Adega de São Roque

Lizbona (pt) | Inne fado | Adega de São Roque

Bairro Alto, czy masz dla nas fado?

Cała Lizbona (praktycznie cała) zamyka restauracje około godziny 21:00 – 22:00, a restauratorzy dają Ci o tym znać, składając znajdujące się obok Ciebie stoliki. Więc my też idziemy. Jeszcze wcześnie. Nie nasza godzina by wracać. Teraz pora na wyczekiwane fado.

Wspinamy się z powrotem pod górę, do Bairro Alto, które już trochę dało nam dzisiaj w kość. Zawracamy tam, gdzie hałas i gwar, gdzie dzieciaki szturmują ulice i zaczynają się bawić. Szukamy a GoogleMaps co chwilę pokazuje nam restauracje, w których fado to stały punkt programu. Masz odczucie, że fado jest dookoła, więc znajdźmy to najlepsze, co? Idziemy.

Kierujemy się na Rua da Misericordia, która dzieli Bairro Alto na pół. Na lewo i na prawo można zejść tylko w dół, ale idąc nią od strony Tagu idzie się tylko pod górę.

Gubimy się w uliczkach, które w jednych miejscach są zapełnione, a w innych zupełnie opuszczone. Ludzie siedzą w restauracjach lub restauracje są całkiem zamknięte. Przekraczamy ulicę, mijamy kilka restauracji, skręcamy w prawo i tutaj już nie liczymy na ciszę, tutaj szukamy lokalu, w którym króluje lokalna muzyka, grana na żywo. Gdzieniegdzie widać przygotowania, choć spodziewaliśmy się, że o tej porze będziemy raczej spóźnieni. Niestety jest chyba za wcześnie, choć już 21:30 lub to nie ten dzień. Ale nie dajemy za wygraną. Jeśli nie wiesz dokąd iść idź tam gdzie są ludzie i zbadaj co ich zainteresowało. Może coś się dzieje.


Spacerujemy na Rua do Norte, Rua das Gáveas i po innych okolicznych wąskich zaułkach, ale szukamy miejsca, które jest idealne, tzn. gdzie po prostu słychać prawdziwe fado, takie jakie puszcza nam Kydryński w Sieście, w radiowej Trójce co niedzielę. Takie je znamy, takiego więc szukamy.

Nie ma. Na każdym blogu za to piszą nam, że najlepsze fado jest w Cafe Luso. Blisko, prawda? Więc chodźmy tam. Stajemy przed wielkimi drewnianymi drzwiami, wchodzimy nieśmiale i natrafiamy na wychodzącego do nas kelnera lub managera. Informuje nas, że "wszystko" zaczyna się za 3 minuty, więc mamy ostatnią chwilę na decyzję.

Menu. Od 30 do 60 euro na osobę, jeśli dobrze pamiętam górną granicę cen, a coś wybrać musisz. Spoglądamy na siebie, spoglądamy na salę, która przypomina nam nieco salę przygotowaną na stand-up show lub salę w małym teatrze z czerwoną pudrową kotarą. Mi przed oczami staje przypadkowy amerykański film, który opowiada o początkach estradowych karier, gdzie goście wyrażają głośno swoje opinie i rzucają w początkujących artystów fistaszkami. Tutaj goście usadzeni równo przy stolikach czekają na początek przedstawienia, nieco sztywno… Te kilka obrazków to około 30 sekund pierwszego wrażenia, ale już czuję, że to nie nasz klimat.

Nie wchodzimy. W międzyczasie na ulicy zrobiło się tłoczno jak za dnia. Widać, że impreza dopiero się zaczyna, choć grupa wiekowa zdecydowanie nie jest dla nas interesująca. Nie ma tu cichej Lizbony. Maksymalnie trzydziestolatkowie w idealnych outfit'ach idą się bawić, część z nich już nie jest w stanie się poruszać w sposób skoordynowany, a druga część nie potrafi rozmawiać nie krzycząc. Nie.

To czego szukasz, znajdziesz w ostatnim spośród możliwych miejsc - prawo Murphy'ego.

Trudno, nie wszystko musi się udać, więc na fado się nie nastawiamy. Jeśli ktoś ma mi je przedstawić w sposób teatralny i wypracowany pod publikę to ja nie chcę, nie tak. Czy lokalni chodzą w takie miejsca na fado? Wątpię. Wolę pójść do teatru. Za przedstawienie dla turystów płacić nie będę.

Zrobiło się już późno, więc może wrócimy powoli do hotelu? - Możemy.

