? Nie wiadomo, ale zawsze jadą szybko, chyba, że widzisz przed sobą maleńkiego fiata z lat 80, a tam w nim właściciela, który w latach 80 miał 40 lat. Ci zazwyczaj są spokojni, choć zdarzają się wyjątki od reguły. Ze starszymi kierowcami możecie spotkać się głównie w mniejszych miejscowościach i ma to swój urok. Nie pospieszajcie ich bo to nie ma sensu, oni mają tylko zwykłego Fiata i masę czasu. 

A Ci którzy się ścigają… Cóż… Czasem sobie myślę, że ten pęd do prędkości bierze się z tego, że poza samochodem Włosi są tak wyluzowani, że na wszystko mają czas, czyli zawsze są spóźnieni, więc gdy już się oderwą od tego co robili, a co było przyjemne, zaczynają biec i nadganiać stracone minuty. Ci, którym się spieszy, zazwyczaj będą tymi, których nagle zobaczysz we wstecznym lusterku i którzy będą Cię poganiali, często gestykulując.

Mogą też trochę kląć (co brzmi pięknie - na kursie włoskiego zawsze mówimy, że włoskie przekleństwa są takie "kwieciste"), bo tak mają w zwyczaju (ta gorąca południowa krew…), ale, jak to mówił mój wykładowca w szkole jazdy → Rób swoje. Jedź bezpiecznie. Wierz mi, że cokolwiek byś zrobił ten, który jedzie za Tobą i tak od samego początku miał zamiar Cię wyprzedzić. Nie ważne, czy przyspieszysz, jemu nie chodzi o to, żeby jechać w Twoim tempie, tylko, żeby być przed Tobą. To, że się spotkacie na światłach jest niemal pewne. Gorzej, gdy spotkacie się na rondzie, które ma dwa pasy…

Kto ten wynalazek wymyślił? Nie wiem, ale ilekroć takie rondo widzę wpadam w panikę i ustawiam się na zewnętrznym pasie. Przyznaję się właśnie do tego, że nie umiem po takim rondzie jeździć, problem w tym, a może i szczęście, że w Polsce na 50 kierowców polskich może 1 to potrafi… We Włoszech jest ten problem, że wielu Włochom wydaje się, że u nich na 50 kierowców 1 nie potrafi, nie ma się co zatem dziwić, gdy będąc na rondzie, Ty na zewnętrznym, on na wewnętrznym pasie, nagle ktoś Ci przetnie tor jazdy nie ustawiając się uprzednio za lub przed Tobą.

Ale to nic, to tylko Włoch. Dodam, że linii poziomych w większości przypadków  na rondach nie ma, a już z całą pewnością nie we Włoszech środkowych i w mniejszych miasteczkach (Umbria, Toskania). Co jeszcze jest istotne to to, że na 99,99% żaden Włoch nie zatrzyma się przed rondem by sprawdzić, czy może nań wjechać. Po prostu się tego nie praktykuje, więc gdy już będziesz na rondzie (oby większym) i zobaczysz auto z prawej dojeżdżające do ronda, delikatnie zwolnij, bo to, że to auto tego nie zrobi jest niemal pewne. Oni chyba traktują rondo jak skrzyżowanie równorzędne… Są z prawej więc zakładają, że reguła prawej ręki obowiązuje.

 

 

Dość sporo tutaj kwestii umownych. Taka kultura...

Jak samo z resztą, umownie, traktuje się pasy dla pieszych i linie ciągłe. Nie wyprzedzaj na pasach… Bah…. Nie wyprzedzaj na ciągłej….Bah…. Nie wyprzedzaj na trzeciego… Bah... Nie wyprzedzaj na zakręcie... Bah.... Tego nie wyegzekwujesz. (Jeśli Włoch zamierza się z Tobą bić się na argumenty to zaczyna zdanie od takiego długiego baaaah, przy czym dodatkowo zniża głos.... U nas się stosuje prychnięcie i wzruszenie ramionami).

Idźmy dalej. Kierunkowskaz…. Cóż powiedzieć - montuje się go w samochodach, to fakt niezaprzeczalny. Czy się go używa to już inna kwestia, tak zwana, kwestia umowna. Po prostu trzymajcie się na bezpieczną odległość od samochodu jadącego przed Wami, a będzie bezpiecznie, bo ogólnie… Jest bezpiecznie. Pomijając zakręty, które często są traktowane jako linia prosta. Ot, włoskie drogi. Zawsze proste, mimo, że w połowie kręte.

