Porto (pt) | Churrasqueira Inglesa czyli najprostszy obiad w Porto.

Rzeczy małe cieszą najbardziej. Te znalezione przypadkiem tym bardziej.

Najlepszym co może spotkać podróżującego człowieka w każdym niemal kraju jest jedzenie. Cokolwiek będą Wam mówić osoby ze światem obeznane, bywające i jeżdżące, nieważne w ilu restauracjach z gwiazdkami Michelin by nie jedli, i tak najlepszym co może im się przytrafić (o czym zapewne oni sami nawet nie mają pojęcia) to znalezienie najmniejszej, najskromniejszej i najsmaczniejszej restauracji w miejscu, w którym przyszło im wylądować.

 

Prostota to rzecz bardzo cenna i im więcej jeżdżę, im więcej widzę, tym częściej cieszę się z najprostszych smaków i składników. Najlepiej przy tym, aby porcja nie uciekała z talerza i kosztowała tyle, żebym chciała wrócić.

 

Pod tym względem Portugalia nie zawodzi. Urzeka prostotą, daje to co ma w ilości nielimitowanej, oferuje najlepsze kąski i smaki za tak niewiele, że jeśliby tylko przyznawać punkty za stosunek jakości to ceny, to można by ją postawić na równi z Włochami i dać ocenę 10/10. Portugalia podaje zawsze lokalne potrawy, a jej restauracje zapychają się do ostatniego stolika, choć tutaj nikt nie śmie postawić tabliczki z napisem „please wait to be seated”. Dodaje do tego najlepsze vinho verde, zazwyczaj będące najdroższym elementem obiadu lub jednym z droższych, tym samym kusząc, aby wrócić po więcej i częściej.

 

Dzisiaj zabieram Was do miejsca, do którego zaprowadził nas ogromny głód i zmęczenie, z których to ani jedno ani drugie nie pozwalało nam zasnąć po locie Lizbona → Porto. Zabieram Was tam, gdzie skierował nas człowiek mieszkający w pobliżu, więc ktoś kto wie dokąd wysłać głodnego przechodnia. Nie bójcie się pytać napotykanych na ulicy ludzi choćbyście nie znali języka. Na migi zawsze się wszędzie dogadacie, a w przewodniku o najlepszych miejscach niestety nie piszą. Nie bójcie się tym bardziej, jeżeli jesteście w kraju południowym. W każdym z nich ludzie się uśmiechają. Mam wrażenie (po Oslo), że jednak te opowieści o witaminie D i jej wpływie na humor i nastawieniu do ludzi nie biorą się znikąd ;).

Z łatwością się tutaj dostaniesz.

Zatrzymaliśmy się w Star Inn Porto – Low Cost Design Hotel, poza centrum miasta, wychodząc już na etapie planowania podróży z założenia, że tym razem odsuniemy się od centrum ponieważ dojazd nad Duoro jest na tyle dobry i nieuciążliwy, że warto zamienić cenę, którą zapłacilibyśmy za bliskość centrum, na jedzenie tylko i wyłącznie w restauracjach. Za 3 noce w naprawdę bardzo dobrych warunkach zapłaciliśmy 99 euro, zamiast pewnych 250-300 euro w centrum (jak dla mnie może i hotel jest nazwany "low cost", ale standard jest na poziomie dobrych 3* - naprawdę polecam). W zamian za to jedliśmy i piliśmy na mieście praktycznie bez ograniczeń, a też czasowo nic nas nie ograniczało. 200 euro na jedzenie w Portugalii dla 2 osób to około 6 obiadów dla 2 osób. Z winem. A my zjeść lubimy i to nie byle jak.

