Zanzibar (tz) | wyspa dla uciekających | #1

I o co tyle hałasu? Wielu o o pyta, niewielu rozumie.

Jeśli ktokolwiek Wam powiedział, że Zanzibar to nic specjalnego, to kłamał, zazdrościł, albo miał inny powód, żeby odwieźć Was od pomysłu, żeby tu przyjechać.

Zanzibar to wyspa, która ma coś do zaoferowania tak bogatym, jak i biednym, studentom i managerom. Wyspa przyjmie wszystkich i każdemu coś da. Nikogo nie odrzuci. Nie ma jeszcze ambicji, aby stawać się mekką bogaczy, choć nie da się ukryć, że sporo inwestycji na wyspie to wynik ich wymagań. To co z niej zabierzesz do domu zależy tylko od tego jak do niej podejdziesz.

To co łączy praktycznie wszystkich, którzy tutaj przybywają, to zamiłowanie do morza. A jeśli morze to kite surfing. Tutaj jedno określa drugie, jest nierozłączne i doskonale się uzupełnia oferując zatrudnienie mieszkańcom wyspy i przybywającym tutaj na dwa trzymiesięczne sezony w roku instruktorom, których można poznać po koszulkach z nazwą szkoły i imieniem. Morze nie tylko żywi, ale i bawi, pozwala na aktywne spędzanie czasu

Ale to nie wszystko co warto o nim wiedzieć. Nota bene przepraszamy za to, że ten post tak długo powstawał. Nie chcieliśmy jednak napisać Wam czegoś, co znajdziecie wszędzie. Tutaj oto jest nasz, jak zawsze subiektywny, punkt widzenia.

Oaza długości całego wschodniego wybrzeża.

Zanzibar na pierwszy rzut oka jest oazą. Pytanie tylko czego? Kite surferów? Też. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej, to czuć tu coś innego – atmosferę ucieczki. Dzisiaj o tym, choć miało być bardziej przyziemnie.

Jeśli staniecie na plaży, rozejrzycie się dookoła, zastanowicie się przez chwilę nad pytaniem „kto jest dookoła mnie” zdacie sobie sprawę, że najmniejszą grupą społeczną będą lokalni mieszkańcy. Widać ich, ale nie dominują. Zobaczycie tutaj każdą nację, każdy zawód, ale mieszkańcy Zanzibaru na plażach to widok nie tyle nietypowy, co po prostu rzadki.

Proponuję Wam ćwiczenie. Zróbcie je, jeśli tu będziecie. Jest proste i zarazem przyjemne. Wybierzcie się po prostu na spacer wzdłuż wybrzeża. To, po której stronie wyspy będziecie nie gra roli. Przyjrzyjcie się twarzom. Co zobaczycie? Nie pytam o radość, uśmiech i tym podobne. Wiadomo, że w słońcu te zawsze widać. Mam na myśli…. Ucieczkę. To jest odpowiednie słowo.

Nie ważne czy będziecie patrzeć na młodych ludzi, na tych w średnim wieku czy na tych, których byście się tutaj nie spodziewali bo zakładacie, że z racji wieku powinni siedzieć w domu (nie znoszę takich stereotypów). Na Zanzibar nikt nie jest za stary. To co łączy wszystkich tu przybywających to chęć ucieczki przed codziennością, monotonią, problemami, szefem, żoną, starością (o tym kiedy indziej), szkołą, odpowiedzialnością. Gdzie nie pójdziecie tam zobaczycie, że nikt tu nie chce myśleć o tym wszystkim co zostawił na lądzie.

Zanzibar dla każdego

Zanzibar – byłem, widziałem… Nie poczułem?

Osobiście uważam, że miejsca poznaje się bywając wszędzie. Zamknięcie się w pięciogwiazdkowym kurorcie nie jest ani życiem, ani poznawaniem miejsca, do którego się przyjeżdża/przylatuje z trzema przesiadkami bądź z grupą krajanów (brońcie się przed nimi – o tym też kiedy indziej i w poście innej kategorii). Żeby coś zobaczyć trzeba wyjść.