Nie jestem strachliwa na drodze (choć są osoby, które się z tym kłócą, ale wg mnie to stosowanie w praktyce zasady ograniczonego zaufania), ale kilka razy zdarzyło nam się (i to nie ja byłam kierowcą), że widząc jadącego z naprzeciwka Włocha po prostu zatrzymaliśmy się na zakręcie/drodze na ułamek sekundy, ponieważ tor jazdy samochodu z naprzeciwka był trudny to sprecyzowania. Ktoś kto jeździ bezpiecznie po prostu ma taki odruch - gdy nie wie co robić, to nie robi nic. Nie my jedni tak reagujemy, Holendrzy również (a tych w Toskanii latem jest sporo) i dotyczy to właśnie głównie sytuacji na drogach w Toskanii lub Umbrii. 

 

Pamiętaj przy tej reakcji o jednym - cokolwiek robisz, patrz zawsze we wsteczne lusterko. Pojawiający się znikąd i siedzący Ci na ogonie polski przedstawiciel handlowy to nic z porównaniem do Włochów. Pojawiają się jak duchy i znikają jak one. Jeśli nie jeździsz na lusterka i nie patrzysz dookoła siebie jeżdżąc u siebie w kraju, to po pierwszym wyjeździe do Toskanii wejdzie Ci to w krew. O wykorzystaniu pozostałych lusterek będzie później.

Już prawie u celu. Już prawie górzysta Toskania...

Wiecie, że kolarstwo to włoski sport narodowy? Prawda to niezaprzeczalna. Giro d'Italia nie wzięło się znikąd. Ten sport uprawiają wszyscy i nikogo nie szokuje peleton składający się z osób wszelakiej płci i wszelakiego wieku, ubranych jak Rafał Majka, od stóp do głów w profesjonalne stroje kolarskie i gnających przed siebie. Wręcz śmiem stwierdzić, że kolarza w szortach i bawełnianej koszulce nigdy nie widziałam. Kolarze są wszędzie i dlatego trzeba założyć, że w każdej chwili możesz mieć z jednym do czynienia, głównie wtedy, gdy wspinasz się na wzniesienie.

To, że rowerzyści nie lubią się z kierowcami to we Włoszech coś, co z racji na popularność tego sportu raczej nie występuje, bo inaczej wszyscy musieliby się nie lubić. Panuje zrozumienie (nie spotkałam się nigdy z agresją) i jeśli myślisz, że na kimś robi wrażenie zdenerwowany kierowca machający na kolarza ze zdenerwowaniem, to jesteś błędzie. Jestem w stanie uwierzyć, że jeśli coś się kolarzowi stanie, to kierowcy nie obroni nikt, za to kolarza wszyscy.

 

Gdy już dojedziesz na miejsce warto nie dostać mandatu, bo o ile mi wiadomo, to w UE wszyscy już wiedzą jak Cię znaleźć. Jeśli parkujesz na prywatnym parkingu, których we Włoszech wiele, to pół biedy, ale może się zdarzyć, że będziesz miał ochotę zatrzymać się gdzieś przy ulicy, a jedynym oznaczeniem będą linie, które w Polsce nic nie znaczą. Zanotuj co podaję poniżej:

  • linia niebieska – stanowisko płatne. Powinieneś znaleźć parkomat i uiścić opłatę według cennika
  • linia żółta – parking zarezerwowany ergo prywatny, wykupiony przez kogoś mieszkającego w okolicy – sugeruję nie zauważać tego koloru, tylko go omijać
  • linie białe – stanowisko darmowe – stój do woli, ale weź osłonę przeciwsłoneczną, ponieważ te miejsca często nie są osłonięte przed słońcem
  • koperta i stanowiska oznaczone „niepełnosprawni” i „rodzina z dzieckiem” oznaczają właśnie to co oznaczają. Nikt nie próbuje na nich zostawiać samochodu, jeśli nie ma do tego prawa.
  • osobno są oznaczone stanowiska dla motorów i skuterów, są węższe, ale stosowane są te same kolory

 

 

Gdzie możecie się spotkać z takimi miejscami postojowymi (białymi rzecz jasna)? W samym centrum w dosłownie każdym większym mieście. Nikt mnie nigdy z takiego miejsca nie przegonił. Ani mnie, ani Niemców, Holendrów, ani przedstawicieli innych nacji. Myślę tutaj o miastach takich jak Florencja, Siena, Bolonia, Ravenna, Padwa, Piza, Orvieto, Montepulciano, Alba. Wszędzie działa ta sama zasada. Dlatego uważam, że zostawianie samochodu poza miastem i korzystanie z komunikacji publicznej jest stratą czasu. Na tym się nie oszczędza. 

