Zanzibar (tz) | kitesurfing & podstawowe informacje

Zanzibar | Tanzania. Co wiedzieć należy.

A więc dzieje się. Co tu wiele mówić, nigdy nie myślałam, że się to stanie. Ostatni rok nie wskazywał na to, że będzie na to czas i, że znajdą się pieniądze. I nadal nie ma. Ale za to jest przypadek, możliwość i konieczność. Po prostu praca. Ale jednak… Tak, muszę to wykrzyczeć! Lecę! Serce mi wariuje z radości.

Czytam o tym co obowiązkowe i niezbędne. Zaraz będę czytać o tym co można robić na miejscu :).

A więc na wstępie paszport. Jest. Wiza. Będzie, za 50USD, zakupiona na lotnisku. Szczepienia brak (żółta febra), ale umawiam się na za trzy godziny i po sprawie. Nawet nie czytam o tym, jak ta choroba wygląda, bo za dużo we mnie radości, żeby się smucić i zastanawiać się nad najgorszym możliwym wyjściem. Pozostałe szczepienia będą po drodze. Ważne, że przekroczę granicę.

Jeśli szukacie informacji o obowiązkowych szczepieniach, możecie je znaleźć wpisując w wyszukiwarce frazę “przychodnia szczepień podróży + nazwa waszego miasta”. Z obowiązkowych należy koniecznie zakupić (i zaaplikować) szczepienie przeciwko wspomnianej żółtej febrze (wydaje się do niej “żółtą książeczkę”, bez której można nie przejść przez granicę), warto zaopatrzyć się również w leki przeciwmalaryczne.

Warto też chronić się przed żółtaczką (A, B, C – można przywieźć do domu spory kawałek alfabetu). Jeśli macie historię szczepień to weźcie ją ze sobą na spotkanie z lekarzem. Może się okazać, że nie ma konieczności szczepić się ponownie (na ten moment szczepienie przeciwko żółtej febrze chroni 10 lat, ale WHO przebąkuje, że chroni na całe życie – ustalenia mogą się zmienić zanim wyjedziecie).

Idę więc dalej. Na tym etapie listę rzeczy obowiązkowych zamykam. Teraz przyjemności, informacje przydatne i podstawowe. Czyli przeglądam internet i notuję dla Was w poście.

Język, kropelka historii, religia, waluta.

Zanzibar jest największą wyspą należącą do Tanzanii, choć tak naprawdę nie jest duża. Ma jedynie 1 658 km2, dokładnie tyle samo co powiat augustowski. Od dawna wyspa traktowana była jako wrota na stały ląd. Na Zanzibarze zatrzymywali się korsarze, by odpocząć przed wpłynięciem do portu w Dar el Salaam, tutaj też odbywały się targi niewolników.

Zanzibar przez lata zmagał się ze spuścizną po dawnych czasach. Widać to na każdym kroku. Kawałek tej spuścizny to język urzędowy obowiązujący jako drugi, czyli angielski. Teoretycznie każdy go zna, ale czasem trudno się dogadać. Jeśli myślicie, że dogadacie się wykorzystując wbijany nam do głowy Present Perfect, albo stronę bierną, to możecie się rozczarować. Gramatyka ma tu inne znaczenie. Czasem dochodzę do wniosku, że C1 to za mało.

Wystarczy próbować dokonać rezerwacji w hotelu, i dowiedzieć się, że może być trudno. Z tego też powodu Europejczycy dokonujący rezerwacji (nie tylko hotelowych) często wolą zapłacić prowizję za rezerwację w biurze podróży – agenci wiedzą jak rozmawiać i czego się wystrzegać podczas rozmowy, żeby z prostej sprawy nie zrobił się problem. Mają doświadczenie oraz potrafią załatwić rzeczy niemożliwe. Warto skorzystać, tym bardziej, jeśli planuje się np. safari lub podróż jest wieloetapowa.

Ale wracając do meritum – pozostałością po czasach kolonialnych jest też waluta, a raczej dwie. W Tanzanii operuje się Szylingiem Tanzańskim i Dolarem Amerykańskim. Ale cóż tu o pieniądzach można pisać… Niewiele, zważywszy na fakt, że na Zanzibarze o bankomat trudno. Znajdziecie go na lotnisku, to jest pewne. Nie opłaca się jednak ani płacić kartą, ani wyciągać walutę z bankomatu. Weźcie ją po prostu ze sobą.

Kurs wymiany nie robi wrażenia tylko na tych, którzy nie koniecznie wiedzą ile mają w portfelu. Ale wierzcie, są tacy, którzy tutaj płacą tylko kartą. I przylatują na wyspę prywatnym czarterem z zamiarem spędzenia tu 48 godzin.

Trochę o religii – Tanzania to kraj muzułmański, nie należy o tym zapominać. Nie polecamy szortów, mini, odkrytych ramion i dekoltów, przynajmniej w mieście, podczas zwiedzania Stone Town i ogólnie poza miejscem zamieszkania. Nie musicie się o to martwić w kurortach, których tu nie brakuje, wyspę bowiem ukochali sobie bywalcy pięciogwiazdkowych hoteli, zlokalizowanych głównie na wschodnim wybrzeżu.