I tak na przykład proponuję zwiedzanie wschodniego wybrzeża, ukochanego przez kite surferów. Po prawej morze, po lewej hotele i szkoły. Każdy może nauczyć się jak opanować deskę, cztery linki i wielki latawiec (bluźnię, co?). I taka jest prawda. Każdy może.

Myślicie, że to co widzicie po waszej lewej to lokalne biznesy? W teorii tak. W praktyce większość miejsc, w których będziecie, to inwestycje europejskie. Ale nie jest to najłatwiejszy biznes. Żeby zainwestować na Zanzibarze trzeba się z nim zżyć, trzeba na nim pobyć, pożyć, poznać kilka osób, mniej lub bardziej ważnych, stać się swoim. Nikt bowiem kto jest „spoza” interesu bez lokalnego partnera zrobić nie może. Lokalny partner w biznesie jest Twoim poręczeniem, żyruje Twoją inwestycję i niestety, nawet jeśli to Ty wkładasz pieniądze, to on ma 51% udziałów. Zadajesz sobie to samo pytanie co ja? „Po co to wszystko, skoro w Europie mogę mieć 100%”? No właśnie po co…

Tanzania to takie miejsce, które moim zdaniem da Ci wiele wymówek. Jeśli chcesz się za kimś/czymś przed kimś/czymś schować, to tutaj Ci się to uda, masz moje słowo. Zawsze przecież możesz powiedzieć „nie było Internetu”, gdy Twój znajomy oczekuje odpowiedzi, szef raportu, a żona relacji z podróży. Tutaj to normalne i takie proste.

Nota bene miejsca, które mają stały dostęp do internetu to ogólnie rzadkość, choć wschodnie wybrzeże ma stosunkowo dobre warunki. Zdarzają się i miejsca, które mają Internet na terenie całego resortu i na plaży. Nie zmienia to faktu, że nikogo nie dziwi, gdy ni z tego ni z owego, od samego rana nie ma kontaktu ze światem (tak jest i w moim przypadku, gdy piszę ten post). Ot, nie ma i już. Coś się przepaliło, ZanTel ma czas na reakcję. Idę na plażę lub piszę post. Whatever… Mam wymówkę. Raport w poniedziałek.

Zanzibar dla uciekających

A więc idziesz po plaży, czujesz błogość, podglądasz. Paje. Najpierw kite surferzy, których tu pełno. Są wniebowzięci bo nie ma dnia bez wiatru. Trzeba przyznać, warunki jak w bajce.

Instruktor? Oczywiście jest. Co 100 metrów, a nawet i częściej, zobaczysz szyld zapraszający do nauki. Narodowość? Wszelaka. Niemcy, Austriacy, Polacy, Australijczycy, Dunki i Kanadyjki. Całe grupy. Lokalni? Rzadko. Czemu? Wróć dwa akapity wyżej.

Nikt Ci tego nie powie wprost, ale kite to nie tylko sposób na życie, ale na oderwanie się od nudy, studiów, wszystkiego co takie europejskie. Nudna praca przy komputerze? Zanzibar. Brak pomysłu na życie, na siebie? Zanzibar. Tego wszystkiego co takie “normalne”, codziennych powinności, na prawdę tutaj nie czuć. Nawet jeśli masz nawyk sprawdzania wiadomości w Internecie, i masz tutaj dostęp do sieci, to tego nie robisz. Nie musisz, nie chcesz.

Nie myślisz o tym, czujesz wolność, jeśli tylko sobie na nią pozwolisz. Nikt Cię tu nie atakuje, nikt nie chce słuchać o kolejnej wojnie, nie ma tu Putina, Ukrainy, pseudo kibiców, pomimo, że tutaj za wszystko się „płaci” nie ma afer łapówkarskich, wymuszeń, wyłudzeń, gwałtów.

Jeśli jesteś w porządku w większości wypadków wyspa będzie się do Ciebie dobrze odnosić. Oczywiście, nie jest to raj na ziemi, miejsce idealne i bez wad jeśli tutaj żyjesz, ale osobiście uważam, że jest to większy raj niż Europa. Życie jest proste i ma swój naturalny rytm. Zaczyna się, gdy wschodzi słońce, kończy się, gdy wysoka fala zabiera całą plażę

Ciąg dalszy wkrótce.

Idziemy stąd na północ

wordpress themes



Booking.com