 

W centrach miast bywają też darmowe parkingi (place lub ciągi wyznaczonych do parkowania miejsc) i nie są one wcale czymś nietypowym. Z największym spotkałam się w Sienie, tuż pod murami starego miasta. Zaraz potem w Bolonii, w Padwie na samym placu głównym, we Florencji przy murach starego miasta. I tutaj wracam do tego o czym napisałam wcześniej. Umiejętność jazdy i wykonywania manewrów "na lusterka" jest przydatna, bowiem parkowanie prostopadłe tyłem "na lusterka" przydaje się szczególnie w Sienie, gdzie, wierzcie lub nie, samochody parkują obok siebie co 15 centymetrów, ledwo można opuścić pojazd, dlatego jeśli się z tym spotkacie, po prostu nie bądźcie zdziwieni. Wysadźcie ekipę z samochodu zanim zaczniecie kręcić i korygować i dajcie sobie 10 minut.

 

Widzieliście na pewno małe zegary (papierowe?) naklejone na przednich szybach? We Włoszech są wszędzie. Służą do tego, aby informować o której godzinie zaparkowano samochód, w wielu bowiem miastach znajduje się strefa wolnego parkowania, ale przez wskazany czas. Pozwala to np. na zrobienie zakupów w centrum miasta bez konieczności ponoszenia opłaty. Bardzo dobre rozwiązanie, ale dotyczy mieszkańców lub pojazdów z włoskimi numerami rejestracyjnymi. Osobiście nie ryzykowałam postawienia samochodu w miejscu, gdzie wszystkie inne pojazdy miały te oznaczenia, ale może ktoś wie dokładniej czy obcokrajowców traktuje się inaczej? Jeśli ktoś wie, bardzo proszę o komentarz, a zrobię aktualizację.

 

Tak samo jak rowery, tak samo skutery są równoprawnymi środkami transportu. Pojawiają się wszędzie i prawie zawsze znienacka. Nie używają migaczy i przecinają Ci tor jazdy. Jeśli stojąc na skrzyżowaniu zostawisz przed sobą wolny metr jezdni w ciągu kilku sekund pojawi się przed Tobą albo skuter, albo inny samochód. Korekta... Skuter pojawi się na pewno, nawet jeśli nie zostawiłeś z przodu ani centymetra. Tak tam jest, zaakceptuj to. 

 

 

Kilka kwestii, których nie da się opisać, ale trzeba wypunktować.

Bramki na autostradach bywają różne, zależy to głównie od regionu:

  • bramki automatyczne - pobierasz bilet i płacisz przy zjeździe, bilet zazwyczaj jest już wydrukowany
  • bramki automatyczne - płacisz przy wjeździe (zazwyczaj na nowych odcinkach autostrady, gdy nie ma jeszcze postawionej bramki końcowej)
  • bramki z obsługą - są rzadkością, a  obsługa często jest dostępna tylko do południa - płacisz na wjeździe, np. na autostradzie Torino - Savona, gdy jedziesz w kierunku Ligurii

Rachunek za przejazd i płatność:

  • rachunek możesz dostać, ale nie zawsze Ci się to uda - w bramce automatycznej należy o rachunek poprosić naciskając odpowiedni przycisk. Jeśli nie wiesz, który to (bo np. monitor jest zepsuty, a klawisze nieopisane) naciśnij którykolwiek w okolicy ekranu, choćby sam ekran nie działał (to nic nie znaczy), zazwyczaj każdy przycisk wyda Ci rachunek
  • rachunek w okienku - zazwyczaj dostaniesz potwierdzenie transakcji kartą płatniczą... Jeszcze chyba nie udało mi się dostać paragonu fiskalnego na bramce, w której pracował człowiek
  • niezależnie od rodzaju bramki w wielu przypadkach twoja karta może zostać odrzucona, głównie jeśli płacisz kartą Mastercard. Niestety nie zależy to od tego czy karta jest wypukła czy nie, złota czy zwykła. Nie jestem w stanie podać klucza, dlatego polecam zabranie przynajmniej 100 dodatkowych euro w gotówce na takie niespodzianki.