 

Tak też z resztą zrobiliśmy w Lizbonie, gdzie jedliśmy tylko i wyłącznie w restauracjach, celowo rezygnując z wynajęcia apartamentu z kuchnią. Nie bądźcie liczącymi każdą złotówkę turystami. Naprawdę próba zaoszczędzenia na jedzeniu (ugotuję sam) czasem, głównie w miastach, kończy się drożej niż jedzenie w restauracjach (we Włoszech np. nie zaoszczędzicie na mięsie - 12,90 euro za kilogram kurczaka to sporo (to jedno z tańszych mięs), a to tylko jeden ze składników obiadu - za tę cenę jedna osoba zje 3 dania w trattorii, jeśli tylko wie gdzie szukać, albo po prostu zapyta).

Wystarczy odrobina chęci i samozaparcia...

Trasa Star Inn Porto - Churrasqueira Inglesa to 10 minutowy spacer. Dacie radę nawet jeśli zdarliście podeszwy w Lizbonie kilka dni wcześniej i tak jak mój kompan wpadliście na to, żeby ze stacji kolejki miejskiej i metra Ramalde, wiozącej nas z lotniska, iść do hotelu na piechotę.

 

Ewidentnie po Oslo polubił mój P. piesze wycieczki z bagażem, zapominając jednakże, że tym razem ciągnie ze sobą 17kg w walizce na 4 kółkach. Podejrzewam również, że zapomniał sprawdzić różnice wzniesień i ilość pagórków co tylko sprawiło, że dotarliśmy do hotelu umęczeni jak po triathlonie… Ale wiecie… Co Was nie zabije to Was wzmocni. Po godzinie marszu mogliśmy się za to poczuć jak zwycięzcy na olimpiadzie w Pekinie. Tylko nie bardzo wiem w jakiej kategorii startowaliśmy… Swoich myśli nie upublicznię, ale znaki !^$&%$#&* są tutaj odpowiednie by wyrazić moje odczucia… 1,83km w godzinę pomiędzy osiedlami to chyba najkrótszy dystans w życiu, który zabrał mi taką ilość czasu... Na rolkach potrzebuję na to jakieś 4 minuty... W każdym razie ilość kalorii, jaką byliśmy w stanie przyjąć była nieograniczona.

Gdy już znajdziecie, bądźcie tam o odpowiedniaj godzinie...

W przeciwieństwie do naszego kraju, w krajach południowych bardziej od chciwości i chęci zarobienia na każdym kliencie kultywuje się starą dobrą tradycję dbania o człowieka, w tym o pracownika. Od godzin wczesno-popołudniowych do 16:00 - 18:00 nie liczcie na ciepły posiłek. W większości miejsc dostaniecie kanapki, słodkie przekąski i napoje, ale kuchnia nie pracuje, od 17:00 - 18:00 natomiast coś powoli, gdzieniegdzie i bardzo leniwie zaczyna się dziać, od 16:00 ugotują Wam "na śmiech", natomiast jeśli widzicie w okolicy godziny 14:00 - 15:00, że coś się w restauracji dzieje, ale drzwi są zamknięte, nie wchodźcie. Na 99% jest to rodzina właściciela, która przyszła do restauracji na obiad. To jest ich czas, a wtargnięcie jest rozumiane jako naruszenie czyjejś prywatności. Jeden raz dano mi do zrozumienia w sposób delikatny, aczkolwiek dobitny, że w tej właśnie chwili zabieram kucharzowi czas przeznaczony dla jego dzieci. Teraz już wiem i nie wchodzę.

 

W Churrasqueira Inglesa mniej więcej od 16:00 można liczyć, że dostaniecie to, czego szukacie. Jeśli będziecie mieć nasze szczęście porozmawiacie po angielsku i w tym języku zamówicie, jeśli nie, to tak samo jak wszędzie w Portugalii przyjdzie Wam rozszyfrowywać menu słowo po słowie lub na podstawie cen wywnioskować, czy to co jest opisane to makaron, mięso czy sałatka (naprawdę można opanować tę sztukę ;)).

Usiądź w odpowiednim miejscu i znajdź punkt centralny.