Zawracamy na Misericordia z myślą, że zejdziemy nią w dół i wsiądziemy w metro na Cais de Sodre. Nie przeszliśmy 100 metrów, a wpadliśmy kompletnie. Nie tylko Alfama wciąga.

Nie planuj i nie szukaj, samo Cię znajdzie. Prawda ta jest najprawdziwszą z prawdziwych bo znalazło nas i fado, a raczej roznoszący się dookoła śpiew, jakiego szukaliśmy przez ostatnią godzinę zaglądając w każdą możliwą dziurę. Śpiew roznosi się z Restaurante Adega De S. Roque, tak niepozornej, schowanej na poziomie piwnicznym, że gdyby nie umiejętności śpiewaka, pewnie poszlibyśmy dalej.

Wchodzimy i od samego progu jesteśmy zauroczeni, bowiem otacza nas atmosfera, o której czytaliśmy, ale której nigdzie do tej pory nie było. Śpiewak staje w wyznaczonym miejscu pod ścianą i zawodzi przy akompaniamencie dwóch gitar. Przy stołach siedzą goście, przy winie, przy kolacji lub deserze. Jedzą i słuchają. Jestem zachwycona!


Siadamy przy zaproponowanym nam stoliku, a tylko dwa są wolne. Zamawiamy butelkę wina i słuchamy patrząc jak zauroczeni na ludzi, którzy rozumieją o czym śpiewa śpiewak (szczęściarze - nota bene patrzcie... fado to jednak nie tylko bajka dla turystów, tych jest tutaj może dwóch...). Na twarzach rysuje się prawdziwy ból, jedni przymykają oczy, inni śpiewają pod nosem, więc to jakiś portugalski przebój lub znana piosenka z historią.

Saudade cichnie, ale jak nic, to jeszcze nie koniec. Nota bene po raz pierwszy słyszałam, żeby fado śpiewał mężczyzna. Posłuchajcie sami. 

Kilka pytań do pana gitarzysty.

Co jak co, ale omijanie wycieczek zorganizowanych popłaca, bo oto okazuje się, że ze śpiewającym człowiekiem lub gitarzystą, który masuje spuchnięte od gry palce, można porozmawiać po angielsku. Nie ma lepszej okazji i nie będzie.

Zadaję kilak pytań. Nic skomplikowanego, ale jednak.

  • czy często grają  - grają kilka razy w tygodniu
  • czy fado zawsze jest smutne  - nie, współczesne fado nie jest smutne (???), było takie w latach czterdziestych i pięćdziesiątych dwudziestego wieku, ale już od dawna jest czym innym
  • czy fado często jest pod turystów - często, ale nie tutaj
  • co jest najdziwniejszego w fado - że roztapia zimne japońskie serca. Tak, Japończycy, uważani przez Portugalczyków za bardzo zamkniętych, przy starym fado płaczą jak dzieci

Opowiadam, że mamy u nas w kraju pana, który puszcza w jednej stacji radiowej bardzo smutne fado i przez to go nie znoszę. Wiecie co słyszę w odpowiedzi? On Wam i naszej muzyce robi wielką krzywdę. Fado już od dawna nie jest takie, jakim się je przedstawia. Dla Portugalczyków fado to to, co Wam pokazuję na koniec, poniżej. Gra słów, zabawa i śmiech. No, chyba, że ktoś bardzo chce być smutny całe życie, to takim jest i tak śpiewa ;).

Nie rozumiałam żadnego słowa, ni w ząb, ale uśmiałam się jak nigdy z tego przedstawienia. Do prawdy, nie myślałam, że fado ma inne oblicze.

Zostawiam Was z nieco kiepskim filmem, ale najważniejsze chyba widać. Bawcie się dobrze. Zamykam ten post, zamykam ten dzień. W kolejnym poście zabiorę Was za miasto. Albo do kolejnej restauracji.

Jak dojechać?

Sugeruję dojechać metrem na przystanek Rossio i przejść naszą trasą. Wspinaczka na szczyt wzgórza od strony Tagu może być męcząca, a niezależnie z którego kierunku będziecie zmierzać i tak zawsze będzie pod górę.

Dobrze, wyjątkowo pokażę Wam drogę, którą Google pokazuje jako najszybszą. Ma 550 metrów, a nie 950. W Lizbonie odległości mają znaczenie, temu nie mogę zaprzeczyć.

Rzecz jasna praktycznie pod samymi drzwiami zatrzymuje się autobus linii 202 i 758. Możecie sprawdzić rozkład jazdy w linku poniżej:

TRANSPORTES DE LISBOA

Adres:

Rua da Misericórdia 120

1200 Lisboa

Portugalia

www.adegadesaoroque.pt

FACEBOOK