Dogliani & Casa Matilda (it) | oaza spokoju pomiędzy winnicami.

Przy głównej drodze nic nie ma, ale są znaki. Wybierz któryś i zjedź.

W poszukiwaniu swoich smaków warto czasem zboczyć z głównych dróg, zapuścić się w dolinę, wjechać tam, gdzie wydaje się, że nie ma nic. Często wystarcz y schować się pomiędzy winoroślami, aby na końcu kamienistej drogi znaleźć perełkę…  Jeśli widzicie przy ulicy znak, który Was zaprasza, ale nic nie widzicie, to zaryzykujcie. Kilka kropli benzyny Was nie zbawi, a może się okazać, że zobaczycie coś wspaniałego. Jeśli widzicie przy drodze napis „degustazione” to skorzystajcie. To tylko znak, że ktoś Was oczekuje o każdej porze i zawsze Was ugości zostawiając swoje obowiązki. I nie będzie miał Wam za złe, że zabieracie mu czas.

W myśl tych słów korzystamy z zaproszenia, jakie za pomocą nienachlanej tablicy informacyjnej kieruje do nas Casa Matilda, którą znajdujemy kilka kilometrów przed Dogliani. Wiemy już, że ten region to region Dolcetto, dlatego zaproszenie na degustację Dolcetto produkowanego przez tę winiarnię bierzemy do siebie i chcemy z niego skorzystać. Wiecie, że w tym roku stawiamy na degustację, prawda? Nie przepuścimy żadnej możliwości. Z resztą trudno odmówić komukolwiek. Dopiero od niedawna wiem, że nazwa to nie wszystko, każde wino ma swój jedyny niepowtarzalny smak i naprawdę każde jest inne. Dopiero zaczynam zauważać różnice i myślę, że będzie coraz lepiej. Obiecuję, że douczę się na ten temat tyle, ile tylko będę mogła.

Wejdź i zacznij szukać.

Skręcamy w prawo, z drogi prowadzącej do Dogliani, na kamienistą drogę prowadzącą nie wiadomo gdzie pomiędzy winoroślami. Foliowe tunele pod uprawę warzyw nieco nas dziwią, bowiem tutaj każdy kawałek ziemi jest zarośnięty winoroślą, ale cóż, na własny użytek też można. Wielkie pomidory wyglądają zachęcająco. Najwyraźniej ktoś je lubi, bo tunel ciągnie się i ciągnie.

Za polem mały parking i brama. Casa Matilda, produkcja przetworów warzywnych, wina, dom wakacyjny. Wygląda zachęcająco. Zostawiamy samochód i tak jak kilka razy wcześniej wchodzimy na podwórze szukając właściciela, albo kogoś innego, kto opiekuje się tym miejscem. Rozglądamy się dookoła i już zaczyna nam się podobać, choć kompletnie niczego specjalnego się nie spodziewaliśmy. Styl i wyposażenie sugeruje, że to miejsce w przyszłości może być jednym z naszych ulubionych. Hamaki, krzesła w ogrodzie z widokiem na dolinę pełną winnic, zieleń i porządek. Miejsce dla dorosłych i dla dzieci, ale w szczególności dla kogoś, kto chce się schować przed światem. Coś co lubimy. Jest dobrze.

Kierujemy się na wprost, nie pukamy do żadnych drzwi, przed nami przeszklona ściana, za którą uśmiechnięta blondynka wskazuje nam kierunek wycierając dłonie w ścierkę. Pierwsza myśl „przeszkadzamy w obiedzie”. Z uśmiechem wita nas Anna, właścicielka tego miejsca. Zaprasza nas do małej sali z ladą, półkami pełnymi słoików i stolikami. Pod sufitem żarówki wiszą na kablach, lekko industrialny styl miesza się z ciepłem kamiennych ścian i nadaje całemu miejscu miękki, ale i nowoczesny „look”. Czujemy się tu dobrze, mimo, że białe światło żarówek odbija się z metalu. Miejsce ma to coś.

CasaMatilda CasaMatilda - ukryte drzwi

Odpowiada nam to, co tutaj znaleźliśmy.

Pytamy o wino. Mówimy, że chcemy spróbować lokalnego produktu, może kupić, po prostu szukamy. Zostajemy sami, ale nie trwa to długo. Przez chwilę oglądam półki, ustawione na nich w równych rzędach mniejsze i większe słoiki pełne przetworów i nie do końca rozumiem o co chodzi. Napis o warzywach z tablicy zupełnie został przeze mnie pominięty, moja głowa go nie zarejestrowała. Spodziewałam się, że ujrzę jedynie wino, a tu okazuje się, że kilka butelek stojących na bocznej półce to wszystko. Ale akceptuję. Im jestem starsza tym więcej akceptuję i tym mniej zakładam. Biorę co jest i to szanuję.