Jeśli jeszcze nie byłeś/aś w Portugalii, ale zamierzasz się tam wybrać i jeść lokalnie zapamiętaj, że każda szanująca się i dająca dobre jedzenie restauracja ma szklaną lodówkę pełną szaszłyków, befsztyków, ryb, ośmiornic, langust, krabów, wielkich jak udka z kurczaka krewetek (jak na Zanzibarze :)) i innych dóbr i jeśli nie wiesz jak powiedzieć czego potrzebujesz, wystarczy pokazać paluchem, a to właśnie dostaniesz. Nikt Cię nie potraktuje jak dzikusa. Co więcej, czymkolwiek to coś nie będzie, będzie Ci smakować. Wniosek ogólny jaki powinieneś wysnuć z tego paragrafu – nie stresuj się tym, że nikogo nie rozumiesz. Oni Ciebie też nie rozumieją, tym bardziej, że szeleścisz w bardziej skomplikowanym niż oni języku i uśmiechnij się. Zobaczysz, że od razu się dogadacie.

 

 

My wybieramy danie o nazwie Espetada Mista. Jeśli nie wiesz co wziąć, weź właśnie to. Wołowina, kurczak i chyba wieprzowina, nadziane na długą szpadkę, na której nie widać ani śladu żadnego smarowidła, czyli prawidłowo. Żywe mięso w najlepszym wydaniu. W zestawie z frytkami. Nie zauważyłam, żeby tutaj frytki były traktowane jak gorsza odmiana ziemniaka, nie są też wywyższane ponad przeciętność za pomocą słowa „belgijskie” i wykwintnego sosu z majonezu, co pozwala dwukrotnie podnieść ich cenę, nie oferując wiele więcej, niż własnoręcznie oskrobany ziemniak usmażony na domowej patelni na rafinowanym oleju słonecznikowym (zdecydowanie jedzenie ziemniaka w rożku z nadrukiem z food truck’a, 100g za 15pln, nie jest tym, za czym tęsknię myśląc o niedzieli w Krakowie… Kto Kraków zna, ten wie o czym mówię).

Wino ważna rzecz. Sugeruję to, które rekomendują.

Gdy już zamówisz danie główne i poczujesz się pewniej pamiętaj też o jednym – słowo wino w każdym języku brzmi tak samo i zawsze będzie zrozumiane, a obiad bez wina to profanacja (poniżej Polskiej granicy naprawdę nie zdarzyło mi się widzieć stolika, na którym nie widziałam przynajmniej lampki wina na osobę). Z resztą południowe mięso jest takim smakołykiem, że profanowanie go jakimś piwem jest grzechem…W Portugalii grzechem jest nie zamówienie vinho verde. Nie, to nie zielone wino, choć poniekąd stąd się wywodzi nazwa. Pisałam o nim w innym poście, więc aby się nie powtarzać, a szybko przypomnieć, polecam ten artykuł - 10 rzeczy o Vinho Verde.

 

Nie pamiętam też, abym w jakimkolwiek południowym daniu, niezależnie od kraju, mięso się marynowało, dusiło, moczyło w occie albo innych wynalazkach. Takie cuda robi się tam, gdzie nikt prawdziwego smaku mięsa nie zna, albo szef kuchni udaje, że wie więcej niż wie naprawdę. Takie moje zdanie, możecie się nie zgadzać. Według mnie mięso powinno mieć smak i konsystencję mięsa, być smażone lub z grilla i ewentualnie może być skopione oliwą lub przykryte plasterkiem masła tuż przed podaniem.