Kitesurfing | kiedy, gdzie i z kim?

A jeśli już o wschodnim wybrzeżu, to musi być o kite surfingu, bo jest to główny cel większości odwiedzających wyspę. Zanzibar jest miejscem, do którego w sezonie ciągnie rzesza fanatyków tego sportu, warunki bowiem panują tu idealne.

Jeśli już zabieracie się za planowanie wyjazdu, to musicie pamiętać o tym, że pomimo, że Zanzibar jest wysunięty w morze, to i tutaj panuje sezon. Wiatr, pomimo, że jest tym co kite surferzy chwalą, sprzyja dwa razy do roku przez okres około trzech miesięcy. Resorty rozpoczynają sezon 15 grudnia i kończą 15 marca. Zapraszają ponownie 15 czerwca, również na trzy miesiąca.

W tym okresie możecie bawić się w wodzie do woli, choć pamiętajcie, że i tak nikt nie gwarantuje pogody. Poza sezonem niestety wiatr kręci kitem w kółko lub wpycha w ląd. O ile może to być dobry okres na stawianie pierwszych kroków na desce, o tyle doświadczeni kite surferzy będą narzekać.

Na wyspie znajdziecie szkoły, w których możecie wynająć sprzęt, kupić piankę (polecane ze względu na palące słońce – lekcja to zazwyczaj 4-5 godzin spędzonych na wodzie, nie warto ryzykować oparzenia) oraz wynająć instruktora.

Nie zdziwcie się, jeśli na miejscu spotkanie Europejczyka – resorty zatrudniają głównie ekipy z Europy. Umiejętności, wiedza, obycie z najnowszym sprzętem, język. Niestety miejscowi instruktorzy nie zawsze potrafią płynnie rozmawiać po angielsku, tym bardziej w tak specyficznej sytuacji jaką jest kurs.

Zdarza się, że wymaga się od instruktorów, aby mówili po włosku, hiszpańsku i w innych językach międzynarodowych. Żeby móc spełnić te wymagania często kompletuje się ekipy w taki sposób, aby każda osoba w teamie mówiła po angielsku oraz w drugim języku, którym nie operuje kolega/koleżanka z teamu.

Nie ma się czemu dziwić – goście tutejszych hoteli to głównie managerowie, dyrektorzy i szefowie europejskich, amerykańskich, azjatyckich i afrykańskich firm. Wymagają oni takiej samej obsługi jak na lądzie oraz fachowego podejścia. Jeśli zamierzacie wynająć instruktora w hotelu lub za jego pomocą pamiętajcie, że często mają terminarz wypełniony na pół roku naprzód.

Szkoły kite surfingu możecie wyszukać w internecie. Nie rzadko trzeba szukać w Europie. W samych np. Niemczech jest kilkanaście szkół, które organizują wyjazdy na kite i zmieniają lokalizację w zależności od okresu w roku, stąd nie zdziwcie się, jeśli na Zanzibarze spotkacie instruktora, który kilka miesięcy (lub tygodni) wcześniej był widywany ze swoją grupą z drugiej strony globu. Tak samo jak windsurferzy gonią falę, tak samo kite surferzy gonią wiatr.

Czy tylko dla bogaczy?

Zdecydowanie nie. Z Zanzibarem jest jak z każdym kurortem, letnim lub zimowym. W sezonie urlopowym przyjeżdżają bogaci, poza sezonem, ale gdy nadal są dobre warunki, przyjeżdżają Ci, którzy mają mniejsze wymagania. Zdarza się, że resorty i hotele potrafią diametralnie zmienić kategorię klienteli – w sezonie nastawiają się na klienta VIP, po sezonie na klientów budżetowych, sportowych, studentów, a nawet na podróżujących z plecakiem, którzy śpią za małe pieniądze, ale cenią sobie “moc” doznań i doświadczeń.

Ceny noclegów poza sezonem maleją niejednokrotnie o połowę. Ma to duże znaczenie, bowiem “poza sezonem” nie oznacza tutaj “zabieramy słońce, bo skończył się sezon”. Tutaj słońce świeci cały rok, temperatura prawie zawsze utrzymuje się powyżej 25 stopni Celsjusza. Poza sezonem należy tylko liczyć się z porami deszczowymi i burzami. Jeśli chcecie poznać rozkład pogody w ciągu roku, kliknijcie button poniżej.

Jeśli nie przyjeżdżacie tutaj, żeby pływać to nie musicie tak bardzo zwracać uwagi na sezon. Tanzania to dużo więcej niż wiatr, Zanzibar to dużo więcej niż kite.

Co zobaczyć na Zanzibarze?

O tym w kolejnym poście, pisanym na miejscu. Postaramy się dać Wam dobrą garść przydatnych i interesujących informacji.



Booking.com

Comments