Nie mija kilka minut jak z butelką wraca Anna. W drugiej ręce niesie 2 kieliszki, stawia na stole, nalewa, próbujemy. Smakuje. W ogóle Dolcetto wszędzie smakuje, ale to jest jednym z lepszych, niezbyt ziemiste, niezbyt słodkie, takie jakie powinno być czerwone wino zaliczane do win stołowych, które nie powinny być zbyt skomplikowane. Odpowiada nam ten smak, już wiemy, że weźmiemy przynajmniej jedną butelkę. To pierwsze wino z własnej piwnicy Anny, ale nie pierwszy rocznik. Pierwsze było przechowywane w innym miejscu.

Grzechem byłoby nie wspomnieć, że wino ma oznaczenie D.O.C. G. (Denominazione di origine controllata e garantita), gdzie najistotniejsze jest G, które oznacza, że winogrona zebrane zostały tylko i wyłącznie w Piemoncie, są więc w 100% produktem regionalnym. Jeśli więc zobaczycie w jakimś regionie wino z oznaczeniem D.O.C., ale bez G, to będzie to znaczyło, że jakiś procent winogron użytych do produkcji nie pochodzi z danego regionu i nie jest to tym samym najwyższej klasy produkt regionalny. Brak G. oznacza też, że jakość gron wykorzystanych do produkcji nie jest najwyższa., albo, że jest to mieszanka. Dokładniej o oznaczeniach w innym poście.

Anna zaczyna opowiadać.

CasaMatilda - opowieść

Projekt.

Bo CasaMatilda to nie tylko winnica. W ogóle to winnicy miało nie być. Jest przypadkiem, bo była winorośl, a tego co jest nie wolno marnować i też grzechem jest nie wykorzystać. Winnica to połączenie warunków, okazji i umiejętności wykorzystania sytuacji, przy jednoczesnym prowadzeniu innego projektu. Casa Matilda to bowiem inny plan, projekt składający się z kilku istotnych, ale uzupełniających się elementów, będący w fazie rozwoju. Projekt stworzony z myślą o produkcji unikalnego w Piemoncie produktu, nota bene nie będącego ani winem, ani orzechami, ani serem. Ani żadnym produktem powstałym z obróbki trzech wcześniej wspomnianych.

Tutaj chodzi głównie o warzywa i owoce.

  • CasaMatilda - finałowy produkt
  • CasaMatilda - kosz pełen dobra
  • CasaMatilda - zapowiada się świetnie i smacznie
  1. 1
  2. 2
  3. 3

Tak jak robiła to babcia.

Pamiętacie smak babcinej konfitury, albo przecieranie pomidorów przez sito? Robiliście to? Ja pamiętam. Jak ja tego nie znosiłam!

Siedziałam nad wielkim sitem, z drewnianą łychą w ręce i przecierałam pomidory, wcześniej ugotowane. Nigdy ich nie ubywało. Co przetarłam, to przybyło. Mama dolewała nową porcję. Skórki wyrzucałam, pestki zostawały na sicie, w garze lądował tylko przecier. Potem do słoika, słoik do gara, zalać wrzątkiem, zagotować, wyciągnąć parząc sobie palce, ustawić w rzędzie na ściereczce do góry dnem, poczekać aż wystygnie a wieczko się zassie. Taki właśnie pomysł stworzył to miejsce. Prawdopodobnie proces produkcji wygląda tu nieco inaczej, ale widzicie do czego zmierzam?

Anna wymyśliła, że przepisy swojej babci zapakuje je do słoika przenosząc slow food na nieco inny poziom. Wszystko ze swojej własnej, organicznej uprawy, własnej produkcji, bez konserwantów i sztucznych barwników. Ale co tam słowa… Można słuchać, ale smaku nic nie zastąpi. Na stole pojawiają się słoiki, próbujemy. Krem z cukinii, krem z bakłażana, krem z pomidorami. Smak nieziemski, kremowy, wręcz chyba nie tego się spodziewaliśmy. Nasze przetwory domowe to jednak inny smak.

Czujemy oliwę, czujemy bazylię, naturalne, organiczne, oryginalne włoskie smaki mieszają się ze smakiem warzyw. Anna opowiada o produkcji, a pasja (nie lubię tego słowa, ale nie znajduję innego – dla mnie pasja jest szewska, jak tracę cierpliwość) rysuje się na jej twarzy i widać ją w jej gestach. Ewidentnie to, że robi to co robi nie jest przypadkiem.

CasaMatilda - degustacja

Skąd ten pomysł?

Wiecie, gdzie i kiedy rodzą się nowe i oryginalne pomysły na życie? W korporacji lub pracując w obcej firmie, gdy zachodzą życiowe zmiany. Tak było i w tym przypadku.