Stacje benzynowe:

  • jest ich całkiem sporo, ale w teren górzysty wjeżdżaj z pełnym bakiem
  • większość stacji benzynowych ma obsługę do pory sjesty, popołudniami stacje są samoobsługowe
  • obsługę można zastać w weekendy jedynie w miejscowościach turystycznych, małe miejscowości - stacje są samoobsługowe
  • cena benzyny różni się w zależności od tego, czy obsługuje Cię pracownik, czy napełniasz bak sam - różnice w cenie mogą być spore i są bardzo różne
  • dystrybutory do samodzielnej obsługi działają tak samo jak u nas - dokonujesz płatności w wybranej kwocie, wybierasz numer dystrybutora i tankujesz. Nie wybierasz rodzaju benzyny, po dokonanej płatności poprostu wybierasz odpowiedni wąż, a automat pozwoli nalać Ci tyle paliwa, za ile zapłaciłeś, niezależnie od tego co lejesz i ile kosztuje litr

Stan dróg:

  • remonty nie są rzadkością, ale ich zabezpieczenie jest bardzo dobre, a oznaczenia czytelne
  • drogi lokalne czasem wołają o pomstę do nieba, również dlatego trzymaj się autostrady, jeśli tylko możesz
  • drogi SS - są dobre i złe - np. SS Ravenna - Perugia czasem daje w kość (chyba, że od 2013 doczekała się remontu)
  • przy remontach zachowaj zwiększoną ostrożność - może się okazać, że są postawione znaki z ograniczeniem prędkości, ale tylko Ty będziesz je stosować
  • stan dróg zależy od regionu, nie dziw się więc, jeśli zaraz za tablicą oznajmiającą nowy region, droga zamieni się z gładkiej tafli, na dziurawe sito
  • oznaczenia przeciwmgielne - są, ale Włosi we mgle nie zwalniają, proponuję więc zachowanie sensownej prędkości, tak, aby w razie ryzyka móc szybko przyspieszyć
  • brak pasów włączania się do ruchu to norma, reaguj szybko, bo Włosi nie wpuszczają

Policja:

  • mam wrażenie, że jest jej mało
  • zdarzają się kontrole drogowe nie związane z przekroczeniem prędkości - spotkałam się z tym w Turynie, Pomarance (Toskania), Mediolanie. O co chodziło? Do tej pory nie wiem. Jedyne co wiem, to to, że wyśmiano nasze prawo jazdy (jakość wykonania i łatwość podrobienia)
  • po ostatnich wizytach na włoskich posterunkach policji wiem, że
    • Polizia Locale - to policja lokalna - załatwia sprawy lokalne, działa jak straż miejska, nie przyjmie donosu, ale poda adres biura rzeczy znalezionych
    • Carabinieri - do tych się zwracasz jeśli coś zgłaszasz, jesteś cudzoziemcem, potrzebujesz pomocy, dokumentu itp.
    • niezależnie od problemu i jedni i drudzy gardzą językiem angielskim
  • jeśli jesteś ładnie uśmiechającą kobietą jest Ci prościej, ale jeśli jesteś wkurzoną, też masz łatwiej

Automapy:

  • GoogleMaps w trybie offline (o ile aktualne) - super, przygotowujesz trasę na komputerze w domu, zapisujesz, eksportujesz i działa
  • HereMaps - dobry jako zapas, ale nie jako mapa główna, odpowiednio wskazuje parkingi w miastach
  • TomTom - aktualny, w niektórych regionach aktualizuje sytuację na drogach lokalnych (korki, remonty)
  • Automapa - w ostatnich latach coraz gorzej, po 2015 nie polecam, tym bardziej, że nie kosztuje mało, zawyża czas dojazdu

Dozwolone prędkości (poniżej podaję dla samochodów osobowych bez przyczepy):

  • autostrady - 130 km/h
  • drogi lokalne - 90 km/h
  • teren zabudowany - 50 km/h

Szczegółowe informacje możecie znaleźć dla przykładu na tej stronie - LINK.

A gdy już wszystko przyswoisz i poczujesz się dobrze na włoskiej drodze, ciesz się pięknym, niebieskim, włoskim niebem.

Powinnam coś dodać?

Jeśli chcielibyście, abym w tym poście dodała inne informacje lub abym coś sprecyzowała, zostawcie wiadomość w komentarzu. Będę wdzięczna za wszelkie pytania i sugestie.