Amorino | najlepsze lody w Antibes są włoskie.

Dzień bez wizyty w lodziarni? Dobry żart!

Nie wiem czy tak macie, ale dla mnie dzień bez lodów na wakacjach to nie wakacje. Tak mam. W ciągu roku trudno mnie namówić na słodycze - kto mnie zna bliżej ten wie dlaczego.

W każdym bądź razie, dzień bez lodów to dzień stracony i jestem w stanie wydrapać oczy, jeśli będąc gdzieś po raz pierwszy nie znajdę najlepszej lodziarni w mieście. Jeśli pierwsza próba okaże się kiepskim trafieniem będę szukać dalej. Aż znajdę.

Próbka testowa jak zawsze jest jednakowa - 4 gałki - również jak zawsze, jakby to było coś nowego, na tym etapie spotyka mnie wzrok pytający "ileż można?", ale co mi tam... Niech się pyta dalej. Pytania retoryczne zawsze zbywam milczeniem. Ewentualnie odpowiadam "tyleż".

4 gałki - czekolada mleczna, czekolada czarna (chyba tylko we Włoszech spotkałam ten smak), kawa i jeden orzech. Jeśli się uda za pierwszym razem dzień jest mój, a P. ma zapewniony spokój. Nie powiem, często to on mnie wygania z miejsca, które mu się nie podoba co u mnie wywołuje napady furii lub co gorsza poświęcam się i dokonuję aktu milczącej obrazy. Niemniej jednak z bólem serca muszę przyznać, że... P. często ma rację.

 

Że Antibes małe, tutaj ani furii, ani obrazy być nie mogło. Ciężko się kłócić z początkowym brakiem wyboru, bo jeśli na całej ulicy masz do wyboru Algidę w komercyjnych opakowaniach albo nic, to rzecz jasna wybierasz nic.

Place Nationale. Już tu byliśmy.

Nie trzeba długo szukać i nie będę Was długo trzymać w niepewności. Najlepsze lody są WŁAŚNIE TYLKO TUTAJ. I nigdzie indziej.

 

Czy Wam o nich opowiem? Czy ja wiem... Poza tym, że rozpływają się w ustach, kapią po rękach i zlizujesz każdą kroplę smaku tak czekoladowego, że nie wierzysz, że to czekolada, nie ma nic ciekawego. Tak jak nic specjalnego w tym, że smak kawowy jest tak mocny, że masz wrażenie, że pijesz espresso. Albo, że orzech ma smak  orzecha laskowego, ale tak świeżego, że kubki smakowe wariują i szukają drobinek orzecha, których w tej wersji nie ma. Po wizycie w Piemoncie wiem jak smakuje prawdziwy orzech laskowy i to jest właśnie ten smak. A pistacja? Wariactwo...

 

Wybierz swoje smaki, usiądź pod drzewem i udawaj, że dzisiaj nigdzie nie musisz już iść.

Tyle Ci wystarczy do szczęścia. Jeśli tylko umiesz się cieszyć prostymi rzeczami, jeśli dorosłeś do tego, by cieszyć się małymi rzeczami i umiesz choć trochę oddychać w zwolnionym tempie, to tutaj będzie Ci dobrze. Zanurzasz łyżeczkę w topniejącej czekoladzie i bierzesz oddech. Automatycznie zamykasz oczy, wtedy smakuje najlepiej. Niczego Ci więcej nie potrzeba. I jeszcze to słońce łaskoczące Cię po plecach... A z kawiarni obok znowu pachnie kawą. Idealne popołudnie.

 

Chyba podobnie swoje komercyjne lody sprzedają koncerny... Rozwiane włosy biegnącej w powietrzu kobiety, frunie na niebiańskiej chmurze, lody na patyku, pękająca czekolada, rozkosz...

 

Ale cóż, skoro kończysz swoje 4 gałki i chcesz więcej? To chyba wystarczające potwierdzenie, że jest lepiej niż dobrze, prawda i żadna chmura tutaj nie jest Ci potrzebna?

 

A więc gdzie te emocje znajdziecie w Antibes?

Adres poniżej. Jeśli znajdziecie się tutaj i nie będzie Wam smakować, biorę to na siebie.

 

P.S. Tak naprawdę to wierzę całym sercem, że będzie Wam smakować.

 

Jak dojechać?

ADRES:

45 rue de la République,

06600, Antibes

France

 

FACEBOOK

WEB