Co trzeba zobaczyć i gdzie można (dobrze) zjeść w Pradze?

Jedzenie i miejsca ku temu sprawdzone niekoniecznie będące tylko jadłodajniami – część 1

Czeska stolica owiana jest mgiełką tajemniczości. Niektórym jawi się jako miejsce, w którym wypija się ogromne ilości piwa (i jest to prawda), przegryza je knedliczkiem pływającym w gęstym sosie podawanym z plastrem pieczeni, w przerwach pomiędzy spektaklem siejącym zgorszenie a odczytem wierszy nieznanego artysty szukającego swojego ja. Najlepiej, gdy wszystkie te czynności odbywają się jednocześnie w małej knajpce schowanej gdzieś pomiędzy kamienicami ścisłego centrum.

O ile ten widok będzie dany komuś kto zdążył przesiąknąć praską atmosferą i poznał to miasto na tyle, by wiedzieć gdzie czego szukać, o tyle turysta będzie miał problem z wyjściem poza stereotyp, chyba, że zaopatrzy się w przewodnik napisany przez kogoś, kto umiał na to miasto spojrzeć inaczej i miał na to wystarczająco dużo czasu.

Prawda jest taka, że standardowy turysta ma w Pradze do zwiedzenia kilka punktów obowiązkowych, które zajmą mu 2-3 dni, o ile udało mu się znaleźć nocleg w hotelu położonym w bliskiej odległości do metra. Punktem obowiązkowym każdej wyprawy do Pragi jest wdrapanie się na wzgórze zamkowe i obejrzenie katedry Św. Wita, Wacława i Wojciecha (warto stać w godzinnej kolejce – nie warto zapomnieć o chuście zakrywającej ramiona). Co jest w katedrze - o tym dowiecie się z przewodnika.

Teraz o czym innym, ponieważ po odstaniu swojego w kolejce do wejścia ważniejsze jest to, gdzie później można zjeść. Dobrze. A zjeść w Pradze i to dobrze można, choć po zwiedzaniu ważniejsze jest, żeby nie trzeba było długo szukać (i iść). My niestety obeszliśmy całe wzgórze, po to, żeby później wrócić prawie do punktu wyjścia. Czy znalezione miejsce jest w przewodniku nie wiemy - wszystkie opisane były strasznie zatłoczone, więc wybraliśmy miejsce wyglądające dobrze, które nie przypominało enklawy smaku i rozmaitości. A skoro w nim jedliśmy nie musiało być specjalnie drogo, choć lokalizacja mogłaby podpowiadać zupełnie coś innego, Mala Strana to przecież samo centrum miasta. Być może fakt, że do "U Zavesenyho Kafe" idzie się nieco "pod", a nie "z", górki sprawia, że kieszeń turysty specjalnie nie ubożeje.

Miejsce samo w sobie jest świetne. Jest kwintesencją Pragi, spełnieniem wyobrażenia o knajpce, która okazuje się większa niż nasze wyobrażenie. Witający nas bar mówi nam od razu - tak, jesteś w Pradze, pij ile chcesz i co chcesz. Całości pilnuje i za gwarancję jakości służy obsługujący bar właściciel (chyba właściciel, ale raczej tak), z którego wylewa się cała możliwość praskość. Prażanin nad prażaninami. Z lekko nonszalancką twarzą, mimiką i gestami. Da się polubić, chociaż słowa z nim nie zamieniamy.

Co tu zjeść? Knedliczki (te prawdziwe, chlebowe) z sosem i kawałkiem mięsa, niemal rozpuszczającego się w ustach. Coś wspaniałego. I gulasz z kluseczkami. Koniecznie trzeba zapić piwem. U nas jak zawsze Staropramen. Dla tych, którzy w Pradze jeszcze nie jedli jedna uwaga ogólna - sałatka to zazwyczaj pływająca w occie pokrojona w kostkę papryka. Ilości dziecięce. Duże sałaty i wybór dodatków to danie będącą osobną pozycją w droższych restauracjach.

Jeśli nic Was nie popędza i nie macie sztywnego grafiku polecamy spędzić " U Zavesenyho" trochę więcej czasu i szczegółowo zbadać i obejrzeć każdą ścianę. Tysiące zdjęć, pamiątek, zawieszek opowiadają historię tego miejsca, wspomnienia właścicieli, ich zamiłowania, połączenie z tym miastem. To wspaniałe miejsce, które na długo wchodzi do głowy i na wspomnienie którego ma się ochotę zmienić miejsce zamieszkania. Jak opisać to uczucie?

To wrażenie, że coś się tutaj dzieje, że to miejsce żyje. Że ludzie, którzy tu przebywają tworzą coś wspólnego, jakąś historię, przyjaźń, połączenia, emocje, radość i wolność. Nie czuć tu przymusu, czuć zdecydowanie zlewanie się codzienności z kulturą (choć dla nich samych to pewnie wielkie słowo), sztuką w dowolnej formie, wyrażaniem siebie, słowem, muzyką, książką, tradycją. Najdziwniejsze jest to, że to czuć pomimo, że w danej chwili nic się nie dzieje, barman nalewa piwo, kroisz knedla, dziewczyna przy stoliku obok podkrada prąd, żeby naładować baterię w aparacie. Toczy się. Życie się toczy, czas się przelewa, a wokół ta atmosfera. Tworzą ją starzy, młodzi... Nie ma znaczenia. Sztuczne podziały nie są wyczuwalne.

Nie wierzycie? Zobaczcie sami to, co sprawia, że gdy jesteście w środku czuć ten powiew.

Gdzie to?



Booking.com