Lizbona (pt) | Gdzie zjeść w Lizbonie #2 | A Mourisca

Prostota przede wszystkim.

Jeśli tu jesteście, to pewnie widzicie też na Instagramie co wybieram i co polecam. Jak zawsze polecam prostotę. I jeśli mnie znacie, jeśli przeczytaliście choć jeden post, to wiecie, że będę ostatnią osobą, która zanim wejdzie do restauracji przeczyta jakąkolwiek opinię na TripAdvisor. Nie robię tego, bo pracując w branży wiem, że to co jest napisane, rzadko jest prawdą. Szukam na oślep. Jeśli mi się nie podoba, to nie wchodzę. Zawsze wychodzę zadowolona.

Już na etapie zamysłu, żeby wyjechać do Portugalii lub raczej w momencie, w którym się o nim dowiedziałam, pomyślałam, że oto lecę do raju, bo ryb tutaj nie brakuje, a ryby uwielbiam, tak samo jak wszelkiego rodzaju owoce morza.

Szukamy knajpki, która da nam wszystko czego potrzebujemy do szczęścia. Darem Lizbony jest to, że nie trzeba szukać daleko. Dosłownie 100 metrów od miejsca, skąd oglądaliśmy panoramę Lizbony, od punktu widokowego Miradouro Sophia de Mello Breyner Andresen, znaleźliśmy cudowne miejsce. I niech Was nie zmyli wystrój wnętrza. Włochy uczą, że tam gdzie jest prosto i gdzie wystrój wygląda jak domowy, a nie restauracyjny, jedzenie jest najlepsze. Tak samo jest w Portugalii. Nie znaczy to rzecz jasna, ze w typowych restauracjach z wystrojem rodem z żurnala jest źle. Nie. Jest po prostu inaczej, a może być porównywalnie smacznie.

Jest w czym wybrać.

Wchodzimy. Wita nas uśmiech i jesteśmy zapraszani do stolika. Któregokolwiek, nie ma znaczenia, możemy wybrać dowolny. Nikt nas nie usadza do stolika dla 2 osób, skoro przyszliśmy w 2 osoby. Możemy zając stół dla 6, zastawę się dostosuje.

Siadam i rozgadam się dookoła. Na ścianie wisi kilkanaście szalików piłkarskich (wiadomo co się tutaj ogląda po kolacji), zdjęcia okolic Lizbony oraz obowiązkowo mozaika z płytek przedstawiająca sielską wieś , pasterkę, owieczki. Jest prosto, jest dobrze.

W Portugalii standardem jest szklana lodówka, w której leży mięso, ryby i owoce morza. Ślinka mi cieknie na widok ośmiornicy, ale chyba jednak będzie ryba. Tak, zdecydowanie porcja świeżej ryby to jest to, co mnie chwilowo zadowoli.

Dostajemy kartę, niezbyt wyszukaną, przygotowaną w kilku językach. W międzyczasie, gdy czytamy na stole ląduje koszyczek z chlebem, talerzyk z lokalnym serem, pasta z ryby i kilka innych dodatków, za które jednak dziękujemy. Wolimy najeść się tym, co zamówimy, ale gdybym była bardziej głodna pewnie bym skorzystała. Kto nie jadł w Portugalii niech wie, że przystawki lądujące na stole w ten sposób to norma, a ceny są wyszczególnione na pierwszej stronie menu w „przystawkach”.

Prosty wybór, prosty smak. Po domowemu.

Każde z nas wybiera inne danie. Z jednej strony stołu będą rządziły grillowane szproty, 3 sztuki, wielkie jak mała makrela, z drugiej strony grillowana dorada. Do tego karafka domowego białego wina, prosta sałatka, spływające spod ryby masło. Nic więcej nie potrzeba. Z ziemniaków (pieczonych) rezygnuję, ale na tym stole nic się nie zmarnuje. Wiem tylko, że były świetnie przyrządzone.

Przepraszam Was za zdjęcia zrobione komórką w połowie lunchu. Było zbyt dobre, by pamiętać, żeby uwiecznić je wcześniej.

Cena

Za cały, bardzo syty lunch, płacimy mniej niż 30 euro, nie zapominam jednakże, że zamówiliśmy również kawę. Gdyby był wieczór, spokojnie mogłaby to być moja kolacja. Najadłabym się w sam raz.

Na co warto zwrócić uwagę?

Na atmosferę. Tutaj jest po prostu rodzinnie. Ale tak prawdziwie.

Świetne jest to, że gdy kończyliśmy posiłek, swój obiad zaczynali kucharze. Nie, nie wyszli na zaplecze, nie schowali się przed klientami. Usiedli przy stoliku za nami i zjedli to co sami ugotowali. Czy jest jakakolwiek lepsza rekomendacja dla restauracji? Moim zdaniem nie ma. Wymysłem starej Europy jest to, że pracownik nie może jeść obok klienta. A właściwie to dlaczego tak ma być? Kto tak powiedział?

Fantastyczne jest to, że tutaj widać współpracę i pozytywne wibracje. Widać, że Ci, którzy tu pracują lubią to co robią, lubią ludzi, którzy tu przychodzą, choć są im obcy i lubią siebie nawzajem. Nie ważne kto z kim rozmawia, na twarzy każdej osoby zawsze widać uśmiech, słychać śmiechy, żarty, zaczepki, ktoś o czymś/kimś opowiada. Czego chcieć więcej? Obiecuję, że przy kolejnej wizycie w Lizbonie znowu tutaj zjem. Choćby dla tej atmosfery.

Jeśli lubicie takie klimaty zdecydowanie polecam to miejsce.

Nie zapomnijcie, że restauracja ma w nazwie słowo "Cervejaria". To również piwiarnia. Można tu skosztować wielu trunków.

Jak dojechać?

Adres:

Travessa das Mónicas 28
Lisboa
Portugalia