 

Sałatka a'la mistrz Francois? 3 listki rukoli, 2 pomidorki w salsie cytrynowej i płatek białej trufli zroszone balsamico? Nie, nikt tutaj takich cudów też nie widział i nawet nie myśli wymyślać. Tutaj sałatka to konkretna ilość sałaty, pomidor, ogórek, cebula, może kilka oliwek, oliwa o smaku tak zniewalającym, że albo rozpłynie Ci się w ustach, albo wykręci Ci twarz w drugą stronę, taka będzie ostra. Nie lubisz marnować smaków? Nie ma problemu. W Churrasqueira Inglesa i do swojego dania dostaniesz białe gorące bułeczki (nie smakują Hiestand’em jak w Lidl’u) i ciemny chleb na zakwasie, o smaku niemalże pumpernikla. Możesz nim wylizać swój talerz do czysta. Jeśli się zapomnisz i zamiast chleba wsadzisz w talerz palec też nikt na Ciebie źle nie spojrzy. Raczej się ucieszy, że tak Ci smakuje, że nie możesz odpuścić ani jednej kropli oliwy.

Cóż Wam więcej powiem?

Nic Wam nie powiem.

 

Zostawiam Wam mapę i adres. Recenzji w internecie nie znalazłam, więc gwarantuję, że restauracja jest wspaniała i ręczę za nią moją prawą ręką (jestem praworęczna). Restauracje opisane na dziesiątą stronę często są nic nie warte, a już z całą pewnością mają taki stosunek jakości do ceny, że nie chce się wracać, a jedzenie ściga się widelcem po talerzu. Co więcej nacisk na zachowanie gwiazdek na TripAdvisor jest tak duży, że kuchnia już nie gotuje dla gości, a dla oceny, która staje się wyznacznikiem wszystkiego, nie zwracając uwagi na to, że zmieniają się gusta, klienci i preferencje.

 

W takich miejscach jak Churrasqueira Inglesa gotuje się dla ludzi, nie dla wizytatorów. Dla gości, którzy często są sąsiadami (mimo kryzysu w krajach południowych nadal często jada się w restauracjach, nawet w tygodniu, a jeśli gościem jest sąsiad to musi być dobrze  za każdym razem). Zostawiam Was w restauracji, choć na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że jest to bar lub kawiarnia (z resztą sami właściciele tak ją nazywają, a kawę parzą wyborną), choć kelner obsługuje z pełnią dostojeństwa, z takim samym namaszczeniem rozlewa Wam wino jak i poleruje sztućce i choć nie rozumie ani słowa w jakimkolwiek języku germańskim.

 

Obiecuję, że nawet jeśli przemierzycie całe Porto, żeby tu dojechać (30 minut od centrum), to nie pożałujecie. Nie mówię, że w centrum nie ma tak dobrego i prostego jedzenia. Jest, ale to miejsce jest warte tego, aby tutaj się pokazać.

 

P.S. Jeśli zapragniecie deseru nie bierzcie niczego z karty. Wstańcie od stolika, znajdźcie komodę, na której stoją menu, sztućce i przyprawy. Po jej lewej stronie stoi lodówka z domowej roboty słodyczami. Weźcie to, co się Wam spodoba, a będzie to kosztowało około 2 euro zamiast 4, 5  lub 7 jak w karcie (Nestle czy Algida??? Błagam...). Wybór jest wystarczający. 4 propozycje to dużo opcji jak na jednego człowieka. U nas była to Tarte Bolhach (ogromna i nie taka jak na zdjęciach w Google). Zamówcie do niej kawę za 0,70 euro a wyjdziecie zadowoleni. Wpół pijani po butelce vinho verde, najedzeni i uśmiechnięci.

 

Jeśli będziecie tam ze swoimi połówkami to wyjdziecie też szczęśliwi. W takich miejscach człowiek zaczyna rozumieć, że to co ma znaczenie wcale nie kosztuje miliony. A jeśli mielibyście mnie zapytać dokąd pojechałabym na obiad przy kolejnej wizycie w Porto (będzie w 2017 na pewno), to właśnie tutaj. Tylko danie Wam opiszę inne.

Cena

Jak niżej. Nic dodać, nic ująć.

 

Jak dojechać?

Adres:

 
Rua Nova de Seixo 1
4460-383 Matisinhos
Porto