Nastał moment, w którym chęć zbudowania czegoś swojego zwyciężyła. Z przemysłu serowego (Piemont jak już wiecie słynie z serów, w mieście Bra co dwa lata odbywają się jedne z najważniejszych targów serowych – wrzesień, trzeci weekend miesiąca) Anna przeniosła się do przemysłu zwanego własnym biznesem. Kupiła dom wraz z terenem uprawnym i budynkami gospodarczymi i przystosowała je do potrzeb swojego projektu. Dom stał się domem dla rodziny oraz hotelem.

Część oddana pod wynajem posiada 4 apartamenty (pokoje) część wspólną z w pełni wyposażoną kuchnią, z której można wyjść na balkon. Można tutaj zjeść śniadanie, choć nie ma potrzeby, żeby wynosić stół i krzesła na balkon. Wystarczy otworzyć okiennice i drzwi i dolina wraz z winnicą wchodzi do wnętrza. Wrażenie jest świetne. Człowiek zlewa się z miejscem i odpoczywa. Do tego stylowe i spokojne wnętrza pokoi dają samotnikom ciszę i prywatność. Chłód utrzymuje się w budynku pomimo wysokiej temperatury. Czy czegoś więcej można chcieć? Pytanie retoryczne.

Jeśli potrzebujecie więcej to też znajdziecie. Budynek, który wcześniej był stodołą został przystosowany do potrzeb wybrednych, którzy dobrze się czują w designerskich wnętrzach oraz potrzebują kuchni. Casa Matilda oferuje dwa apartamenty, których dach wspierają stare, oryginalne belki, a których główna ściana od sufitu aż po podłogę jest wielką szybą, którą można w dowolnej chwili zakryć roletą. Dostajecie tym samym design, nowoczesność, kawałek historii i prywatność. Najbardziej wybredny nie pogardzi. Gwarantuję, że zdjęcie na Instagramie będzie wyglądało świetnie.

  • CasaMatilda
  • CasaMatilda - mozesz tu odpoczac
  • CasaMatilda - miejsce dla każdego
  • CasaMatilda - kuchnia
  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4

Ale co z tymi słoikami?

Słoiki od samego początku produkuje się tutaj na miejscu. Zaraz obok sali degustacyjnej, znajduje się kuchnia, którą Anna nazywa „laboratorium”, w którym powstają wszystkie produkty. Nie wchodziliśmy do środka, ale wierzymy na słowo, że wszystko dzieje się tutaj. To co opuszcza laboratorium smakuje rewelacyjnie. Zabieram ze sobą słoiczek pasty z bakłażana (uwielbiam!!!).

Trzecia sala, schowana w cieniu i niewidoczna zupełnie, to sklep i magazyn. Bottega, taka prawdziwa, włoska, kameralna. Na regałach zatrzęsienie, a od kolorów przymykam oczy. Okazuje się, że oprócz past i przecierów powstają tutaj również soki z tutejszych owoców i wiele innych wspaniałości. Tutaj też odbywa się pakowanie i przygotowanie do wysyłki. Jesteśmy w szoku, bo to miejsce naprawdę nie wygląda jak fabryka, a ilość tego, co się tu oferuje na sprzedaż jest wręcz niesamowita.

Słoiczki z logo Casa Matilda możecie zamówić z każdego miejsca na świecie. Sklep internetowy będzie dostępny wkrótce, więc póki co trzeba wysłać email, aby dostać listę produktów i złożyć zamówienie.

CasaMatilda - tyle dobra w jednym miejscu Dowiedz się więcej o Casa Matilda – wszystkie informacje znajdziesz tutaj

Zainteresowani?

Jesteście zainteresowani tym miejscem? Nas ono zauroczyło. Jeżeli chcecie je odwiedzić i spędzić tam kilka dni dajcie nam znać (anna@workintraveller.com). Pomogę Wam zorganizować wyjazd i podpowiemy co warto zwiedzić w regionie. Bo to, że warto to mam nadzieję już wiecie. Powiadam Wam, jeśli tylko macie czas i sposobność korzystajcie ze świata, bo jest on piękny.

Poniżej mapka. Wpadnijcie do Anny jeśli będziecie przejazdem w okolicy.

My wyjeżdżamy z Casa Matilda zadowoleni, uśmiechnięci i szczęśliwi. Spędziliśmy tutaj godzinę lub dwie, trafiliśmy tutaj przypadkiem, ale zostaliśmy powitani i przyjęci jak zapowiedziani goście.

Wiecie… tak to jest z Włochami, że witają Was z otwartymi ramionami, niezależnie od tego, kim jesteście i co robicie. Jeśli tylko się uśmiechniecie, to ktoś Wam uśmiech odwzajemni. Jeśli będziecie otwarci to ludzie będą otwarci. Właśnie dlatego wracamy do tego kraju.

Chcesz przez chwilę pomieszkać w Casa Matilda?

Sprawdź swój termin

Szukasz innego hotelu w pobliżu Dogliani? Kliknij na banner poniżej.

 




Booking.com

 

Może polubisz i te posty?